Borsucze zamczysko

Borsucze zamczysko

Teren, gdzie borsuki wybudowały rezydencję, wyglądał, jakby nieustannie prowadzono tam roboty ziemne

Mam na swoim terenie taką jedną borsuczą rodzinę – mówi leśniczy Kazimierz Nóżka. – Spokojne to są zwierzęta. W dzień śpią, w nocy wychodzą na poszukiwanie pożywienia. Spotykam je czasem, gdy wracam z dłuższej wyprawy. Bywa, że wchodzimy na siebie na szlaku. Czasem borsuk zejdzie mi z drogi i skręci w las, a czasem ja mu schodzę, gdy widzę, że idzie przejęty polowaniem i zamyślony. Co ciekawe, one tu w górach raczej nie budują swojego systemu nor. Zajmują jaskinie. Ta rodzina, o której mówię, mieszka właśnie w skalnej pieczarze. Mają swój rewir i raczej się poza niego nie zapędzają. Stawiałem kiedyś przy ich jaskini fotopułapkę i nic interesującego się nie nagrało. Rodzina jak rodzina. Wychodzą wieczorem, matka, ojciec i dzieci. Czyszczą się, czasem pobiegają i pobrykają dookoła. Wiodą życie spokojne i bez żadnych ekscesów. (…)

Z dawnych lat we wszystkich chorobach płuc i oskrzeli stosowało się borsucze sadło. Nacierało się nim klatkę piersiową i plecy chorego. Podobno pomagało. Nie wiem, bo sam nie używałem, ale w Bieszczadach często stosowano takie metody medycyny ludowej – leśniczy podrapał się po głowie. – Sadło pozyskiwano z odstrzelonego borsuka. Miało jasny kolor, konsystencję smalcu i mocny piżmowy zapach. Sprzedawano je później prywatnymi kanałami. Sporo się o tym słyszało, więc musiała to być popularna metoda. – Kazek ukroił kawałek kiełbasy, która leżała na stole, a ja przypomniałem sobie, że kiedyś czytałem o dawnych sposobach na poprawienie zdrowia polegających na spaniu na borsuczych skórach. Miały wyciągać choroby i poprawiać odporność organizmu. Tyle medycyna ludowa. (…)

Gdy szukaliśmy nor tych rudzielców, przypadkiem natrafiliśmy na system borsuczych korytarzy. Gdy tak staliśmy i przyglądaliśmy się wielkiemu podziemnemu zamczysku wybudowanemu między starymi sosnami, z jednej z nor nagle wyjrzała sympatyczna mordka młodego borsuka. Chwilę popatrzył na nas z ciekawością, po czym schował się w czeluściach swojego domu. Dzięki refleksowi operatora udało się nawet nagrać tę chwilę borsuczego zainteresowania.

A wracając do zamczyska… Niewielkie wzgórze, na którym osiedliła się rodzina, miało pod ziemią system korytarzy z kilkoma otworami w różnych miejscach i kierunkach. Na pierwszy rzut oka widać było, że jest zajmowane od kilku borsuczych pokoleń. Teren, gdzie borsuki wybudowały swoją rezydencję, wyglądał, jakby nieustannie były na nim prowadzone roboty ziemne. Wokół wszystko było wydeptane, wejścia do niektórych nor ulokowane zostały głęboko w ziemi i wyglądały niczym leje po małych wybuchach. Niedaleko takich wejść znaleźliśmy starą, poczerniałą czaszkę borsuka, pewnie wykopaną przez zwierzęta przy kolejnym remoncie podziemnej twierdzy. Być może był to dziadek lub pradziadek obserwującego nas młodego zwierzaka. Na pewno musiała być bardzo stara i przez lata leżeć pod ziemią.

Budowla, choć służyła pokoleniom borsuków od kilkunastu dobrych lat, była doskonale utrzymana. Musicie wiedzieć, że borsuki to straszne czyściochy. Obok swojego domu mają nawet specjalny wychodek, gdzie się załatwiają. Borsucze zamczysko jest wielopoziomowe, z sypialniami wyściełanymi czystą, wymienianą od czasu do czasu ściółką. Ma również specjalny system wentylacji, który tworzą wykopane kominy. Są też węższe i szersze komnaty. Najważniejsza jest komnata, w której na świat przychodzą młode. Jest największa i połączona systemem korytarzy z innymi norami.

Jeśli kiedyś się zdarzy, że jedną z borsuczych nor zajmie lis, który jest wyjątkowym fleją i brudasem, gospodarze albo wyprowadzają się natychmiast, albo zasypują lisowi dojścia do innych korytarzy, odcinając tym samym kłopotliwego lokatora od swojej rodziny. W sumie im się nie dziwię, też bym nie chciał mieć sąsiada, który śmieci i rozrzuca dookoła resztki po jedzeniu.

Borsuk w tym względzie jest nieprzejednany. Kocha czystość i sam jest pedantem. Łatwo poznać, czy jego mieszkanie jest zamieszkałe. Jeśli przed wejściem do nor leżą liście i okolica jest zaniedbana – to znak, że gospodarze już dawno opuścili lokum.

Borsuki są pokarmowymi oportunistami. Najbardziej lubią dżdżownice, na które wybierają się nocą. Nie pogardzą jednak znalezionymi ptasimi jajami, niedołężnymi pisklętami czy małym zającem. Na zimę, podobnie jak niedźwiedzie, objadają się jak szalone, gromadząc w ten sposób zasoby tłuszczu. Gruba tkanka pomaga im przetrwać niskie temperatury, kiedy zapadają w sen w swoich norach. Jesienny borsuk to ledwo chodząca obciągnięta sierścią kulka. Tak jest nażarty.

Na łowy te zwierzęta wyruszają, gdy zaczyna się ściemniać. To typowi nocni wędrowcy. Podczas spacerów wydają pomruki i kogoś, kto nie zna się na ich życiu i zwyczajach, potrafią nieźle nastraszyć. Pamiętam, jak pewna starsza pani, która miała dom i ogród pod lasem, opowiadała mi, że wieczorami ktoś notorycznie buszował po jej sadzie. Od czasu do czasu dochodziły stamtąd dziwne odgłosy. Była przekonana, że gdy słońce zachodziło, „coś” zaczynało łazić koło domu. Przewalało metalowe kubły i konewki, szarpało folię szklarni. Grozy sytuacji dopełniały jakieś pomruki. Bała się nocą wychodzić nawet do garażu. Zamykała wszystkie drzwi i ze strachem nasłuchiwała skrzypienia desek na werandzie. Wyobraźnia tworzyła w jej głowie coraz bardziej przerażające scenariusze niczym w dobrym filmie kryminalnym. Sytuację rozwiązał dopiero jej syn, kiedy wrócił z zagranicy. Gdy pewnej nocy ktoś przewalił stojący w ogrodzie grill, mężczyzna wziął mocną latarkę i wyszedł na spotkanie z intruzem.

Okazało się, że jego matkę straszyły dwa młode borsuki, które przeciskały się na posesję przez uszkodzoną siatkę w ogrodzeniu. Gdy dziurę naprawiono, strachy się skończyły i starsza pani znowu mogła spać spokojnie. A borsuki pewnie nadal straszyły w lesie, ale tego na szczęście nikt już nie słyszał.


Fragmenty książki Marcina Szumowskiego Wilczy gang i nowe historie Kazimierza Nóżki, Oficyna 4eM, Warszawa 2020


Fot. Adobe Stock

Wydanie: 44/2021

Kategorie: Zwierzęta

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy