Białoruski ból głowy

Białoruski ból głowy

Kończy się pewna epoka u naszego sąsiada na wschodzie. Prognozy dla Białorusi są złe, a nawet bardzo złe. Społeczeństwo tego kraju jest już zmęczone paroma dekadami niepodzielnych rządów Aleksandra Łukaszenki. I tak fenomenem jest, że bardzo długo jego rządy popierała większość Białorusinów. Mieli zresztą ku temu realne powody. Przez prawie dekadę gospodarka rosła w tempie 8% rocznie.

A określenie batka przez lata nie było przecież epitetem. Opozycję Łukaszenka miał przez lata niemrawą. Bardziej zorientowaną na poparcie Zachodu niż pracę organiczną wśród swoich rodaków. Ale to już przeszłość. Młodsze pokolenia Białorusinów mają wyższe aspiracje, inne wyobrażenia i oczekiwania wobec głowy państwa. Widać, że jeszcze nie do końca wiedzą, czego chcą. Za to dużo lepiej – czego nie chcą. Młodzi, często ideowi i coraz bardziej sfrustrowani Białorusini, już nie odpuszczą. Rządy Łukaszenki w starym, dobrze znanym stylu dobiegają kresu. Co zrobi? Może swoje działania jeszcze bardziej zaostrzyć albo też szukać porozumienia z niezadowolonymi. Jeszcze może. Ma też ku temu duże umiejętności. Bez nich przecież już od dawna nie byłby szefem państwa.

Niestety, Białorusini mają problem większy niż sam Łukaszenka. Utrzymanie statusu państwa niepodległego wymaga od nich ogromnego wysiłku. I wielkiej zręczności politycznej. Nie mają przecież tak silnych kart, by stawiać warunki. A chętni na zdominowanie i podporządkowanie tego kraju są. I wcale tego nie kryją.

Nie bacząc na te uwarunkowania, część polityków europejskich, a polscy w szczególności, popycha Białoruś w stronę, w jaką poszła Ukraina. Rewolucyjnie wzmożeni politycy chcą powtórki kijowskiego Majdanu. Tym razem w Mińsku lub innym miejscu na Białorusi. Taki scenariusz jest dla tego państwa bardzo niebezpieczny. Grozi katastrofą, której wszystkie koszty poniesie naród białoruski.

Obiecywanie białoruskiej opozycji wielkiego wsparcia i pomocy jest oszustwem. W razie wojny domowej będzie powtórka z Ukrainy. Świat nie wyjdzie poza słowa i deklaracje. Polska też. Skończy się na apelach i potępianiu przemocy.

Polska po własnych wyborach prezydenckich, które nie były uczciwe ani równe, a z głosowaniem za granicą też były ogromne problemy, ma bardzo skromny mandat, by uczyć świat demokracji i praworządności.

Zmiany na Białorusi to dłuższy proces. I oby u naszych sąsiadów był pokojowy.

Wydanie: 34/2020

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy