Boss uciekł z Warmii

Boss uciekł z Warmii

Po upadku sprywatyzowanych za czasów PO zakładów odzieżowych 130 szwaczek jest bez pracy

Upadły sprzedane siedem lat temu niemieckiemu przedsiębiorcy zakłady odzieżowe Warmia w Kętrzynie. 130 doświadczonych szwaczek straciło pracę. Prywatyzację kętrzyńskiej firmy próbował powstrzymać prof. Tadeusz Iwiński, poseł SLD. Jako jedyny parlamentarzysta zareagował pod koniec 2012 r. na błagania załogi firmy, która miała przejść w ręce Waleriana Pichnowskiego – niemieckiego biznesmena o polskich korzeniach. Lewicowy poseł złożył w Sejmie interpelację do premiera Donalda Tuska „w sprawie procesów prywatyzacji noszących znamiona patologii”. Przykładem miała być sprzedaż dwóch zakładów Warmii: w Kętrzynie i Mrągowie. Poseł powoływał się przy tym na krytyczne informacje o inwestorze, któremu zarzucano doprowadzenie do upadku podobnych zakładów w Polsce. „Jak można sprzedać firmę za niecałe 7 mln zł, jeśli tyle warte są same grunty, na których stoją zakłady?”, pytał z mównicy. Wtedy Warmia zatrudniała w sumie ok. 700 osób.

Światowe marki w Kętrzynie

Polemizował z nim wiceminister skarbu państwa w rządzie PO Tomasz Lenkiewicz, który wprowadzał Pichnowskiego do Warmii. 7 stycznia 2013 r. Lenkiewicz przekonywał obecnych w Kętrzynie dziennikarzy, że biznesmen nie ma zaległości wobec polskiego fiskusa, a z jego oświadczenia wynika, że nie ma także długów wobec innych państw. Zapewniał poza tym, że ani ABW, ani CBA nic na niego nie znalazły. Sam Pichnowski nieco zirytowany tłumaczył, że to jego następca doprowadził do bankructwa szczecińskiej Dalii, a firma w Rawiczu nie upadła, tylko (?) została zlikwidowana. Generalnie rysował przed załogą świetlaną przyszłość i cieszył się, że Warmia będzie szyła odzież dla takich światowych marek jak Hugo Boss, Eduard Dressler czy Bugatti – o czym pisaliśmy w artykule „Warmia pod choinkę” (PRZEGLĄD nr 3/2013).

Pierwsze, co zrobił, to okroił zatrudnienie w administracji, dzieląc firmę na dwie spółki: Warmię Uno w Kętrzynie i Warmię Due w Mrągowie. Ich kapitał zakładowy wynosił po 5 tys. zł, więc w razie upadłości tyle właściciel mógł stracić. Jednak zyskałby znacznie więcej, bo w razie upadku spółek załoga poszłaby na bruk, ale majątek by pozostał. Tak jak marka Warmii, szyjącej np. kurtki dla polskiej reprezentacji na zimowe igrzyska olimpijskie, w tym dla Adama Małysza.

Początek upadku

Czarny scenariusz zaczął się sprawdzać już w połowie 2016 r., gdy właściciel próbował sprzedać grunty pod mrągowskim zakładem. Oferował działkę o powierzchni 30 tys. m kw., idealną „pod budowę mieszkań, produkcję spożywczą, hotelarstwo, gastronomię, duży obiekt usługowo-handlowy” – jego anons cytowaliśmy w tekście „Warmia znów na sprzedaż” (PRZEGLĄD nr 29/2016). Ustaliliśmy również, że istniejące tam związki zawodowe zostały dosyć szybko spacyfikowane; szefowa OPZZ w Kętrzynie dostała posadę prokurenta spółki, a jej odpowiedniczka w Mrągowie też zaprzestała działalności. Pytany wtedy przez nas Pichnowski odpowiadał, że to sprawa biznesowa, ale załoga nie straci pracy. Potem okazało się, że część gruntu została sprzedana, a latem tego roku spółka Due upadła. Na likwidację wiodącej spółki w Kętrzynie nie trzeba było długo czekać. Z końcem zeszłego roku 140 osób dostało wypowiedzenie.

– Czuję się oszukana! – wyznaje jedna ze szwaczek. Druga skarży się: – Pracowałam w Warmii 25 lat, a pracodawca nie wypłacił mi jeszcze 6 tys. zł i tyle samo winny jest mężowi.

– On zalega z wynagrodzeniem po ok. 10 tys. zł na pracownika – potwierdza Grzegorz Prokop, dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy w Kętrzynie, gdzie zarejestrowała się ponad setka osób zwolnionych ze spółki Uno. – Muszą teraz iść do sądu, żeby dostać pieniądze z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. Ale część znalazła już pracę w innych, podobnych firmach.

Szwaczki to skarb

Tomasz Lenkiewicz, który prywatyzację Warmii prowadził w imieniu ministra skarbu państwa w rządzie Donalda Tuska, Mikołaja Budzanowskiego, to absolwent gdańskiej AWF. Co ciekawe, premier Tusk zdymisjonował go kilka miesięcy po sprzedaży Warmii. Ale nie za tę transakcję, lecz w wyniku operacji „Pokusa”. ABW podsłuchiwała zaprzyjaźnionych z Lenkiewiczem biznesmenów, którzy w kontaktach z nim „mogli dopuścić się korupcji i płatnej protekcji” w czasie prywatyzacji firmy w Kobyłce pod Warszawą. Gdy materiały z podsłuchów trafiły do prokuratury, wiceminister podał się do dymisji. W rezultacie Lenkiewicz nie został objęty aktem oskarżenia, ale lekko przybrudzony nie mógł już zajmować stanowisk w administracji rządowej. W końcu trafił do samorządu we Władysławowie, gdzie jest prezesem spółki zajmującej się gospodarką komunalną. Pytany, jak ocenia likwidację firmy, którą prywatyzował, odpowiada, że mamy rok 2020, więc od czasu sprzedaży Warmii wiele mogło się wydarzyć.

Walerian Pichnowski twierdzi, że nie zalega nikomu z wypłatą. – Wszyscy pracownicy dostali odprawy, a część zakłada spółkę pracowniczą, która nadal będzie szyła odzież pod marką Warmia – zapewnia, grożąc jednocześnie sądem tym, którzy zarzucają mu, że nie rozliczył się z załogą. Na pytanie, dlaczego firma upadła, odpowiada: – Ponieważ musieliśmy podnieść cenę i Boss wycofał się ze współpracy. Ale wróci do Kętrzyna – dodaje z optymizmem 80-letni biznesmen.

– Wątpię, czy tak się stanie – zastanawia się jeden z przedsiębiorców tej branży. – Maszyny można kupić, ale cały sekret to znakomite szwaczki. Jak przestaną pracować w tym fachu, trudno będzie im wrócić do szycia.

– Od początku było wiadomo, że to się źle skończy – stwierdza prof. Iwiński i sugeruje, że sprawą powinna się zająć prokuratura. Interpelacji złożyć nie może, bo nie jest już posłem; olsztyńska lewica nie wystawiła go w wyborach.

Fot. Marek Książek

Wydanie: 10/2020

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy