Naród nie nadąża za premierem

Naród nie nadąża za premierem

Tak musiało się stać. Premier Marcinkiewicz był tylko marionetką albo, jak kto woli, kukiełką w ręku Jarosława Kaczyńskiego. Miał szansę trwać na tej posadzie, tylko gdyby doszło do koalicji z PO albo jako bezpłciowy aparatczyk, niczym się niewyróżniający. Trudny do zapamiętania i nikomu niezagrażający. A że nie doszło do PO-PiS-u i na dodatek premier talentem aktorskim przerósł wszystkich konkurentów, to jego los był przesądzony. Marcinkiewicz, którego nawet we własnym obozie politycznym coraz częściej nazywano Obiecankiewiczem, odszedł z zaciśniętymi zębami i będzie czekał na swoją szansę. Odwołanie w takim momencie bardzo tę szansę zwiększa. Polityk z tak dużym poparciem i popularnością jest atrakcyjnym sztandarem. I dla opozycji wobec braci Kaczyńskich, jaka w PiS-ie już jest i będzie rosła w siłę. I dla PO, która bez jakiegoś porozumienia z częścią polityków PiS-u nigdy nie pozna smaku władzy. O możliwościach Marcinkiewicza najlepiej wiedzą ci, którzy odesłali go na ławkę rezerwowych. Czas pokaże, czy zostawią go na bliskim zapleczu i czy pozwolą mu powalczyć o prezydenturę Warszawy.
Jeśli Marcinkiewicz mimo poniżającego trybu odwołania z funkcji premiera wykaże się lojalnością wobec Kaczyńskich, to takie szanse ma. Ktoś musi przecież zabezpieczyć byt tysiącom PiS-owskich urzędników, którzy obsiedli stołeczny ratusz i dzielnice Warszawy, ich rodzinom i znajomym. Marcinkiewicz gwarantuje też, że nikt nowy i niezależny nie będzie grzebał w papierach z okresu rządów Lecha Kaczyńskiego. A jak mówią politycy PO, byłoby czego szukać.
Pierwsza zapowiedź Jarosława Kaczyńskiego w nowej roli premiera o wybudowaniu przez jego rząd 3 mln mieszkań przypomniała mi dowcip o innym co prawda polityku, ale pasujący jak ulał do dzisiejszej sytuacji. Jak polityk mówi, że przywali, to na pewno przywali, ale jak mówi, że zbuduje (autostrady, mieszkania), to tylko mówi.
Największym problemem nowego premiera jest to, że kraj nie nadąża za nim. Za jego śmiałymi projektami i dalekosiężnymi planami. Za jego ocenami historii i współczesności. Za jego stosunkiem do prawa i instytucji życia publicznego.
Mimo wielkich starań PiS-u ciągle aktywni są zwolennicy społeczeństwa obywatelskiego i instytucji pozarządowych. Premier Kaczyński ma już pełną władzę. Formalną i faktyczną. Oczywiście w ramach konstytucji, która wprowadziła szereg zabezpieczeń na wypadek, gdyby któreś z ogniw władzy popadło w szaleństwo.
Znając ambicje braci Kaczyńskich, już niebawem okaże się, że władzy mają jednak zbyt mało i że strasznie uwiera ich gorset konstytucji. I że bez zmiany konstytucji niewiele będą mogli zrobić. To niejedyny poważny problem, przed którym stoi PiS. Jeszcze większym jest społeczeństwo. Jak rządzić krajem, w którym tyle grup zawodowych i społecznych daleko odbiega od wymarzonego wzorca? Trzeba je będzie zmarginalizować i napiętnować albo wręcz wyeliminować.
A co zrobić z tymi, którzy bardzo krytycznie oceniają pomysły braci i na domiar złego jest ich więcej niż zwolenników? Albo z tymi, którzy uporczywie kontestują obowiązującą dziś wersję historii?
Zaiste trudne zadania stoją przed premierem Kaczyńskim. Niestety, jeszcze trudniejsze przed tymi, którzy się z nim w różnych sprawach nie zgadzają.

Wydanie: 29/2006

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy