Głębokie rezerwy Platformy

Głębokie rezerwy Platformy

Platforma, która chce się mierzyć z PiS, odkrywa swoje najgłębsze rezerwy. W Krakowie z listy Koalicji Obywatelskiej (na dobrą sprawę jest to koalicja Platformy z Platformą, która dokooptowała jeszcze jakieś niedobitki Nowoczesnej i uciekinierów z kilku innych partii) na pierwszym miejscu kandydować będzie Paweł Kowal. Kowal ładnie mówi, jest inteligentny. To prawda. Ale można powiedzieć o nim to, co kiedyś Michnik mówił o Rokicie: „Żeby on jeszcze taki mądry był, jak jest inteligentny”. Gdyby Kowal był taki mądry, jak jest inteligentny, nie znalazłby się w PiS. Nie byłby zastępcą Anny Fotygi w MSZ. Nawet ludzie mniej od niego inteligentni uważali, że jest to najgorsza osoba w fotelu ministra spraw zagranicznych. Mylili się. Nikt nie przewidział, że to stanowisko może objąć ktoś o charakterze, intelekcie i zdolnościach dyplomatycznych pana Waszczykowskiego. Oczywiście rekord Fotygi został pobity, ale nie zmienia to faktu, że Kowal był jej współpracownikiem i zastępcą. Nawet ludzie mniej od Kowala inteligentni wiedzieli, do czego dąży PiS i prezes Kaczyński. Wtedy Kowal jeszcze się nie zorientował? Był wiceministrem ważnego resortu w pisowskim rządzie. Nie miał udziału w budowaniu IV RP metodami PiS? Naprawdę nie odpowiada za to, co się działo w Polsce w latach 2005-2007?

Teraz Kowal ma przyciągać liberalny elektorat Krakowa. Jest twarzą liberalnej Platformy Obywatelskiej, która na czas wyborów nazywać się będzie Koalicją Obywatelską. Nie bardzo wierzę, by krakowscy działacze PO (jeszcze trochę ich zostało) z wielką gorliwością angażowali się w kampanię Pawła Kowala.

W Warszawie podobno do Senatu z ramienia Platformianej koalicji ma kandydować Roman Giertych. Dziś adwokat celebryta (dawniej nazywało się to kabotyn), ulubiony pełnomocnik polityków Platformy przed sądami, prokuraturami, komisjami śledczymi, aktywniejszy w mediach niż w sądach. Kpiący z Kaczyńskiego i PiS, nieprzejednany przeciwnik katoprawicy. Ale raczej świeżej daty.

Nie tak dawno przecież wicepremier w rządzie Jarosława Kaczyńskiego, szef Ligi Polskich Rodzin, wskrzesiciel Młodzieży Wszechpolskiej, wreszcie minister edukacji, rewident listy lektur szkolnych. Przeczytał już Gombrowicza? Zmienił się? Na pewno chce wrócić do wielkiej polityki. Liczy na głosy liberalnego elektoratu Platformy. A Platforma liczy na Giertycha? Pogratulować!

W liberalnych mediach króluje Ludwik Dorn, czołowy komentator, ekspert od PiS i jego zagorzały krytyk. Kiedyś nazywany „trzecim bliźniakiem”, pisowski minister spraw wewnętrznych i marszałek Sejmu. Zasłużony w obrzydzaniu elit. Inteligentny jak Kowal. Autor pogardliwego terminu wykształciuchy, pomysłodawca brania lekarzy w kamasze. Dziś ma zniechęcić wykształciuchów do głosowania na PiS.

Nie zdziwiłbym się specjalnie, gdyby w następnych wyborach do Sejmu krakowską listę Platformy otwierał Ryszard Terlecki. Teraz już wszystko jest możliwe. Tak jak ze wszystkich wojen najokrutniejsza jest wojna domowa, tak też największe, najbrutalniejsze są kłótnie w rodzinie. I często następuje w nich zmiana ról. Wczoraj wujek Wiesiek poparł ciotkę Basię, dziś razem ze szwagrem jest już przeciw ciotce Basi, jutro z zięciem wystąpi przeciw teściowej, a pojutrze konfiguracja wzajemnie skłóconych będzie jeszcze inna. Jak to w rodzinie. Nie mam złudzeń: PiS i Platforma to jedna rodzina.

Platforma robiła delikatniej i kulturalniej, to co PiS robi brutalnie i po chamsku. Platforma starała się zachowywać pozory, PiS nawet się nie stara. Platforma była umiarkowanie populistyczna, umiarkowanie antykomunistyczna (cokolwiek by to miało znaczyć), umiarkowanie antyrosyjska, umiarkowanie dewocyjna. Obydwie partie przyznają się też do dziedzictwa pierwszej Solidarności, spierają się tylko o to, kto stoi tam, gdzie kiedyś stała Solidarność, a kto tam, gdzie stało ZOMO, co z perspektywy lat nie ma większego znaczenia. PiS na żadnym z tych odcinków, na których Platforma jest umiarkowana, umiarkowane nie jest. Zasadnicza różnica między Platformą a PiS jest taka, że Platforma jest proeuropejska, PiS jawnie antyeuropejskie. Oczywiście, że to dużo. Nawet bardzo dużo. Ale mimo wszystko stanowczo za mało. Podobieństw między tymi partiami jest tyle, że przepływy kadr nie wydają się niczym nadzwyczajnym.

Prawdziwa zmiana nastąpi, gdy na scenie politycznej zaistnieje ponownie lewica. Partia ludzi o lewicowej wrażliwości społecznej, o liberalnych poglądach w sferze obyczajowej, nowoczesna, europejska, patrząca w przyszłość, nieuwikłana w przeszłość i spory o to, kto dziś stoi tam, gdzie stało ZOMO. Niebędąca niewolnikiem dziedzictwa Solidarności ani PZPR. Dzięki egoizmowi Platformy, która nie chciała koalicji z SLD, jest szansa, że ta nowa lewica powstanie. I życzę jej sukcesów w październikowych wyborach.

Wydanie: 34/2019

Kategorie: Felietony, Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy