Agnieszka Wolny-Hamkało
Usługi
Niby dzień niby zwykłego życia i trafiam do optyka. Przyjmuje mnie Beata Tyszkiewicz, tylko z krótszymi włosami. W zakładzie pięknie pachnie. Wybrałam oprawki i pozostało standardowe badanie wzroku. Pani doktor z lśniącym warkoczem uśmiecha się ciepło i zaprasza mnie do gabinetu. Wkłada mi na głowę te fantastyczne okulary i natychmiast gasi światło. Przez chwilę słabo mi się oddycha, ale skupiam się na światełkach przed sobą. Literki dwoją się i troją, przechylają się i zostawiają powidoki: literki widma, literki cienie. Pani
Jak zwierzęta
Zawsze się bałam, że spotkam na basenie znajomego poetę. Co za klęska towarzyska! Tydzień temu stoję w tej zupie, w stroju kąpielowym z początku lat 90. i – jako jedyna na całym basenie miejskim – w czepku na głowie. Jest to czepek w kolorze przemysłowym, niebieski, jaki wyobrażamy sobie myśląc „przedmieścia”, „wysypisko”, „zanieczyszczenie planety”. Och, za późno! Durny czepek, chlor w czerwonych oczach. Spotykam poetę w wodzie, woda nam sięga do klaty. Trzymamy fason, podajemy sobie ręce i ściskamy
Między Barańskim a Żuławskim
Przenosząc książki do wymarzonej biblioteczki, spędziłam dwie noce, siedząc na podłodze pośrodku kartek, wydruków, biletów z metra pokrytych zapiskami, sentymentalnych pocztówek itd. W książkach znalazłam bardzo dużo gumek do włosów i ołówków, którymi zaznaczałam strony, dwie zagubione dawno recepty, zaproszenie do teatru i wykres EKG. Oraz dwa zniszczone telefony komórkowe. I 25 pocztówek z wizerunkiem Franza Kafki (musiałam je kupować za każdym razem, kiedy byłam w Pradze). Jestem jedną z tych osób, które podkreślają zdania
Thriller
Ekipa telewizyjna wchodzi do domu Mistrza jak do kościoła. Operatorzy światła ściągają butki, redaktorka rozgląda się z nabożeństwem. Wszyscy zniżają głos. Trzeba ostrożnie stąpać: w pracowni Mistrza stoją rzeźby i sztalugi, jakieś prace niedokończone – czyjaś drewniana rączka i autonomiczna nóżka. Ekipa dyskretnie rozstawia statywy. Mistrz jest w dziwnym stanie: widać, że czuje się niezręcznie. Próbował ubrać się odświętnie, ale się nie ubrał. Próbował posprzątać, ale mu nie wyszło. Nie umie pozować. Uśmiecha się
Do krwi ostatniej
Znają Państwo to uczucie, kiedy dentystka nagle mówi coś w rodzaju „och!” i zaczyna gwałtownie pocierać was gazikiem i wydłubywać coś kłującym narzędziem z okolic szczęko-żuchwy? Ogarnia nas wtedy ciekawość i trwoga: co takiego wydarzyło się właśnie w okolicach szczęko-żuchwy, że zasługiwało na podejrzane „och”? Przypuszczamy, że nie było to nic dobrego! Dentystka opanowuje się i obdarza nas telewizyjnym uśmiechem: „Wszystko w porządku”. Na co z wacikami i płynami w paszczy odpowiadamy (umownie rzecz biorąc) jakieś mniej lub bardziej znaczące
Kryminał
Ciepły, pogodny wieczór. Na osiedlu jest cicho, ludzie kładą dzieci spać. Skończyłam drugi raz czytać „Mistrza i Małgorzatę” i zrobiło mi się bardzo smutno. „Nawet czarne czarodziejskie konie, czując zmęczenie, niosły swych jeźdźców tak wolno, że nieuchronna noc zaczęła je doganiać. I nawet niespożyty Behemot, czując ją za plecami, ucichł i rozpuściwszy na wietrze ogon, leciał w poważnym milczeniu, wczepiony pazurami w siodło”. Pamiętałam, jak to się kończy. Otworzyłam piwo i zjadłam kolację na balkonie, na parapecie. Chwilę
Zwierzęta miejskie i ich baśniowe maszyny
Założę się, że robią to specjalnie: wstają późno, jak najpóźniej, żeby klienci bistro zdążyli zamówić kawę i croissanty. Stają w parterowych oknach przy samej ulicy – każda w jednym, jak w dzielnicy czerwonych latarni – i przeciągają się leniwie w piżamach. Piżamy są białe i mają dziecinne wzory: małe konewki, jakieś skakanki, rysunkowe myszki. Potem jak na rozkaz podchodzą do swoich luster ustawionych na parapetach, rozplatają warkocze i czeszą się, patrząc w oczy klientom bistro. Dlatego
W towarzystwie dwóch Finów
Operatorzy długo ustawiali kamery. Siedziałam na metalowych schodkach na podwórku średniej wielkości gospodarstwa agroturystycznego i naturalnie się uśmiechałam, udając, że nic nie kłuje mnie w zadek, że nie mam kataru ani brzucha pełnego zielonej herbaty Lipton. Fasadę budynku ściśle pokrywał bluszcz i operatorzy co chwilę wykrzykiwali coś w rodzaju: „Południe Francji!” albo „Prowansja!”. Tymczasem w tle widać było jedynie górę Ślężę, albowiem znajdowaliśmy się pod Wrocławiem. Odkąd wjechaliśmy oznaczonym, firmowym busem na pełne kotów podwórko,
Mów mi
Mnóstwo legend i przesądów narosło przez wieki wokół życia pisarzy. Już samo określenie „życie pisarzy” jest intelektualnie podejrzane i zawiera w sobie oszustwo, ponieważ nie ma czegoś takiego jak typowe, przykładowe, uniwersalne „życie pisarza”. Tak jak każdy tokarz, ślusarz, tenisista czy polityk – każdy pisarz ma nie tylko inne życie, ale także inny stosunek do pisania.Jeden lubi pisać i aż go skręca, a kiedy długo nie pisze, nęka go syndrom odstawienia: trzęsie się jak galareta, próbuje alkoholem wypełnić wyrwę
Miejsce z kulkami
Mnożą się, pączkują: dupersznity, klamoty, śmieciuchy, gargulce – na półkach i parapetach, na regałach z książkami. Inwazja: powoli zajmują każdy skrawek mieszkania, ograniczając naszą swobodę życiową. Walczymy z nimi o tlen! A tylko spróbuj je usunąć, choćby znieść w worku do piwnicy, choćby przesunąć na balkon – zaraz się uciekają do gierek z naszą pamięcią i wyobraźnią. Przedmioty – mali szantażyści – patrzą oczkami z porcelany, jakby mówiły: „Uważaj, bo się rozryczę!”. Co chcesz wyrzucić? Spacer po molo w Sopocie







