Blog

Powrót na stronę główną
Felietony Jerzy Domański

Głosuj, póki jeszcze możesz

Jakkolwiek by Prawo i Sprawiedliwość i jego premier – kreator obecnej ponurej rzeczywistości – się nadymali, jakichkolwiek by użyli sił, kogokolwiek by jeszcze zamknęli i ilukolwiek Polaków by znowu obrazili, to jedno jest pewne. W najbliższą niedzielę większość Polaków, dotkliwie doświadczonych dwuletnimi rządami tej kuriozalnej ekipy, powie jej precz. Stanie się tak mimo uruchomienia w tej kampanii wszystkich wcześniej zdobytych i zwasalizowanych struktur państwa. Od prokuratur, służb specjalnych przez media publiczne, aż na głównym inspektorze sanitarnym kończąc. Kolejne

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Jan Widacki

Za pięć dwunasta

Następny felieton ukaże się już po wyborach. To moja ostatnia szansa, by z Państwem podzielić się swymi przedwyborczymi przemyśleniami. Przede wszystkim, trzeba mieć świadomość, że to naprawdę najważniejsze wybory od roku 1989. Ich wynik zadecyduje o tym, jaki model państwa będzie w Polsce realizowany przez najbliższych kilkanaście lat. Po drugie, trzeba mieć świadomość, że niepójście do wyborów to też forma głosowania. Oni pójdą i zagłosują. PiS realizuje bardzo konsekwentnie swą wizję państwa. Dla nich

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Przebłyski

Dlaczego „Dziennik” ucieka z łódki PiS?

Jak to człowiek może się mylić. Weźmy taki „Dziennik”, wydawany bez sukcesu przez Axela Springera. Kogokolwiek by spytać, to wymieni „Dziennik” w czołówce gazet ze wszelkich sił wspierających Prawo i Sprawiedliwość. I to wysoko, na drugim miejscu. Zaraz po biuletynie z życia braci K., znanym w Polsce jako „Fakt” (również wydawanym przez Springera). Coś jednak się zmienia. Wydawca „Dziennika”, niepewny wyniku wyborów, na wszelki wypadek próbuje się ratować, mrugając do mniej rozgarniętego czytelnika. Do roli mrugającego wynajęty został

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Przebłyski

Polska wolna od korupcji

Bracia Kaczyńscy mieli rację, chwaląc działalność Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Otóż ta instytucja, złożona z wielkiej rzeszy wysoko opłacanych specjalistów, dowiodła niezbicie, że jest warta ogromnych pieniędzy, wydawanych na nią przez podatników. CBA wykazało bowiem bez żadnych wątpliwości, że Polska jest absolutnie wolna od korupcji. Jedyne przypadki tego ohydnego procederu, stwierdzone przez fachowców z CBA (dokładnie dwa), zostały przez nich wymyślone, zaplanowane i zorganizowane od początku do końca. W tym celu CBA fałszowało dokumenty, zakładało wymyślone

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Przebłyski

Mniej niż Ziobro

Zaraz po tym, gdy w obecności funkcjonariuszy ABW Barbara Blida popełniła samobójstwo, minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro miał dzwonić do ówczesnego ministra spraw wewnętrznych i administracji, Janusza Kaczmarka (dziś rozpoznanego już jako członka układu), z histeryczną arlekinadą: „Janusz, pomóż!”. Jak było naprawdę, nie wiadomo, ale pewne jest, że sprawa wymaga zbadania przez sejmową komisję śledczą, której Ziobro boi się niczym homoseksualista coming outu. Robi więc wszystko, by zrzucić z siebie odpowiedzialność, wykorzystuje tę tragiczną śmierć do gry

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Pytanie Tygodnia

Czy film „Katyń” należy oglądać na rozkaz?

PRO Jan Ołdakowski, dyrektor Muzeum Powstania Warszawskiego, polityk PiS Minister obrony zaproponował niezły pomysł. W wojsku zresztą wszystko robi się na rozkaz. Pokazanie żołnierzom właśnie tego filmu ma swój sens, tym bardziej nie jest to film propagandowy, oczywisty. To obraz raczej trudny i smutny. Stawia pewne pytania, które mogą być również ważne w przyszłości. Pokazuje świat z perspektywy kobiet, a nasi żołnierze też przeżywają rozłąkę, czasem pełnią niebezpieczną służbę i powinni

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Świat

Reporter bez granic

Książka Mirosława Ikonowicza zaczyna się trzęsieniem ziemi, a potem napięcie rośnie „Na szczęście spalił się nasz dom przy ulicy Konarskiego w Wilnie” – tak zaczyna się książka Mirosława Ikonowicza „Zawód: reporter”, czyli zaczyna się trzęsieniem ziemi, a potem napięcie rośnie. Namawialiśmy Mirka Ikonowicza, naszego redakcyjnego kolegę, przez lata całe, by przelał na papier choć część swoich reporterskich wspomnień. By opisał, jak rozmawiał z Che Guevarą, jak plażował z Fidelem Castro, jak

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Wywiady

W Sejmie będę postrachem PiS

W Krakowie mówi się, że ta cała ekipa stanie kiedyś przed Trybunałem Stanu, z wyjątkiem ministra Ziobry, bo ten stanie przed sądem dla nieletnich Prof. Jan Widacki – Widacki numerem jeden na liście LiD w Krakowie… Co pan zrobił, że ma pan jedynkę? – Nic nie zrobiłem. 10 lat temu pożegnałem się z polityką i byłem święcie przekonany, że na zawsze. A znalazłem się w niej w 1989 r., jak gdyby na delegacji obywatelskiej. Wtedy szli tu ludzie z różnych miejsc, z redakcji, z uczelni, z teatru. Ja też poszedłem,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Reportaż

My, pokolenie JP II

Nasza modlitwa? Będzie dobrze, musi być! – zwierza się uczeń klasy maturalnej w małym mieście Szkoła przy cmentarzu stoi w połowie drogi między Toruniem a Olsztynem, w Nowym Mieście Lubawskim. Oficjalnie nazywa się Zespołem Szkół Ponadgimnazjalnych i wydaje się placówką z perspektywami. Z boiska po jednej stronie widać szpital i kostnicę, po drugiej cmentarz. To byłaby dobra sceneria do przyswojenia nastolatkom złotej myśli: memento mori – gdyby uczono w szkole łaciny. Ale młodzież zawsze

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Historia

Jak bratanek z bratankiem

W samym środku pożogi wojennej zwykli ludzie, Węgrzy i Polacy, z nici przyjaźni utkali gęstą tkaninę Na terenie Uniwersytetu Warszawskiego została ostatnio odsłonięta tablica pamiątkowa ku czci Emanuela Korompayego, którego losy jeszcze bardziej zbliżają do siebie polski i węgierski naród w XX w. Korompay urodził się w 1890 r. w Budapeszcie, tam zdobył dyplom z filozofii. Ożenił się z Polką i dostał obywatelstwo polskie. W latach 1930-1939 był lektorem języka węgierskiego na Uniwersytecie Warszawskim. Jako kapitan rezerwy

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.