Biało-czerwona piłkarska niewiadoma

Biało-czerwona piłkarska niewiadoma

Czy Paulo Sousa panuje nad reprezentacją, czy raczej improwizuje?

Takiej imprezy futbolowa Europa jeszcze ani widziała, ani nie przeżywała. Pierwszy raz w historii finały o miano najlepszej reprezentacji Starego Kontynentu zostaną rozegrane w 11 państwach. Inauguracja odbędzie się w Rzymie 11 czerwca, finał w Londynie 11 lipca. Ze względu na pandemię dopiero w 2021 r. mamy Euro 2020.

Biało-czerwoni dotychczas trzykrotnie wystąpili w tym turnieju. W 2008 r. w Austrii i Szwajcarii zakończyli udział w fazie grupowej. Cztery lata później jako współorganizator mistrzostw (wraz z Ukrainą) zajęli ostatnie miejsce w grupie A. Najlepiej powiodło im się w 2016 r. we Francji, gdzie dotarli do ćwierćfinału, w którym przegrali z Portugalczykami dopiero po serii rzutów karnych. Ten czwarty start przypomina randkę w ciemno – portugalski szkoleniowiec Paulo Sousa debiutuje w roli selekcjonera i na dobrą sprawę nie wiemy, na co stać naszą narodową jedenastkę.

Tego nie wie nikt

W trakcie trwającego od 24 maja w Opalenicy zgrupowania rozegrano dwa towarzyskie mecze – z Rosją (1:1) i z Islandią (2:2). Po meczu z Islandią nie szczędzono reprezentacji krytyki. W rozmowie, którą przeprowadził Paweł Czado (Interia), bardzo zaniepokojony Antoni Piechniczek, były selekcjoner reprezentacji, mówił: – W każdym meczu reprezentacja Paulo Sousy gra w innym składzie. Nawet poszczególne formacje za każdym razem grają w innym zestawieniu. Gdyby przyszło wytypować skład na Słowację, byłoby to jak trafienie szóstki w totolotku. Oczekiwałem, że w ostatnim meczu przed Euro przez pierwsze 45 minut zobaczymy reprezentację grającą z odpowiednią determinacją, odpowiednim rytmem – takim, jaki będzie chciała zaprezentować podczas mistrzostw. Tak, żebyśmy przekonali się, że to zespół z klasą, na który możemy liczyć. Tak się nie stało. To, co zobaczyłem w meczu przeciw Islandczykom, nie napawa mnie optymizmem. Pytanie, czy Paulo Sousa nad tym wszystkim panuje, czy raczej improwizuje.

Tego nie wie nikt.

Niejako w odpowiedzi można było usłyszeć argumenty Sousy, mnie one jednak nie przekonały. Na zarzut, że kadra w pięciu meczach straciła osiem goli, portugalski selekcjoner stwierdził: – Widzieliśmy wiele dobrych decyzji, ale nie po stałych fragmentach. Większość goli tracimy po stałych fragmentach. Są za duże dystanse między nami i rywalami. To są kluczowe momenty. Potrzebujemy lepszej komunikacji, będziemy nad tym pracowali.

A co do dopasowania zawodników do systemu wyjaśniał: – Nie spałem, myśląc o tym, jak wpasować zawodników we właściwy system. Zwykle patrzę wyłącznie przed siebie, na cały proces, turniej, by inspirować zawodników, by podejmować najlepsze decyzje jeszcze przed meczem, by wygrywać. Wierzyłem do końca, że Milik będzie dostępny, bo to kluczowy piłkarz. Musimy szukać innych rozwiązań.

Nie wiem, jak sypia selekcjoner, ale dla mnie to klasyczne „nawijanie makaronu na uszy”. W sukurs selekcjonerowi pośpieszył z twitterowym wpisem jego protektor Boniek: „Widzę wiele pozytywów, brawo chłopaki A teraz cali i zdrowi zaczynamy poważne granie. Dobranoc”. Z czego wynika, że prezes robi dobrą minę do złej gry i raczej nie miewa kłopotów z zasypianiem.

Trudno nie zgodzić się z oceną sytuacji przedstawioną przez Dariusza Tuzimka (WP.Sport): „Bilans meczów nowy selekcjoner ma fatalny. Na pięć spotkań wygraliśmy tylko jedno i to z Andorą. Gdybym miał powiedzieć, co teraz w kadrze wygląda lepiej, to chyba musiałbym powiedzieć, że… prezencja selekcjonera. Nowa, odmładzająca fryzura, szczupła sylwetka, dopasowane koszule, nienagannie skrojona kamizelka. Szkoda tylko, że ta elegancja ma się nijak do tego, jak wygląda drużyna Sousy na boisku. Gdy dziś ktoś szuka powodów do optymizmu przed turniejem Euro 2020, musi się oprzeć na starym, wyświechatanym sloganie, że na szczęście piłka jest nieprzewidywalna. I to, co teraz wygląda słabo, może nagle wyglądać dużo lepiej. Ale to jest myślenie życzeniowe, z racjonalnym nie ma nic wspólnego”.

Niefortunny wybór bazy

Na blogu „Krótka piłka” Adam Godlewski zamieścił wywiad z prof. Janem Chmurą, najwybitniejszym fizjologiem działającym obecnie w polskim futbolu. Jego zdaniem wybór bazy turniejowej nad polskim Bałtykiem był co najmniej niefortunny. „Najnowsze badania dowodzą, że baza powinna znajdować się w klimacie jak najbardziej zbliżonym do warunków meczowych, bo tylko w takiej sytuacji zdolności wysiłkowe zawodników będą optymalne – twierdzi prof. Chmura. – Niestety, nikt nie wyciągnął wniosków z błędów popełnionych przez ekipę Jerzego Engela w Korei. Z kolei przed trzema laty, podczas mistrzostw świata w Soczi reprezentacja Polski – praktycznie jako jedyny uczestnik turnieju – zamieszkała w Rosji w innym klimacie, niż miała zaplanowane mecze. W efekcie po liczących kilka tysięcy kilometrów podróżach prezentowała się słabo pod względem motorycznym. (…) Niestety, nikt w związku nie wyciąga żadnych wniosków, o czym świadczy wybór bazy w Polsce przed spotkaniami, które biało-czerwoni mają rozegrać w Sankt Petersburgu i Sewilli. (…) Uważam, że optymalny z punktu widzenia regeneracji i zdolności wysiłkowych zawodników byłby wybór hotelu w Sankt Petersburgu. Jeśli mecz rozgrywamy 19 czerwca w gorącym klimacie, to nasz zespół powinien znaleźć się po pomeczowej odnowie najpóźniej 20 czerwca z powrotem w Rosji. I przygotowywać się już na miejscu do spotkania ze Szwecją. Niestety, zamiast rozwiązania, które dyktuje rozsądek – i wyniki badań, opublikowanych także przez mój zespół w zachodnich periodykach po finałach MŚ w Rosji, ponownie ograniczamy szanse naszego zespołu jeszcze przed startem Euro. A już z pewnością nie optymalizujemy ich”.

Początkowo wśród miast gospodarzy mistrzostw były Dublin i Bilbao i to tam mecze miała rozegrać reprezentacja Polski, ale ani Irlandczycy, ani Baskowie ze względu na pandemię nie byli w stanie zapewnić udziału kibiców, więc UEFA zdecydowała o zmianie. Dwukrotnie – w meczach ze Słowacją i Szwecją – biało-czerwoni zagrają na stadionie Kriestowskim w Sankt Petersburgu, a z Hiszpanią na stadionie La Cartuja w Sewilli.

Czekając na premierę

Zbigniew Boniek skazał kadrę oraz sympatyków futbolu na wielce ryzykowny, by nie powiedzieć szalony eksperyment. Zatrudnił trenera bez wybitnych osiągnięć, który nigdy nie prowadził zespołu narodowego. Jak wynika z pięciu dotychczas rozegranych spotkań, dopiero podczas Euro będziemy poznawać podstawową reprezentacyjną jedenastkę. W każdym z dwóch ostatnich meczów – z Rosją i Islandią – poddano próbie po 17 zawodników. Co Sousa miał na myśli, trudno zgadnąć. Na pewno spotęgowało to wrażenie chaosu.

Nadzieję, że Karol Świderski lub Jakub Świerczok stworzą arcybombowy duet z Robertem Lewandowskim, można włożyć między bajki. Trudno także przewidzieć, czy nie przyjdzie nam drogo zapłacić za niestabilność bloku defensywnego.

Wedle teatralnego przesądu nieudana próba generalna wróży udaną premierę. Oby to się sprawdziło 14 czerwca w konfrontacji ze Słowacją.

Fot. Adam Jastrzębowski/REPORTER

Wydanie: 25/2021

Kategorie: Sport

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy