Burza na scenie politycznej

Przez świat polityki przeciągnęła wczoraj nowa burza, a może nawet huragan. Oto ludzie sprawujący kierownicze funkcje w swoich macierzystych, “starych” partiach, jeden ubiegający się o kierowanie Unią Wolności, drugi wyznaczony na szefa odradzającej się rzekomo AWS, dobrawszy sobie fuksa z wyborów prezydenckich, zawiadomili zdumionych kolegów, że ani im w głowach tkwić w dawnych partiach, skazanych na klęskę w nadchodzących wyborach – wobec czego postanawiają stworzyć własną siłę polityczną, oczywiście, prawicową. Nie śmieję się z tego nagłego zwrotu, gdyż w krótkim okresie mego kierowania sprawami Unii Pracy miałem podobne zdarzenie. Kilku czołowych działaczy Unii, przez tę partię wyniesionych do władzy, po klęsce zawinionej przez Bugaja, dopuściło się renegacji i poszło na tłuste posady prawicowego rządu, chociaż póki sami zajmowali stanowiska w państwie, deklarowali ideową przynależność do lewicy. Więc po tych smutnych rozczarowaniach do moich – wydawałoby się – ludzi, wiem, jak boli tych, co pozostali przy swoich starych partiach, taka renegacja. Nie śmiej się bratku z cudzego upadku – głosi mądre przysłowie.
Nagły zwrot, dokonany przez kilku poważnych ludzi, bo ponoć inni poważni mają się do tej trójki przyłączyć, może całkowicie zmienić układy polityczne w Polsce. Po pierwsze, ucierpi Unia Wolności. Liberałowie sobie pójdą, a ci, co liczyli na wsparcie Unii przez liczny elektorat pana Olechowskiego, też się zawiodą. Natomiast wyglądająca teraz dość mizernie szansa trzech polityków na utworzenie liczącej się siły politycznej może okazać się realna.
Warto sobie uzmysłowić, że wszystkie klęski rządzącej tak fatalnie krajem Akcji Wyborczej Solidarność brały się z dość rozpaczliwego składu kadrowego tej partii. Przyciągnęła ona w swe szeregi dość małe grono ludzi poważnych oraz olbrzymią kolekcję różnej maści oszołomów politycznych. Nie wymieniam nazwisk, bo każdy je zna. Poważnym ludziom było nijako łączyć się z obozem awanturników bez godności, których głównym celem istnienia w polityce było solidne obłowienie się publicznymi pieniędzmi oraz różnymi apanażami, jakie zawsze i wszędzie daje udział w sprawowaniu władzy.
Nazwiska twórców nowej siły politycznej mogą sprawić, że poważni ludzie poprą trzech panów, i że zaczną się wokół tej elity skupiać dość szerokie kręgi solidnej zawodowo i umysłowo polskiej prawicy, bo przecież, u licha, taka istnieje, musi istnieć, gdyż tak jest w całej Europie. Oczywiście, każda prawica jest narażona na przyciąganie mętów politycznych, jak to dowiodła historia Europy. Lewica też nie jest od tego zjawiska wolna.
Gdyby moja prognoza się sprawdziła, nowa partia trzech panów podniosłaby także poprzeczkę dla lewicy, której też przydałoby się wzmocnienie kadrowe, bo i tu – co się oszukiwać – nie jest, jak do tej pory, najlepiej. Znam wielu ludzi przygotowanych do pełnienia odpowiedzialnych funkcji publicznych, których świat polityki w swoim obecnym składzie zwyczajnie brzydzi.
Patrzę z bliska na zmagania polityczne od 20 lat, czyli tyle, ile trwała Polska międzywojenna, owa II Rzeczpospolita. Z żalem widzę, że to, co się wykluło z solidarnościowego zrywu antykomunistycznego, ma już dzisiaj niewiele wspólnego z tym, na co się zanosiło na początku epoki wyzwolenia, tak ją sobie roboczo nazwijmy.
W tamtych odległych czasach panowała w naszych gronach żarliwa, ideowa uczciwość i chęć służenia sprawom publicznym. Co z tego ocalało? Żarliwa chęć garnięcia pod siebie tego, co się tylko da zagarnąć. Ponadto dominuje we współczesnej pseudo-”Solidarności” chęć potępiania, rozliczania, lustrowania wczorajszych kolegów z owego antykomunistycznego zrywu, który wstrząsnął światem, by sparafrazować tytuł słynnej książki Johna Reeda o rewolucji bolszewickiej.
Być może nadzieje, jakie pokładam w tworzeniu nowej siły politycznej na prawicy, są złudne, ale ciągle, może nieco naiwnie, wierzę w nasze zbliżanie się do normalności. Prawica pełna oszołomów i karierowiczów – tak bywało w dziejach naszej rzekomo racjonalnie myślącej części świata – jednakże normą jest raczej pewna powaga i rzetelność prawicy, przy całym zawężeniu horyzontów ideowych, czyli braku tolerancji dla wszystkich inaczej myślących.
Gdy sobie w ciszy domowej rozważam przeszłość, budzi się we mnie straszny żal, nie wiem do kogo, o to, “co się stało z naszą klasą”, w tym przypadku z ludźmi, z którymi udało się nam stworzyć ów wspaniały, antykomunistyczny zryw wolnościowy w roku 1980. Niestety, stan wojenny beatyfikował NSZZ “Solidarność” razem z naszymi świętymi, ale także i z oszołomami. Gdyby los dał nam nieco więcej czasu, zapewne udałoby się nam wyeliminować spore grono przedziwnych oszołomów, jacy przyplątali się do naszego ruchu. Kiedy wzburzone morze polityczne się uspokoi i historycy przestaną uprawiać publicystykę polityczną przybraną w szaty nauki – uda się może komuś uczciwemu pokazać, jak bardzo pierwotne idee oraz zamierzenia “Solidarności” zostały wykoślawione przez ambitnych karierowiczów o ptasich móżdżkach.
Najważniejszym pytaniem w udanym rozeznaniu się w tej nowej zawierusze na politycznej scenie jest reakcja elektoratu na decyzję trzech panów. Przypominam moją maksymę o skuteczności działań polityków. “Działacz polityczny może mieć rację, ale nie jest to konieczne – ważne jest bowiem, by miał elektorat”. Wszystkie te nadzieje i przepowiednie, jakie są teraz żywione, sprawdzą się dopiero wówczas, gdy poznamy reakcję elektoratu. Do tej chwili ani ganić nowego zjawiska, ani bronić jego racjonalności się nie godzi.

11 stycznia 2001 r.

Wydanie: 3/2001

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy