Bredzenie prawdziwej lewicy

Bredzenie prawdziwej lewicy

Im więcej czytam w prawicowych mediach tekstów o prawdziwej lewicy, o tym, jak to SLD zdradził lewicowe ideały i jak ta partia jest kompletnie wyzuta z lewicowej tożsamości albo o tym, jak mało jest dziś lewicy w lewicy, mam ochotę uciec gdzieś poza sferę zasięgu jej głosu. Sama zbitka słów prawdziwa lewica wystarcza, by być bardziej ostrożnymi wobec tych, którzy tak się przedstawiają. Jak słyszę „ja – prawdziwy lewicowiec, a wokół sami uzurpatorzy”, to mam ochotę spytać: synu, a ilu jeszcze was jest? Bo może znajdziecie okazję, by publicznie przeciw czemuś zaprotestować, nawet przeciwko zdrajcom na lewicy? Albo zgniłym kompromisom z PO? I niskim podatkom dla bogatych? A jak nie przeciw, to może opowiecie się za czymś? Na przykład za państwem świeckim czy pełną dostępnością do in vitro. Ja wiem, że teraz jest zimno i komu by się chciało wychodzić na ulice. Prościej przecież dowalić Olejniczakowi czy Napieralskiemu. Albo po równo obu. A przecież nawet prawdziwa lewica ma szansę, by nie tylko zaistnieć medialnie, używając XIX-wiecznych epitetów, ale prezentując konkretne programy. Tak jak to, bez epitetów, robi SLD, zespół prof. Reykowskiego czy Otwarta Polska Celińskiego. I nie w programach jest teraz problem. Widać bowiem, że, co prawda powoli, ale wyłaniają się zręby programu, który może być kołem zamachowym dla nowej lewicy. Nowej, co nie znaczy, że bez korzeni, przeszłości i bolesnej historii. Nowej, czyli sensownie odpowiadającej na realne oczekiwania społeczne, a nie wyobrażenia lewicowych jastrzębi, którzy w gruncie rzeczy proponują kolejny eksperyment na społeczeństwie. Parę takich eksperymentów już było w naszej historii. Także za sprawą lewicy. I nie może być powtórki.
Nie sądzę, by Polacy czekali na partie i polityków, którzy jeszcze raz wszystko rozwalą i będą układać od nowa. Po swojemu. Popyt na rewolucjonistów jest w Polsce mizerny, co widać choćby po poparciu dla PO. Rewolucja tak. Ale edukacyjna, informatyczna czy ekologiczna. A jeśli lewica ma odzyskiwać wiarygodność, a tego jej teraz najbardziej brakuje, to musi mocniej chodzić po ziemi. I częściej rozmawiać, nie ze swoim aktywem terenowym, ale z tymi, którzy chcą Polski dużo bardziej sprawiedliwej, egalitarnej, znacznie szybciej modernizującej się, silniej związanej z UE i bardziej otwartej na dobrosąsiedzkie relacje z Rosją i Niemcami. Polski obywatelskiej. Tolerancyjnej. I życzliwej. Bardzo tęsknimy za tym, że będziemy wobec siebie milsi, grzeczniejsi i sympatyczniejsi. Powie ktoś, że to nie jest element polityki. A jednak jest. Już jest. Polacy masowo wyjeżdżają i na własnej skórze przekonali się, że relacje między ludźmi mogą być inne niż u nas. Trochę to potrwa, ale wierzę w to, że obyczaje europejskie zawitają i do Polski.
O kształt Polski, o nowe rozwiązania i projekty warto się spierać. I trzeba się spierać. Lewica musi przecież być różnorodna i wielobarwna. Tłumienie dyskusji i dyscyplinowanie poglądów jest bez sensu. Bo i sprzeczne z samą istotą lewicowości i bezskuteczne, bo nikomu się to na dłuższa metę nie udało.

Wydanie: 2/2009

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy