Opozycjo, idź do ludzi

Opozycjo, idź do ludzi

Jesień na wsi zapowiada początek tradycyjnych wykopków ziemniaków. I pospolite ruszenie rodzin z pomocą tym, którzy je posadzili. Bardzo ciężka praca. To było jednak dawno. Teraz wykopki bardziej się kojarzą ze zmianami kadrowymi w szeregach władzy.

Powinny być. Ale obóz rządzący znalazł się w sytuacji, którą opisuje Sienkiewicz w „Potopie” – „złapał Kozak Tatarzyna, a Tatarzyn za łeb trzyma”. I co zrobić? Klincz i, jak to w zapasach, walka w parterze. Większego wpływu na jej przebieg nie mają nawet wyborcy prawicy, a tym bardziej opozycja. Mamy więc sytuację, w której rządzący będą się zajmowali sami sobą. A od czasu do czasu wrogami starymi i nowymi.

Najwyższa pora, by na serio zająć się opozycją. Jaka jest, każdy widzi. I niewielu jej zwolenników jeszcze ma nadzieję, że z tej mąki i z tymi piekarzami można upiec coś smacznego i atrakcyjnego. A chciałoby się. Bo hegemonia PiS staje w gardle większości Polaków. Dlaczego zatem ta większość przegrywa kolejne wybory? Pierwszy powód jest już bardzo dobrze znany. Jeśli chce się wygrywać wybory i rządzić, to trzeba chodzić po ziemi i wiedzieć, jak naprawdę się żyje milionom Polaków. A żyje im się tak, że 500+, 300 zł wyprawki szkolnej i dodatkową emeryturę traktują jako bardzo szczęśliwy dar losu. I tym, którzy te pieniądze im zapewnili, są w stanie wiele wybaczyć. O wiele, wiele więcej niż ich poprzednikom. I dopóki te programy będą przez prawicę realizowane, opozycja będzie miała duży problem z wiarygodnością wśród wyborców popierających władzę. A nawet jeśli ta koncepcja kiedyś się zawali, wśród jej beneficjentów będzie żył mit o Janosiku, który choć na chwilę im ulżył.

Partii Kaczyńskiego z jej przystawkami na pewno nie zastąpi opozycja w obecnym kształcie. Opozycję mamy jak z „Lokomotywy” Tuwima. Bo jeśli jej się przyjrzeć, to ledwie zipie, działa powoli – jak żółw – ociężale. Mamy machinę, która dostaje od podatników wiele milionów złotych. I co z tego?

Cackanie się z opozycją doprowadzi nas do katastrofy. Musi, bo do polityki w Polsce z roku na rok trafiają ludzie coraz gorzej przygotowani, z pozorami wykształcenia i często bez większego dorobku zawodowego. W większości tacy, którzy by zginęli na wolnym rynku. Idą do polityki, bo to jedyne miejsce, w którym można się nie znać na niczym, ale gwiazdorzyć we wszystkich mediach. Sztandarowym tego przykładem jest Patryk Jaki. A media i dziennikarze, którzy z nim gaworzą, są mu równi wiedzą i mądrością. Wstyd.

Parlamentarzyści z parozdaniowymi CV są karykaturą polityki. I oczekiwanie od nich czegoś więcej niż mało rozumnego paplania jest bezbrzeżną naiwnością.

Wydanie: 37/2020

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy