Pod flagą i kropidłem

Pod flagą i kropidłem

Polska jest najbardziej zbrojącym się europejskim krajem NATO. Według rządowych zamiarów przez dziesięć lat każdego roku ma wydawać na zbrojenia średnio 13 miliardów złotych. Jak na kraj tak bardzo niedoinwestowany są to wydatki zawrotne. Niebezpieczeństwo musiałoby być tuż-tuż, żeby to usprawiedliwić. Na razie znany jest tylko kraj nominowany na wroga. Minister obrony narodowej pociesza nas, że te wydane pieniądze przysporzą miejsc pracy dla polskiego naukowca, inżyniera i robotnika. Zapomniał wymienić amerykańskiego. Można to powiedzieć przy okazji każdych zbrojeń. Przedwojenna polska armia dodatkowo pomagała rolnikom, bo bez kawalerii zasiewy owsa byłyby mniejsze. Roli obronnej we Wrześniu nie odegrała, przyczyniła się tylko do śmierci kilkudziesięciu tysięcy polskich żołnierzy. Polskie straty wojenne 1939 r. byłby mniejsze, gdybyśmy nie mieli żadnej armii. Nie chcę przez to powiedzieć, że należałoby się teraz rozbroić.
Skoro rząd decyduje się na takie ofiary, powinien mieć jasność celu, precyzować sobie rodzaj i czas zagrożenia, a ewentualnego wroga umieć rozpoznać, a nie go sobie nominować według aktualnie panujących złudzeń.
Romuald Szeremietiew, były wiceminister obrony, występując w TVP Info, ostrzegał, że Rosja się zbroi nie w innym celu, lecz żeby napaść na Polskę. Dał dowód. Zapowiedziane manewry wojskowe rosyjskie i białoruskie są przygotowaniem do najazdu na Polskę. Romuald Szeremietiew na podorędziu miał rozstrzygającą analogię: manewry wojsk Układu Warszawskiego latem 1968 r. były przygotowaniem do najazdu na Czechosłowację. Występujący w tej samej audycji ekspert rosyjski nazwał wypowiedź Szeremietiewa „bredzeniem wariata”, i rzeczywiście trudno byłoby znaleźć bardziej ścisłe określenie. Problem polega na tym, czy Szary Mietek jest z takim majaczeniem osamotniony, czy przeciwnie, reprezentuje poglądy mające zwolenników w kręgach zajmujących się polityką zagraniczną i obronną w Warszawie.
Przytoczone wystąpienie jest charakterystyczne dla audycji „Studio Wschód”, w której zostało wyemitowane.
W mediach na ogół spotykamy łagodniejsze przejawy „trudności psychologicznych”, jak dyplomatycznie podobne urojenia nazwał Zbigniew Brzeziński. Paweł Zalewski, europoseł zainteresowany sprawami międzynarodowymi i z reguły niewychodzący poza banały, w artykule „Nacjonalizm odcina Ukrainę od Europy” („Gazeta Wyborcza”, 31 stycznia 2013 r.) był bliski powiedzenia czegoś słusznego, ale banialuki, jakie wplótł w swój tekst, postawiły pod znakiem zapytania jego rozsądek.
Po automatycznym wyklęciu rosyjskiego imperializmu pisze: „Jak kiedyś dywizje pancerne, tak dzisiaj gazociągi oplatają żelaznym uściskiem dominowane kraje, umożliwiając ich ekonomiczną eksploatację. Stosowanie szantażu, aby wymusić ekstremalnie wysokie ceny na gaz i przejmować składniki gospodarki, nie różni się, jeżeli chodzi o logikę, od podbojów ubiegłego wieku”. Tu zawahałem się: czy „trudności psychologiczne” Pawła Zalewskiego są mniejsze niż u Szeremietiewa? Czy twierdzenie, że gazociągi są („jeżeli chodzi o logikę”) tym samym co dywizje pancerne, a eksport gazu tym samym co zbrojny podbój, nie jest podobne do „bredzenia wariata”? Gdyby autorowi tych słów postawić taki zarzut, zdziwiłby się: przecież „wszyscy” tak mówią! To prawda, tak w Polsce się mówi i niejeden, co tak mówi, nie wie, czy używa metafor, czy myśli, że dosłownie opisuje rzeczywistość.
Inwazja świadomości religijnej na myślenie polityczne w Polsce wytworzyła chorobliwą atmosferę przypominającą trochę zgromadzenie mesjanistów, a trochę szpital wariatów. Jak w tej atmosferze czynniki rządowe i wojskowe mogą precyzyjnie myśleć o celu zbrojeń, o rzeczywistych, a nie metaforycznych zagrożeniach?
Tylko senator Marek Borowski publicznie zareagował na ten fakt niesłychany: Wydział Bezpieczeństwa Narodowego Akademii Obrony Narodowej zorganizował konferencję na temat: „Jan Paweł II a problemy bezpieczeństwa”. Celem tej konferencji jest „określenie wyzwań w tworzeniu bezpieczeństwa Polski i Europy w XXI wieku w świetle nauczania błogosławionego Jana Pawła II”. (Cytuję za Markiem Borowskim, „Gazeta Wyborcza”, 14 stycznia 2013 r.). „Czegoś tak groteskowego dawno nie widziałem” – komentuje Marek Borowski. Czy minister obrony, który ma do wydania średnio rocznie 13 miliardów złotych, widzi, że to groteskowe, czy może wydaje mu się to „uzbrojeniem moralnym”, przywcześnionym nabożeństwem przed walną bitwą?
Zdaje się, że cel kosztownych zbrojeń na razie został najjaśniej zdefiniowany w „Wojnie polsko-ruskiej pod flagą biało-czerwoną” Doroty Masłowskiej: „Wtedy ona pyta, czy wiem, że jest wojna polsko-ruska na naszych ziemiach przy fladze biało-czerwonej, która się toczy między Polakami a ruskimi złodziejami, którzy ich okradają z banderoli, z nikotyny. Ja mówię, że nic o tym nie wiem. Ona na to, że tak właśnie jest, że się słyszy, że Ruscy chcą Polaków wycwanić stąd i założyć państwo ruskie, może nawet białoruskie, chcą pozamykać szkoły, urzędy, zabić w szpitalach polskie noworodki, by wyeliminować je ze społeczeństwa, nałożyć haracze i kontrybucje na produkty przemysłowe i spożywcze”. Co rząd mógłby tu dodać albo odjąć?

Wydanie: 6/2013

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Komentarze

  1. Piotr Raczyński
    Piotr Raczyński 6 listopada, 2015, 06:11

    Całkowicie zgadzam się z Panem redaktorem Bronisławem Łagowskim na temat Romualda Szeremietiewa.
    Szeremietiew w programie telewizji POLSAT pod tytułem TAK czy NIE gdzie powiedział że była Jugosławia leżała na obrzeżach europy.
    Tak samo faktem jest że niestety Sikorski uznał niepodległość Kosowa co Szeremietiew niechętnie nie chętnie przyznał.
    To co głosi ten człowiek to są bzdury totalne dla ludzi skrajnie ubogich w wiedzę historyczną i geopolityczną.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy