Co odsłania upływ czasu

Co odsłania upływ czasu

W prawicowym według deklaracji i ponad własne możliwości ambitnym czasopiśmie przeczytałem, że komunizm w Polsce trwa nadal. Pogląd ten był głoszony w kilku artykułach, z których co najmniej jeden był podpisany tytułem profesorskim. Zlekceważyć to głupstwo czy się nad nim zastanowić? Nie zwracałbym na nie uwagi, gdyby było odosobnione, ale nie jest. W wielotysięcznym „marszu niepodległości” wznoszono okrzyki w rodzaju „precz z komuną”, a liderzy ugrupowań „niepodległościowych” i niektórzy „niepokorni” dziennikarze powtarzają tę myśl za pomocą różnych kombinacji słownych. Istnieją nieporozumienia co do znaczenia słowa „komunizm”, nie do tego jednak stopnia głębokie, żeby obecny stan rzeczy w Polsce można było nazwać tym słowem. Nieboszczykowi Prymasowi powiedziało się raz, że liberalizm to też komunizm, ale od duchownych nie wymagamy przecież dosłowności, język religijny jest w przeważającej mierze metaforyczny.
Czym jest komunizm, wiedzieli członkowie Komunistycznej Partii Polski, ale nawet między nimi doskonałego porozumienia nie było. Gomułka wspominał, że gdy dyskutował z „towarzyszami żydowskiego pochodzenia”, to szybko przestawał rozumieć, o co chodzi, i głowa go bolała.
Komunizm jako ideologia i jako realność odegrał zbyt wielką i dla niektórych narodów zbyt katastrofalną rolę, żeby czy to dla wygody, czy propagandy używać tej nazwy byle jak lub fałszywie. Celem komunizmu było zniesienie prywatnej własności i co za tym idzie, zakazanie wolności handlu i produkcji. Można to powiedzieć inaczej: zniesienie gospodarki rynkowej i zastąpienie jej systemem centralnego planowania. Poza sferą gospodarki żaden komunizm nie istnieje. Według ideologii państwo miało zniknąć, dyktatura proletariatu (pojęcie paradoksalne, wzorowane na też paradoksalnym wyrażeniu Jana Jakuba Rousseau „suwerenność ludu”) miała być stanem tymczasowym. Co do ateizmu, to był integralną częścią filozofii Marksa i Lenina, ale historycy idei wiedzą, że istniały też religijne koncepcje komunizmu. Zwolennicy komunizmu spodziewali się spełnienia ludzkich marzeń, ale te marzenia – równość, zaspokojenie potrzeb itp. – nie były wymyślone przez komunizm.
Urzeczywistnienie utopii wymagało zastosowania przemocy na dużą skalę, i to nie tylko w momencie inicjalnym, ale cały czas, bo utopia z natury rzeczy nie daje się wprowadzić w życie inaczej jak tylko cząstkowo i na krótko. Komunizm wymagał systemu władzy, który starożytni Grecy nazywali tyranią, a w epoce przemysłowych technik panowania nad ludźmi nazwano totalitaryzmem.
W Polsce mogliśmy obserwować, jak komunizm był podważany z dwu stron: przez poszerzanie zakresu prywatnej własności i ograniczanie władzy, bardziej faktyczne niż prawne.
Młodzi ludzie (w porównaniu ze mną młodzi) wołający „precz z komuną” nie mają własnego stosunku do komunizmu, lecz imitują manifestacje „Solidarności”, które im się ciągle stawia przed oczy jako przykład heroizmu. „Solidarność” także nie walczyła z komunizmem – bądźmy ściśli – lecz z polityczną i policyjną jego obudową. Prywatyzacja była niezamierzonym i nieuchronnym skutkiem tej walki, a reprywatyzacja tylko niezamierzonym.
„Antykomunizm” jest synonimem zastępującym trudniejszy w użyciu antypeerelizm. Dla III RP państwem najbardziej wrogim, nieustannie poddawanym rytuałom potępienia jest PRL. Jeśli cokolwiek chce się totalnie zdyskwalifikować, mówi się, że jest „jak w PRL”. Jeśli coś miało wartość nie do zakwestionowania, mówi się, że władza dopuściła to, aby się zalegitymizować. Państwowa machina propagandowa stara się oszkalować lub ośmieszyć wydarzenia cieszące się wielką popularnością, jak Wyścig Pokoju czy festiwale piosenek. Arcybiskup wrocławski Gołębiewski twierdził nawet, że wyświęcanie biskupów w czasie PRL było mniej ważne, „ale w Kościele już pojawiają się biskupi, którzy przyjmowali święcenia po upadku komuny” („Gazeta Wyborcza”, 11 stycznia 2007 r.).
Myślenie totalitarne polegało na rozpatrywaniu każdego faktu jako elementu organicznie przynależnego do całości. Wszystko, co było dopuszczalne, należało do socjalizmu: socjalistyczny był przemysł, socjalistyczna kultura, socjalistyczne szkolnictwo, służba zdrowia, i trudno mi dać przykład czegoś, co nie było socjalistyczne, skoro nawet święcenia biskupów według arcybiskupa nosiły piętno komuny. Oczywiście, że to całościowanie było tylko ideologiczną mistyfikacją, tak jak mistyfikacją jest obecne całościowanie różnorodnych zjawisk w rzekomo jednorodny PRL. W rzeczywistości zjawiska rządziły się zasadniczo własnymi prawami, autonomicznymi koniecznościami, i tylko w pewnym stopniu, raz większym, kiedy indziej minimalnym, ulegały zniekształceniom w imię panującej utopii lub partykularnych potrzeb aparatu władzy.
Według słów Stefana Kisielewskiego, po tym, co z Polską się stało w czasie wojny, odrodzenie się państwa polskiego po wojnie było niemal cudem. Z czasem przestało być cudem i domaganie się wolności gospodarczych było nakazem tak patriotyzmu, jak zdrowego rozsądku, a jeśli chodzi o kulturę, to każdy wykrajał sobie obszar wolności zależnie od skali swego talentu. Nie będę tu się wypowiadał na temat strat i zysków tego okresu, wiem tylko, że nie można było PRL-u zwrócić jako rzeczy niespełniającej warunków umowy. Trzecią RP też chciałoby się dać do poprawki, bo widać, że własnymi rękami Polacy już zaczęli ją psuć.
Partia rządząca krajem przez 45 lat nie mogła zachować ideologicznej czystości. PZPR była partią lewicową ze względu na swoje pochodzenie i prawicową z konieczności wynikającej z praktyki sprawowania władzy i ponoszenia odpowiedzialności za państwo. SLD, który od tamtej partii się odżegnuje, ale od niej pochodzi, chcąc być wiernym swojej rzeczywistej tradycji i swoim wyborcom, nie może się wyrzec dziedzictwa politycznego realizmu. W przemianach, jakie zaszły po wojnie, powinien rozróżniać zdyskredytowaną utopię komunistyczną narzuconą siłą od rewolucji socjalnej, jaka się wówczas dokonała i która należy do historycznych zdobyczy stuletniego ruchu lewicowego i ludowego. Niestety, SLD milcząco i biernie przypatruje się, jak te zdobycze są przekreślane w propagandzie i realnej polityce.
O tym, czy okres PRL był w realnym życiu gospodarczym sukcesem, czy stratą czasu, można dyskutować tylko z rocznikiem statystycznym w ręku. O innym wymiarze można wyrobić sobie zdanie w prostszy sposób. Czy patrząc na mapę, ktoś może pomyśleć, że granice, jakie mamy, mógł Polsce dać wróg? Z cudowności, o jakiej mówił Stefan Kisielewski, granice zachowały się do dziś. Ciekawe, czy na zawsze?
W miarę upływu czasu coraz wyraźniej widać, że w tym bycie złożonym z wielu części i wymiarów, jakim była PRL, komunizm mniej znaczył, niż nam się do niedawna wydawało.

Wydanie: 8/2013

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy