Aktualne
Listy od czytelników nr 2/2025
Prawo karne w państwie prawa Nawiązując do felietonu prof. Jana Widackiego, a szczególnie do kontekstu dotyczącego definicji państwa prawa, a więc państwa, w którym szanowany jest art. 10 Konstytucji RP stanowiący o trójpodziale i równowadze władzy ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej, przestajemy rozumieć realizację w praktyce tego artykułu. Jak to bowiem możliwe – a jest możliwe – że parlamentarzyści, tj. posłowie i senatorowie stanowiący władzę ustawodawczą, ochoczo maszerują do rządu stanowiącego władzę wykonawczą i tam się sadowią? Gdzie tu zasada równowagi i funkcja wzajemnej
Książka, której na polskim rynku jeszcze nie było!
Wywiady z wybitnymi i bardzo popularnymi przedstawicielami muzycznego świata, nie tylko z Polski. Są tu także rozmowy o muzyce z nie mniej znanymi i docenianymi przedstawicielami innych branż, w tym sportowej, satyrycznej i dziennikarskiej. Do książki dołączone są także kody QR przekierowujące do 40 wywiadów „mówionych”,
Nie tylko smutek. Jak wygląda depresja u dzieci, kobiet i mężczyzn?
Depresja niejedno ma imię – to złożone zaburzenie zdrowia psychicznego występujące niezależnie od płci czy wieku. Obraz depresji może jednak różnić się w zależności od grupy demograficznej. Czy depresja manifestuje się inaczej u dzieci, kobiet i mężczyzn? Jeśli tak,
Aferzyści pod szyldem Jana Pawła II
Jakie to proste. Wystarczy zamienić garnitur na czarną pelerynę z żółtym krzyżem na piersi, by z aferzysty stać się rycerzem zakonu. Posła PiS Arkadiusza Czartoryskiego znamy z afery z budową elektrowni widma w Ostrołęce. Strata przekroczyła 1,3 mld zł. Nie poniósł konsekwencji, bo Kaczyńskiemu był potrzebny do utrzymania większości w Sejmie. Czartoryski wydusił nawet na prezesie posadę wiceministra sportu i turystyki. Pasował tam jak Piesiewicz do PKOl. Rycerzem został także Janusz Kotowski, kiedyś na fotelu prezydenta Ostrołęki.
Dymalski też kandydował
Czy Radosław Piesiewicz będzie za rok prezesem PKOl? Mało prawdopodobne. Pod olimpijską pokrywką tak już kipi, że wrzątek parzy nawet tych, którzy uwierzyli, że Piesiewicz jest megamocny. A nie jest to towarzystwo, które by chciało umierać za jakiegoś przegrywa. Nominacja Dudy do MKOl jest równie realna jak numer, który cztery lata temu chciał wyciąć Andrzej Kraśnicki. Były prezes rekomendował do MKOl Mariana Dymalskiego z Uniwersytetu Wrocławskiego. Efekt znany. Pełna kompromitacja. Na dodatek Dymalskiego, który był prezesem rady nadzorczej
Lwów – misja specjalna
Albo będzie sukces, albo klapa. Niczego pośredniego się nie spodziewajmy. Konsulem we Lwowie będzie Marek Radziwon, człowiek wielu umiejętności. Od gry na saksofonie (w czasie wolnym) po głębokie analizy duszy naszych wschodnich sąsiadów. A pośrodku – krytyk teatralny i literacki, menedżer kultury, historyk. Dyrektor Instytutu Polskiego w Moskwie (2009-2014), prezes Polskiego PEN Clubu (od 2022 r.). No i jeszcze sekretarz Nagrody Literackiej Nike i adiunkt w Instytucie Europy Środkowo-Wschodniej w Lublinie.
Trudno też nie pamiętać jego esejów – o tym, jak w dzisiejszej Rosji zmieniają się podręczniki historii i jak pięknieje w nich ZSRR. Lub o rosyjskim patriotyzmie.
Zawodowy dyplomata to nie jest, mimo że w Moskwie miał stopień I radcy. Ale gry dyplomatyczne? To nie on. Sprawy konsularne także są dla niego czymś odległym, nigdy się nimi nie zajmował. Wiadomo, będzie miał zespół doświadczonych urzędników, sam pieczątek nie będzie przybijał, ale… Ukraina? Raczej Rosja to jego specjalność. Więc?
Więc jasne jest, że z jego wyjazdem do Lwowa zmieni się postrzeganie tej placówki. Że wyjdzie ona poza ramy klasycznego konsulatu i stanie się czymś ważniejszym. Tylko czy to się uda?
Gdzie są (brudne) ręce Romanowskiego
Pierwszy minister, który po 1989 r. uciekł za granicę, stawia rządowi warunki. Marcinowi Romanowskiemu tak się w głowie poprzewracało, że zapomniał, za co ma siedzieć w areszcie. Za dużo czerwonego wina? A może węgierski gulasz był nieświeży? Jak uciekinier stanie na nogi, to niech przesłucha taśmy Mraza. I to, co tam bez tortur opowiadał: „Ale myślmy z tej perspektywy: jakich słów powinienem był użyć na komisji, żeby to nie wyszło, że tutaj ktoś naciskał”. Dlaczego w kampanii na prezydenta Rzeszowa zostały zawarte umowy na prawie dwie bańki? Romanowski: „Też
Czym nie obdarowywać dzieci?
Dorota Zawadzka,
psycholożka rozwojowa
Po pierwsze, nigdy i nikogo nie powinniśmy obdarowywać zwierzęciem, bo nie jest zabawką. Druga rzecz to już bardziej moja subiektywna opinia: zabawki militarne. Z jednej strony, Bóg się rodzi, a z drugiej – karabiny. To jakiś dysonans. Po trzecie, rodzice powinni unikać podążania za modami. Warto się zastanowić, czy rzeczywiście lansowany w mediach przedmiot jest potrzebny. Po czwarte, gdy już kupujemy jakąś zabawkę, dobrze by było móc się nią bawić w kilka różnych zabaw, niech będzie uniwersalna. Chciałabym też przestrzec rodziców, aby nie kupowali tzw. zabawek alienujących, służących do samotnej zabawy, tak jak telefon komórkowy czy tablet. Należy też dbać o jakość zabawek i kupować rzeczy bezpieczne. Takie, które się nie rozpadną po jednym użyciu. Czasem lepiej kupić mniej rzeczy, ale trwalszych.
Agata Napiórska,
magazyn „Ładne Bebe”
Nie dawajmy dzieciom w prezencie słodyczy, zwierząt, zabawek, które są słabej jakości i po minucie używania się zepsują. Oczywiście żadnych rózg. Podarujmy dzieciom zabawkę, grę, książkę, komiks, coś, co sprawi im radość i zostanie z nimi na dłużej.
Prof. Ewa Drobek,
nauczycielka wyróżniona w konkursie Global Teacher Award 2019
Odwrócę pytanie i powiem, że dzieci powinno się obdarowywać najcenniejszą walutą tego świata, czyli czasem. W tym pędzącym na oślep świecie za mało czasu poświęcamy dzieciom, więc z mojej perspektywy najlepszym prezentem byłoby wspólnie i nieśpiesznie spędzone popołudnie. To może być aktywność, którą rodzic i dziecko lubi: kino, spacer po lesie, gra w planszówki. Ważna jest uwaga i prawdziwe bycie razem.
Dr Monika Boberska,
psycholog
Dobry prezent odpowiada zainteresowaniom i kontekstowi funkcjonowania danej osoby. Robienie prezentów wymaga od nas zaangażowania oraz uwzględnienia upodobań i preferencji obdarowywanej osoby. Wtedy podarek ma szanse sprawić komuś przyjemność. Istnieje jeszcze kategoria prezentów uniwersalnych, nie jest do końca trafiona z perspektywy psychologa, ponieważ kluczem do udanego prezentu jest odpowiedź na indywidualne potrzeby. Jeśli chodzi o dzieci, świetnie sprawdzają się prezenty, które umożliwiają wspólne spędzanie czasu. Prezent może pomóc w budowaniu relacji i odkrywaniu siebie, a także motywować do spędzania czasu na aktywności fizycznej. Dzięki temu przyczyni się do wykształcania pożądanych zachowań zdrowotnych.
Ścieżki kariery
To bardzo ciekawa nominacja – szefem placówki na Litwie został Grzegorz Poznański, zawodowy dyplomata. Ta placówka nie jest dla niego niczym nowym – w latach 2017-2020 był zastępcą ambasadora RP w Wilnie. W tym czasie funkcję ambasadora pełniła Urszula Doroszewska. Poznański był zawodowcem, a ona panią z politycznej nominacji. Z wzorcowym jak na PiS życiorysem, bo była w KOR, ale w grupie Macierewicza, potem w Solidarności, a w III RP pracowała w kancelarii prezydenta Lecha Kaczyńskiego. I stamtąd wyjechała jako ambasador do Gruzji. A potem, już w wieku emerytalnym, w roku 2017 do Wilna, gdzie przebywała do roku 2023.
Zastąpił ją na rok Konstanty Radziwiłł.
I teraz do Wilna jedzie Poznański. Jego wyjazd może być potwierdzeniem dwóch przeciwstawnych tez. Pierwszej, że karierą dyplomaty w Polsce rządzi zupełny przypadek, raz jest się tu, a innym razem gdzie indziej. I tej drugiej – że przypadków nie ma.
Dlaczego przypadek? Można odnieść wrażenie, że Poznański marnował swoje umiejętności. Po studiach w Instytucie Stosunków Międzynarodowych UW zdobywał wiedzę w Chinach, w Szanghaju i Pekinie, a także w Tajpej. Nauczył się chińskiego. Jednocześnie zbudował sobie w MSZ pozycję jako ekspert od spraw kontroli zbrojeń i bezpieczeństwa. Zaczynał w roku 1997, w Departamencie Polityki Eksportowej, a następnie w Departamencie Systemu Narodów
Zjednoczonych i Problemów Globalnych.
W latach 2002-2006 pracował w przedstawicielstwie RP przy Biurze ONZ w Genewie, gdzie był odpowiedzialny za problematykę rozbrojenia. Brał udział w negocjacjach z USA dotyczących tarczy antyrakietowej. Uczestniczył w negocjacjach wielostronnych. A w latach 2007-2008 był zaproszony przez sekretarza generalnego ONZ do pracy w panelu ekspertów ds. rakiet.
I oto w roku 2010, mogąc rozwijać się jako ekspert od Chin (a Polska zbyt wielu ich nie miała) lub jako specjalista od spraw bezpieczeństwa (NATO i organizacje międzynarodowe stały otworem), został skierowany do Tallina, gdzie przez cztery lata był ambasadorem. Tłumaczono wówczas, że w MSZ trzeba się sprawdzić na różnych stanowiskach, a on też musi zacząć się przyzwyczajać do kierowania ambasadą.
Bo w przyszłości dostanie większą.
Po powrocie z Estonii był więc w centrali m.in. dyrektorem Departamentu Polityki Bezpieczeństwa, a potem wyjechał jako zastępca ambasadora do Wilna. Czyli, można orzec, zaliczył krok do tyłu. Po Wilnie został dyrektorem generalnym Sekretariatu Rady Państw Morza Bałtyckiego w Sztokholmie. A teraz znowu jedzie do Wilna. Innymi słowy, rozwijał się z rozmachem, Szanghaj, Pekin, Genewa, a kotwiczy w zakątku Europy.
Ale na tę nominację można również spojrzeć inaczej. Poznański zawsze zajmował się bezpieczeństwem. I zawsze był tam, gdzie pachniało prochem. A w dzisiejszych czasach te sprawy stały się w polskiej polityce najważniejsze. Logiczne jest więc, że do państw nadbałtyckich, szczególnie narażonych, wysyła się specjalistów od obronności, a nie od pomników, Polonii i zabytków.
Tak chyba powinniśmy czytać decyzję Radosława Sikorskiego. 14 lat temu wysłał Poznańskiego do Tallina, teraz wysyła go do Wilna. W jakimś przecież celu…








