Natura nie jest wcale taka bezbronna wobec ludzkiej ekspansywności, z antropomorficznej perspektywy można by nawet rzec, że bywa mściwa i złośliwa, czemu jako mizantrop przyklaskuję. Majówka wyjątkowo pogodna, to mi się zebrało na pedałowanie – wybrałem trasę wiodącą wzdłuż ludzko-naturalnych przekomarzanek i wynikających z nich anomalii. Dodatkowym impulsem była chęć komfortowego przejazdu rowerem przez pustynię. To możliwe od zeszłego roku, kiedy otwarto betonową ścieżkę na granicy piachów i lasu – cyklistów na tej nitce co niemiara, ale śmiga się z widokiem na polską Saharę łacno.
Pustynia Błędowska jest obiektem antropogenicznym, a ściślej – widomym efektem katastrofy ekologicznej spowodowanej przez człowieka. W średniowieczu wyrżnięto tu hektary lasów na potrzeby stemplowania wyrobisk kopalnianych, a że drzewa rosły na gruntach piaszczystych, to powstała wielka kuweta, którą z czasem obwołano mianem pustyni, aby gawiedź miała uciechę. Południowa część jest obrzeżona cyklotrasą, północna wykorzystywana jako poligon, a środkiem przez pas oazy płynie Biała Przemsza.
Śpieszmy się kochać rzeki, bo szybko znikają. Pod całym tym pustynnym rewirem od strony miasta Bolesław ciągną się bowiem wyrobiska nieczynnej kopalni Pomorzany, zamkniętej kilka lat temu. Przez kilkadziesiąt lat eksploatowano w niej na olbrzymią skalę rudy cynku






