Agnieszka Wolny-Hamkało
Fleur w rewiowym ubranku
Już od rana czekało się na Mikołaja. Między kuchnią a sienią był korytarz, który pełnił funkcję skrzyżowania. W lewo można było iść do zimnej łazienki, gdzie na umywalce prężył się dumnie dziadkowy pędzel. W prawo – do składziku pełnego konfitur (po odkręceniu słoika babcia zdejmowała łyżką pierzynkę pleśni i nakładała nam smażone truskawki i drylowane wiśnie na biały ser). Z korytarza można też było wejść „na górę”. To tam na gazetach suszyły się makówki. Wystarczyło odgryźć
Ostateczne rozluźnienie
Każdego kiedyś pogięło. Bo niefortunnie podniósł szafkę, bo go powaliła grypa nasza powszednia albo go „przewiało” u fryzjera. Tych, którzy życie spędzają na siedząco – w taksówkach, „na kasach”, przy komputerach – regularnie gnie. Zaliczam się, niestety, do poszkodowanych przez cywilizację obywateli pogiętych, ty też? W takim razie znasz kojącą moc ciepłej kąpieli, zbawienny wpływ alkoholu i zapach rozgrzewającej maści, a także poczucie wdzięczności dla tych, którzy potrafią porządnie nacierać. No i oczywiście masz „swoich ludzi” – ekipę
Synekdocha, Nowy Jork
Autorka dramatu powinna być umarłą autorką. Tak bywa najczęściej i może nie bez powodu – po prostu w ten sposób jest to znakomicie zorganizowane. Inaczej dramaturg, który często pracuje na cudzym tekście. Ten ma konkretną pracę do wykonania. Autorka dramatu na próbach siedzi za reżyserem, a pozycję ma chwiejną, niejednoznaczną, jakby jej status dopiero się ustalał. Aktorzy reagują na dramat. Śmieją się, komentują, robią miny. Zadają mnóstwo pytań. To oni pierwsi wyłapują niespójności. Niektórzy podkreślają kolorowym pisakiem
Dziwne losy sióstr Brontë
Historia literatury nie zna drugiego takiego przypadku: trzy siostry – wszystkie obdarzone talentem, produkujące pod dachem plebanii powieści nie tylko na miarę swoich czasów. „Wichrowe Wzgórza”, „Dziwne losy Jane Eyre” czy „Lokatorkę Wildfell Hall” do dziś można kupić w niemal każdej europejskiej księgarni. Te XIX-wieczne angielskie powieści wzbudzają emocje w każdym pokoleniu i wciąż znajdują swoich czytelników, a kolejne ekranizacje i adaptacje teatralne pokazują, że jest to materiał kanoniczny, który po prostu przestał się starzeć. Jest coś,
W poszukiwaniu germańskiego żołędzia
Nie da się spotkać naszych byłych ukochanych, kiedy akurat wyglądamy najpiękniej, jesteśmy w nowej marynarce, w odpowiednim dniu cyklu, w aucie wypucowanym w myjni. Szefowie też zawsze trafiają na moment, kiedy niewyspani, z pryszczem na policzku próbujemy się otrzepać na parkingu z psiej sierści, ujawnionej przez słońce. Życie nie szczędzi nam przykrych koincydencji, niechcianych zbiegów okoliczności, kiepskich rozdań. Weźmy choćby kolejkę w mięsnym. Osiedlowy pawilon z Biedronką, maleńką drogerią i stoiskiem pełnym podrobów. Człowiek w cywilu,
Inne pomysły na życie
Znowu skandal. Tym razem poszło o flagi, które w ramach akcji promocyjnej Teatru Muzycznego Capitol rozwieszono na budynku teatru. Flagi i plakat na słupie. A konkretnie o wiatraczek, który mógł – a może nawet powinien? – skojarzyć się ze swastyką. Ci, których akcja promocyjna teatru oburzyła, zadzwonili niezwłocznie do urzędu. Niektórzy kandydaci na prezydenta miasta zdążyli wyrazić niepokój, a obserwatorzy kampanii po raz kolejny zadali sobie pytanie, czy władza szanuje/będzie szanować autonomię sztuki. Capitol wystawia za chwilę
Wystarczy się nie bać
„Wysoki Sądzie, mam nadzieję, że ta mowa końcowa nie będzie moją ostatnią. Nie będę Wysokiego Sądu o nic prosić, nie będę prosić o łagodny wyrok, bo sprawa jest już dla wszystkich jasna. Sąd okupanta nie może być sprawiedliwy. Proszę tego nie brać do siebie, Wysoki Sądzie”. Wybrałyśmy Sencowa, a konkretnie jego „Testament”. Nic dziwnego, Sencow stał się symbolem walki z reżimem Putina, jego nazwisko nie schodzi z zaangażowanych w sprawę ust. Hasło „Uwolnić Sencowa” lśni od miesięcy
Pozycja smaku
Kant jadał raz dziennie. Uważał, że obiad jest kluczowym posiłkiem filozofa. Do każdego posiłku wypijał pół butelki wina. Wkrótce zasłynął jako znakomity wydawca kultowych obiadów, które ciurkiem organizował od 1787 r. Jean-Paule Sartre, król egzystencjalistów, również miał ściśle określone zwyczaje kulinarne: mianowicie brzydził się skorupiakami. Szczególny opór budziło w nim wyciąganie z muszli białych, śliskich ciałek, które akurat muszli nie chciały opuścić. Kojarzyły mu się z insektami. Natomiast francuski
Pocztówka znad jeziora
Niektórzy wychodzą wieczorem przez okno na dach i tam piszą – z górniczą lampką na głowie, jak ktoś, kto musi się przekopać na drugą stronę. Na dachu nocą jest chłodniej i można jeszcze coś zdziałać. Wieczorem dom pracy twórczej w Wannsee wyciemnia się gwałtownie – może to dlatego, że pisarzy z reguły męczy pisanie, a może dlatego, że trzeba otworzyć okna, a ćmy i szerszenie chętniej się zlatują do światła. Podczas „wspólnych” śniadań ludzie jedzą osobno, mają







