Bitwa o wszystko w brzoskwiniowym stanie

Bitwa o wszystko w brzoskwiniowym stanie

Democratic Georgia Senate challenger the Rev. Raphael Warnock addresses supporters during a rally with Jon Ossoff in Atlanta on the first day of early voting for the senate runoff Monday, Dec. 14, 2020. (AP Photo/Ben Gray)

Jeśli demokraci wygrają wybory uzupełniające w konserwatywnym stanie Georgia, zdobędą pełnię władzy w Waszyngtonie Amerykański stan Georgia kojarzył się dotychczas z kilkoma rzeczami. Łatwo zapamiętać jego symbol, brzoskwinię, która przypomina o ciepłym klimacie i rolniczej historii. Dzieci uczą się w szkołach o najsłynniejszych synach Georgii: prezydencie Jimmym Carterze i dr. Martinie Lutherze Kingu, ojcu ruchu praw obywatelskich i autorze jednej z najważniejszych mów w XX w. Popularna jest muzyka i kultura hiphopowa z Atlanty, gdzie prawie 150 lat temu stworzono coca-colę. Jednak w polityce Georgia uchodziła przede wszystkim za stan konserwatywny. To prawdziwe „głębokie Południe”, gdzie podaje się na śniadanie biały chleb, skwarki i przesłodzoną mrożoną herbatę, co niedziela karnie chodzi do kościoła i głosuje na religijną prawicę. I choć mieszka tam bardzo dużo Afroamerykanów (33% całej populacji), nieproporcjonalnie mocny wpływ na politykę miały zawsze białe elity z prowincji i przedmieść. Republikanie zrobili w swoim czasie bardzo dużo, by ograniczyć możliwość głosowania mniejszościom czy biedniejszym mieszkańcom miast, sympatykom demokratów. Barack Obama przegrał tu dwa razy z rzędu, a ostatnim demokratycznym kandydatem na prezydenta, któremu udało się wygrać, był Bill Clinton w 1992 r. Pracownie sondażowe Gallupa i Pew kwalifikują Georgię jako stan „mocno konserwatywny”, gdzie jako liberałowie czy postępowcy określa się maksymalnie jedna piąta wyborców. Z tych wszystkich powodów nikt nie podejrzewał, że tu właśnie rozegra się bitwa o przyszłość Partii Demokratycznej i amerykańskiej polityki w ogóle. Georgia nie była przecież swing state, czyli miejscem, gdzie wyborcy przerzucają poparcie z partii na partię i należy o nich zabiegać szczególnie mocno. Wielu wielkomiejskich polityków i strategów uważało Georgię albo za sprawę niewartą walki, albo za zadanie odłożone daleko w czasie. To wszystko jednak już nieaktualne. W Georgii w listopadzie zaskakująco wygrał Joe Biden, a demokraci widzą szansę odbicia obu mandatów senatorskich w stanie. To do niedawna wydawało się niemożliwością, a w najlepszym razie odległym marzeniem. Jeśli naprawdę im się powiedzie, wygrają dużo więcej niż kolejne dwa miejsca w Senacie. Teraz w „brzoskwiniowym stanie” obie amerykańskie partie walczą – i nie ma w tym wiele przesady – o wszystko. Podwójny wyjątek od reguły 5 stycznia zakończą się wybory uzupełniające kandydatów na dwa należne Georgii miejsca w Senacie. Ich wynik rozstrzygnie o tym, komu przypadnie pełnia władzy w Waszyngtonie. To w różnych proporcjach skutek przypadku, zawiłości federalnego ustroju i nowych zjawisk na scenie politycznej. Po listopadowych wyborach, które wygrał Joe Biden, demokraci nie mogli długo cieszyć się sukcesem. W Izbie Reprezentantów będą mieli przewagę, choć wbrew rozbudzonym oczekiwaniom stracili kilka miejsc i zmniejszyli stan posiadania. Dlatego kluczowy dla możliwości rządzenia przez prezydenta i uchwalania przez demokratów nowego prawa będzie Senat. Tam jednak wybory przyniosły wygraną republikanów, z jednym ale. Otóż na razie prawica zdobyła w Senacie równo połowę ze 100 miejsc. Demokraci mają ich 48. Dlatego Georgia jest tak ważna. Bo teraz wyborcy wyłonią tam wyjątkowo aż dwójkę senatorów, i to na dwa ostatnie wakaty. Pierwszy wakat to dokończenie kadencji poprzedniego reprezentanta stanu, Johnny’ego Isaksona, który przeszedł na emeryturę. Drugi to pełna, sześcioletnia kadencja. O to miejsce toczyła się walka podczas listopadowych wyborów i żaden kandydat nie przekroczył 50% oddanych głosów. Dlatego potrzebna jest druga tura. Jeśli demokraci zdobędą w Georgii obydwa mandaty, w Senacie będzie remis – i republikanie, i demokraci wyślą do Waszyngtonu po 50 senatorów. Ale w przypadku remisowego wyniku głosowania decydujący głos ma urzędujący wiceprezydent. Czyli w tym przypadku wiceprezydentka Kamala Harris. To daje demokratom przewagę. Ostatnie dwa miejsca w Senacie, których los rozstrzygnie się na początku nowego roku, zadecydują więc o wszystkim. Bo kto ma i prezydenta, i Izbę Reprezentantów, i Senat, ten rządzi naprawdę. Każde inne rozstrzygnięcie jest tak naprawdę wejściem w polityczny kryzys, w czas permanentnych przepychanek i blokowania ustaw, z czym borykać się musiała już niejedna prezydencka administracja. Nowa nadzieja W obu pojedynkach w Georgii demokraci postawili na świeżych polityków. Z republikanami zmierzą się Jon Ossoff, 33-letni biały prawnik o żydowskich korzeniach, i Afroamerykanin dr Raphael Warnock,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc 30,00 zł lub Dostęp na 12 miesięcy 250,00 zł
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 01/2021, 2021

Kategorie: Świat