Rząd tańczy

Rząd tańczy

Zaprosiła mnie do siebie Elżbieta Ficowska – znaliśmy się przedtem tylko z widzenia – żona już nieżyjącego poety Jerzego Ficowskiego, słynnego znawcy Cyganów. Żołnierz AK, po wojnie poszukiwany przez UB, ukrywał się, wędrując z cygańskim taborem. To on odkrył cygańską poetkę Papuszę. Elżbieta z kolei opowiada mi niezwykłą historię swojego życia. Urodziła się w getcie warszawskim, jako półroczne niemowlę z inicjatywy Ireny Sendlerowej została przewieziona na aryjską stronę w drewnianej skrzynce, ukrytej na wozie pełnym cegieł. Jej metryką jest srebrna łyżeczka z wygrawerowanym imieniem i datą urodzenia. Matka zginęła w obozie, ojciec na warszawskim Umschlagplatzu – zastrzelony na peronie, w chwili gdy odmówił wejścia do wagonu. Elżbieta została adoptowana i wychowana przez położną współpracującą z Żegotą i z Sendlerową. Nic a nic o tym nie wiedziała, prawdę poznała przypadkiem dopiero jako 17-letnia uczennica. Opowiada mi, jaki to był szok, gdy dowiedziała się, że jest kimś innym, niż myślała. A przecież więzy krwi powinny być drugorzędne wobec więzi, jaką daje wychowanie od niemowlęctwa. Ale nie jest to takie proste, a te komplikacje są trudne do uchwycenia i do analizy. Jest w tym coś pierwotnego, biologicznego, nie jesteśmy tylko zrobieni z kultury, ona to ubranie, a w środku są trzewia.

Elżbieta jest o siedem lat ode mnie starsza, w naszym wieku taka różnica lat nie ma znaczenia, do tego jesteśmy z tej samej środowiskowej piaskownicy. Mówimy o wspólnych znajomych, o jedzeniu, o tym, co to znaczy mimo żydowskich korzeni nie czuć się Żydem, tylko Polakiem, o chorobach, o Polsce w szponach PiS i co to będzie. I jak zaczyna być nam zimno w nowym świecie, którego już nie obchodzi nasz świat. A ten nasz szybko się kurczy.

W pobliżu jest Boston Port, maleńka knajpka ze słynną zupą rybną. Nie jestem głodny, ale zachodzę tam na zupę, mam w pamięci z dawnych lat jej smak. Na ścianie opinie o tej knajpce różnych ludzi uznanych za znanych. Jest też moja, to mógł być rok 1998, napis na kartce już wypłowiał, więc jest wydrukowany. Dziwne uczucie, jakbym ja też już wypłowiał.

To mamy nowego rzecznika praw dziecka. Jest nim Mikołaj Pawlak. Pracował jako adwokat przy sądach kościelnych, zajmował się tematyką rozwodów. Sprawował nadzór nad sądami rodzinnymi i zakładami poprawczymi dla nieletnich. Obrońca płodów. Tak go oceniła Katarzyna Lubnauer z Nowoczesnej: „Mam wrażenie, że pan Pawlak jest obrońcą tylko dzieci jeszcze nienarodzonych, a gdy już się urodzą, to mogą natychmiast iść do więzienia”. Taka jest polityka kadrowa PiS.

Odchodzący rzecznik praw dziecka Marek Michalak alarmuje minister edukacji Annę Zalewską, że nauczyciele nie dają rady zrealizować podstawy programowej podczas lekcji, zadają więc uczniom więcej pracy domowej. Dzieci nie mają już czasu na zabawę, na własne zainteresowania ani spędzanie czasu z rodziną. Są przemęczone. Moja koleżanka, psycholog szkolna, twierdzi, że to początek fali chorób psychicznych dzieci, która już się wznosi. A ja obserwuję, jak męczą się moi przeciążeni szkołą chłopcy, jak my się męczymy, pomagając im przy lekcjach. Już nikt nawet nie udaje, że nauka może być przyjemnością. Dzieci są przygniecione lawiną faktów do zapamiętania, wszystko wedle zasady: zakuć, zdać i zapomnieć. Kreatywność nie jest ważna. Ta szkoła nie tak bardzo różni się od mojej z lat 50. Jest tylko większy luz, a nauczyciele traktują dzieci bardziej podmiotowo. Dobre i to. No i wokół szkół aż gęsto od różnych zajęć dodatkowych, czasami bardzo wartościowych, one jednak sporo kosztują, a dzieci nie bardzo mają na to czas.

Wstrząsające sceny zbiorowej ekstazy na urodzinach Radia Maryja; na tym spektaklu ojciec dyrektor znowu porównał Brukselę do Moskwy. Długie szeregi roztańczonych dostojników Kościoła przybranych w złote szaty, ale tańczą też do pieśni „Abba, Ojcze”, trzymając się za wzniesione ręce: premier Mateusz Morawiecki, szef MSW Joachim Brudziński, szef MON Mariusz Błaszczak, a nawet minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, podryguje rzeźnik Puszczy Białowieskiej Jan Szyszko, kołysze się w transie Antoni Macierewicz, a też komunistyczny prokurator Piotrowicz z różańcem w dłoniach zwisającym mu niemal do podłogi, ale najbardziej roztańczona jest Beata Kempa. Jakże brakowało w tym tańcu Dudy i prezesa, prezes jednak natańczył się rok temu.

Wydanie: 50/2018

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy