Białorusie, doceń naszą gościnność

Białorusie, doceń naszą gościnność

Zastanawiająca niemoc podlaskich organów ścigania w sprawie wpisów znieważających mniejszość narodową

Kilka dni przed IV Marszem Pamięci Żołnierzy Wyklętych w Hajnówce, który odbył się 23 lutego br., na Twitterze pojawiły się wpisy znieważające mniejszość białoruską w Polsce. Sprawę natychmiast zgłosiłem policji. Pod koniec września śledztwo jednak umorzono z powodu niewykrycia sprawcy. To zastanawiające, bo mnie po kilku godzinach udało się ustalić prawdopodobnego hejtera.

Klękać przed polskim panem

„Panasiuk to typowy białorus – wszystko w temacie. – Bury tępił tą komunistyczną swołocz w Hajnówce”, napisał m.in. na Twitterze niejaki „Bob” [pisownia oryginalna – przyp. AP]. Odpowiedziałem mu zgodnie z ustaleniami IPN w Białymstoku z 2005 r. Posłużyłem się przy tym teologicznym wtrętem, zakładałem bowiem, że mam prawdopodobnie do czynienia z fanem ONR, dla którego kwestie religijne, przynajmniej deklaratywnie, mogą mieć znaczenie: „W Hajnówce »Bury« przestraszył się ludowego wojska, więc poszedł na okoliczne wioski bohatersko zabijać cywili. Za to prawdopodobnie smaży się w piekle. Dla niego i jemu podobnych pozostała już tylko apokatastaza… [pogląd w chrześcijaństwie zakładający ostateczne zbawienie dla największych grzeszników, a nawet dla samego szatana – przyp. AP]. Pozdrawiam serdecznie”.

„Bob” nie podjął jednak polemiki na gruncie teologicznym. „Wyrzynał w pień białoruską swołocz kolaborującą z zarazą radziecką przeciwko Polakom. Należy mu się cześć i chwała bohaterom. A ty Białorusie zamilcz i klęknij przed polskim panem, dzięki któremu masz chleb. Za czasów radzieckich chodziłeś głodny, doceń naszą gościnność”.

Po serii podobnych wypowiedzi uznałem, że „Bobem” powinna zainteresować się policja. Jako dziennikarz mam grubą skórę, ale miarka się przebrała. Wpisy szowinisty bez cienia wątpliwości znieważały grupę ludności z powodu jej przynależności narodowej, o czym mówi wyraźnie art. 257 Kodeksu karnego.

Poinformowałem go na Twitterze, że sprawę zgłaszam organom ścigania, i tak też zrobiłem. Był wściekły, choć robił dobrą minę do złej gry, odpowiadając buńczucznie, że policji się nie boi. Zarazem straszył mnie pozwem, gdybym nie zmienił opinii o kpt. Romualdzie Rajsie „Burym” jako zbrodniarzu, którego rozkazy na przełomie stycznia i lutego 1946 r. doprowadziły do śmierci kilkudziesięciu osób, w tym kobiet i dzieci, tylko dlatego, że nie były katolikami. „Bob” na zmianę opinii o „Burym” dał mi czas do południa 19 lutego. Nie doczekał się.

Prokuratura uwierzyła, policja nie była w stanie

Tego samego dnia zadzwonił znajomy dziennikarz z informacją, że rozmawiał z osobą, która się nie przedstawiła, ale biorąc go za mnie, słowo w słowo powtórzyła swoje ultimatum w sprawie pozwu przeciw Panasiukowi, jeśli ten nie uzna „Burego” za bohatera. Kolega kazał mu „spadać na drzewo”, mnie zaś przekazał numer „Boba”, który był tak nieostrożny, że go nie zastrzegł.

Za jakiś czas odezwała się do mnie funkcjonariuszka z komendy powiatowej policji w Hajnówce i zaprosiła na przesłuchanie. Przekazałem jej numer telefonu, z którego dzwonił i najprawdopodobniej twittował tajemniczy „Bob”, oraz nazwisko kolegi dziennikarza, który do protokołu kilka tygodni później opowiedział raz jeszcze to, co usłyszał od anonimowego szowinisty, dorzucając śledczym screeny SMS-sów ponaglających „Panasiuka” do zmiany jego poglądów o „bohaterze”.

Wydawałoby się, że sprawa jest prosta. Ustalić właściciela telefonu i go przesłuchać, aparat zabezpieczyć w celu zbadania go pod kątem usuniętych danych i ewentualnych logowań do mediów społecznościowych w okresie, w którym doszło do popełnienia przestępstwa. Ale spotkała mnie niemiła niespodzianka. W treści postanowienia o umorzeniu dochodzenia, jakie otrzymałem od Jadwigi Magdaleny Borowskiej, asesora Prokuratury Rejonowej w Hajnówce, jest wyłącznie informacja o instytucji, która dysponuje tym konkretnym numerem telefonu.

„Postanowieniem z 11.04.2019 r. zażądano od operatora (tu dane adresowe operatora telefonii komórkowej – przyp. AP) udzielenia informacji dotyczących numeru telefonu [z którego dzwoniono do mojego kolegi – przyp. AP]. Okazało się jednak, że numer ten od 2015 r. do 11.04.2019 r. należał do Pol-lighting Związek Producentów Sprzętu Oświetleniowego, był ogólnie dostępny i mogło z niego korzystać ok. 30 osób. Od dnia 20 kwietnia 2019 r. (zatem około dwóch miesięcy po wykonanych połączeniach telefonicznych w niniejszym postępowaniu) użytkownikiem telefonu jest jedna osoba, która stwierdziła, że nie wie, kim jest Arkadiusz Panasiuk, i nic nie wie na temat wpisów na temat marszów w Hajnówce”.

Ani słowa, dlaczego zaledwie dzień po piśmie do operatora telefonii komórkowej ten konkretny numer z dostępnego dla 30 osób stał się numerem przyporządkowanym jednej osobie. Czy prokuratura to weryfikowała, czy zażądała imiennej listy tych kilkudziesięciu osób w celu ewentualnego przesłuchania, czy po prostu uwierzyła na słowo osobie, z którą sobie niezobowiązująco porozmawiała?

Dodatkowo, pewnie żeby zręcznie zamknąć sprawę, w treści umorzenia przywołano informację otrzymaną z wydziału do walki z cyberprzestępczością Komendy Wojewódzkiej Policji w Białymstoku, że „w sprawie złożono na stronie Twittera za pomocą formularza internetowego zapytanie i mimo licznych zapytań e-mailowych nie otrzymano odpowiedzi, zatem nie są w stanie wykonać przesłanego im postanowienia [tejże prokuratury o żądaniu nadesłania danych i zwolnieniu z tajemnicy zawodowej firmy Twitter – przyp. AP].

Tak na marginesie, kilka godzin po zamordowaniu prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza zatrzymywano autorów wpisów na Twitterze grożących śmiercią prezydentom innych miast. Profesjonalizmem swoich podwładnych chwalił się wtedy ówczesny szef MSWiA Joachim Brudziński.

Będzie pan miał proces

Wobec indolencji prokuratury postanowiłem wziąć sprawy w swoje ręce. Na adres znajdujący się na stronie internetowej Związku Producentów Sprzętu Oświetleniowego „Pol-lighting” z siedzibą w Warszawie wysłałem mejl następującej treści, zostawiając jednocześnie kontakt do siebie: „W związku z przygotowywaną publikacją proszę o komentarz. Z numeru telefonu umieszczonego na Państwa stronie (stan na 1 października 2019 r.) 19 lutego br. do mojego kolegi dziennikarza (biorąc mnie pomyłkowo za niego) dzwoniła osoba, która między 17 a 19 lutego br. umieszczała na Twitterze wpisy, które prokuratura zakwalifikowała jako przestępstwo z art. 257 kk. Ta osoba zażądała wtedy ode »mnie« »przeproszenia« kpt. Romualda Rajsa »Burego«, którego oddział na przełomie stycznia i lutego 1946 r. spacyfikował kilka białoruskich wsi, w wyniku czego śmierć poniosło kilkadziesiąt niewinnych osób wyznania prawosławnego. Śledztwo w tej sprawie prowadził białostocki IPN i do tej pory żaden kompetentny historyk jego wyników nie zakwestionował. Jak Państwa firma ocenia ten skandaliczny przypadek? Czy ustalili Państwo w wyniku np. wewnętrznego postępowania, kto może być hejterem z Twittera (nick „Bob”)? Jeśli tak, to czy wobec tej osoby zastosowano służbowe konsekwencje, zgłaszając przy okazji sprawę organom ścigania?”.

Oczywiście zadzwoniłem też na numer telefonu kontaktowego Związku „Pol-lighting”, ten sam, który miała prokuratura, prosząc osobę, która go odebrała, o odpowiedź na mojego mejla. Niedługo potem ta osoba, a był to sam dyrektor generalny Michał Waloch, próbowała mnie zmusić do porzucenia tematu, odmawiając jednocześnie odpowiedzi na zadane pytania.

– Jeśli umieści pan w artykule nazwę mojej instytucji, będzie pan miał wielki proces. Jestem radcą prawnym! – zagroził.

Ale odpowiedź po kilkunastu minutach nadeszła. Podpisał się pod nią sam dyrektor Waloch: „18 czerwca 2019 r. przesłałem e-maila w tej sprawie do Prokuratury Rejonowej w Hajnówce o treści: »Przedmiotowy numer w latach 2015-10.04.2019 był używany przez co najmniej 30 osób. Od 10 kwietnia 2019 r. po restrukturyzacji (nowe umowy z operatorem) używany jest przeze mnie«. O ile mi wiadomo śledztwo w tej sprawie zostało umorzone przez Prokuraturę Rejonową w Hajnówce. W pozostałym zakresie nie jest mi wiadomo, że jest prowadzone jakiekolwiek postępowanie przeciwko Związkowi, który prowadzę, dlatego informacje przekazane przez pana uznaję za bezzasadne i rzutujące w dobre imię Związku”.

Potem dyrektor dzwonił jeszcze kilkakrotnie, próbując bagatelizować problem hejtera i chwaląc się umorzeniem śledztwa w tej sprawie, mimo że takiej informacji ode mnie nie otrzymał. Ktoś z policji lub prokuratury, łamiąc przepisy, udzielił mu jej, mimo że Waloch w śledztwie nie miał statusu ani osoby poszkodowanej, ani świadka.

– To moja prywatna opinia: „Bury” to bohater – dodał na koniec naszych krótkich telefonicznych rozmów.

I co na to szanowna prokuratura? Billingi czekają…

Fot. Andrzej Janiuk

Wydanie: 44/2019

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy