Bunt starców

Przepraszam Michała Głowińskiego za powtórzenie tytułu jego artykułu sprzed wielu, bardzo wielu lat, atakującego wtedy Słonimskiego i Brzechwę. Nie, nie chcę podejrzewać Michała o antysemityzm ani o jakieś kumanie się z moczaryzmem. Szło o sprawy ściśle literackie, choć oczywiście i Głowiński, i Anderman, podobnie jak wszyscy piszący byli „białymi murzynami”. Takimiż murzynami byli także wszyscy Polacy, Czesi, Węgrzy, Litwini i Cyganie. Jestem trochę młodszy od Głowińskiego, a trochę straszy od Andermana, ale nudzi mnie to ustawiczne starcze wypominanie czasów dawno minionych, dociekanie, kto był Żydem, a kto chłopem, kto był może z Mossadu, a kto może z ubecji. Mam na myśli dwugłos Janusza Andermana i Michała Głowińskiego w „Gazecie Wyborczej” poświęcony zapaskudzaniu byłych kolegów z byłego wspólnego związku literackiego. Okazją było wręczenie im wysokich odznaczeń państwowych.
Autorzy zarzucają im dyspozycyjność wobec ówczesnych władz, rzekomo dzisiaj nagradzaną, i brak literackiego rozgłosu. Nawet gdyby zarzucali takie rzeczy prawdziwym stalinistom, to mogliby przecież wymienić wiele więcej nazwisk ludzi cudownie w następnych latach nawróconych, nagrodzonych, a będących w ich własnym związku literackim. Ja tego za nich nie zrobię, bo mi się takie obyczaje po prostu nie podobają. Jeśli się nie ma szacunku do kolegów, do swojego zawodu, to nie ma się i do siebie. A swoją drogą, nikt w tej chwili nie może liczyć na duży rozgłos, bo moda czy snobizm – czy jak to nazwiemy – na literaturę się skończyły. Gąsiorowski i Wawrzkiewicz, których Głowiński ironicznie wymienia, są naprawdę świetnymi poetami, ale prawie nieznanymi, bo polski współczesny „czytelnik” prawie niczego już nie czyta. Jakie poczytne pismo drukuje dziś poetów, eseje literackie czy ambitną prozę?
A skądinąd nie śmiem podejrzewać, że Głowiński nie zetknął się z prozą ani studiami prasowymi Koźniewskiego poza „Piątką z ulicy Barskiej” czy bodaj „Genealogią ocalonych” Bartelskiego. A jeśli powtarza plotki o Iwaniczkowej czy Urbankowskim, to mu przypomnę, że już komuś zdarzyło się za to przepraszać, a i sama „Wyborcza” musiała coś tam wybąkać. Zresztą cóż to ma za znaczenie? Nie podzielam poglądów politycznych ani Gąsiorowskiego, ani Urbankowskiego, ale sam o ich odznaczenia, ile mogłem, zabiegałem. Bo na to naprawdę swoją pracą literacką zasłużyli, podobnie jak i wszyscy inni z tego grona. Nie sposób mi oczywiście omawiać wszystkich 21, bo o tyle występowałem. A w ogóle, Januszu i Michale, to zwyczajny wstyd, że daliście się do takiej roli w takich okolicznościach użyć. Można się było jakichś głosów zawiści spodziewać, ale przecież nie z Waszej akurat strony!
Co prawda, zawiść jest w kręgach literackich rzeczą zwyczajną, ale nie przystoi mieszać kryteriów politycznych z literackimi. A jeśli już, to zamiast prześladować kolegów, którzy nawet nie bardzo mają gdzie i jak Wam odpowiedzieć, trzeba było otwarcie wymienić mnie jako projektodawcę tych odznaczeń i samego, prawda, że nieco wcześniej, odznaczonego. Ale wtedy koncept z Kisielewskim raczej by się nie udał, bo sam Kisiel chwalił mnie publicznie, myślę, że nawet przesadnie, i wyróżnił „nagrodą Kisiela” – pierwszej edycji. Więc pewnie mnie za ostatniego idiotę i beztalencie uważać nie mógł.
Literatura i kultura polska są dzisiaj w drzazgach, pyle i popiele. I jeśli takiemu Andrzejowi Zaniewskiemu (także odznaczonemu!) udała się kariera w wielu językach, to trzeba się z tego wyłącznie cieszyć, a nie szukać dziury w całym. Bo nie jest to żadna premia za komunizm czy antykomunizm, religijność czy też ateizm. Jest bezlik innych spraw znacznie ciekawszych niż lobby takiej to a takiej gazety czy zespołu. Rozumiem Michale, że bardziej Ci odpowiada rola lwa i jastrzębia zarazem, ale czy koniecznie z tej kombinacji ma wyjść sfinks, gryf albo tygrys ludojad? My, zwyczajne myszy, patrzymy na to z niedowierzaniem…

Wydanie: 25/2002

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy