Jerzy Domański
Zawał górnictwa po Tusku
Na wyrok po katastrofie w kopalni Halemba trzeba było czekać aż dziewięć lat. Dopiero za kilka dni Sąd Okręgowy w Gliwicach wypowie się w sprawie tragicznej śmierci 23 górników, których w 2006 r. zabił metan. Górnictwo ma najdłuższą listę tych, którzy zginęli, wykonując swoją pracę. Strach o życie synów i mężów jest na stałe wpisany w życie śląskich rodzin. Ilekroć słyszę ujadanie na nazywane przywilejami płace i emerytury górnicze, wiem, że robią to ludzie, którzy nigdy by za takie pieniądze w górnictwie nie pracowali. Kolejnym
Rok wyborów
Idziemy własną drogą. Tak odpowiadam na pytania o stanowisko redakcji w różnych ważnych kwestiach. Tę naszą drogę najlepiej określają redakcyjne busole, czyli wybitni intelektualiści, którzy wybrali łamy naszego tygodnika. Czytelnicy zaś chcą wiedzieć, co myślą prof. Łagowski i prof. Widacki czy prof. Stomma. To nasi liderzy. A od tego numeru będziemy również prezentować rysunki Andrzeja Mleczki. Takiego towarzystwa można nam tylko pozazdrościć. To wielka przyjemność móc redagować pismo dla ludzi, którzy lubią czytać. Dla tych, którzy chcą więcej
Naszym azymutem są Czytelnicy
To była wspólna decyzja grupy ludzi redagujących „Przegląd Tygodniowy”. Gdy w grudniu 1999 r. zmęczeni konfliktami z właścicielem, typowym reprezentantem rodzącego się kapitalizmu, postanowiliśmy pójść na swoje, nie wróżono nam powodzenia. Zostawiliśmy tytuł z tradycjami i kompletnie wyposażoną redakcję, by zacząć od zera. Naszym jedynym kapitałem były wówczas własne umiejętności i poparcie dla naszej decyzji ze strony wybitnych autorów, którzy pisali do „Przeglądu Tygodniowego”. Aleksander Małachowski, Krzysztof Teodor Toeplitz, Bronisław Łagowski i Tadeusz Zieliński wsiedli z nami
Gdzie są ci fałszerze?
Jeszcze politycy skaczą sobie do gardeł. Jeszcze PiS bije w bębny i woła, że wybory zostały sfałszowane. Te same zresztą wybory, w których, gdyby serio traktować wywody polityków, nikt nie przegrał. Skoro więc wszyscy wygrali, to o co ten raban? Na górze głośno od epitetów. A na dole? Jedni zaczęli od decyzji, które zapowiadali wyborcom, a drudzy, np. radni w gminie Abramów (woj. lubelskie), od podwyżki diet. Ze 110 zł na 400 zł miesięcznie. Bez ryzyka mogę napisać, że takiego punktu w ich programie wyborczym z pewnością nie było.
Wojny powyborcze
No i po wyborach. W samorządach nareszcie wiadomo, kto wygrał i może odbierać gratulacje, a kto musi zacząć pracować na lepszy wynik. Najlepiej od razu, bo szanse na poparcie wyborców będzie miał większe. Oprócz protestów, które trafiają do sądów, warto by jeszcze wyjaśnić, co się stało z armią obserwatorów delegowanych przez wszystkie partie do patrzenia na ręce komisjom wyborczym. Gdzie są ci mężowie zaufania, ta rzesza ludzi, która była przy wyborach właśnie dlatego, by teraz dać świadectwo faktom? Nie sądzę jednak, by podpisali się
Generałowie bez wojska
Wstyd. To słowo miałem w głowie, gdy patrzyłem, jak Państwowa Komisja Wyborcza przegrywa z systemem informatycznym. Żal było patrzeć, jak bezradni wobec nowych technologii mogą być ludzie zasłużeni i dobrej woli, ale z innej epoki. Wśród krytykujących jest wielu polityków, którzy przez 11 lat, jakie upłynęły od kontroli NIK sygnalizującej mankamenty działania PKW, nie zrobili nic, by jej pracę poprawić. A sygnałów, że coś tam przy okazji kolejnych wyborów nawala, było wiele. Tyle że PKW
Promotorzy Hofmanów
Nareszcie. Pierwsi z niemałej grupy cynicznych i bezczelnych ponad wszelką miarę psujów życia publicznego wypadli z gry. Tylko na jak długo? Nie wiem, czy ktoś zaryzykuje powiedzenie, że na zawsze. Zwłaszcza po doświadczeniu z Michałem Kamińskim, którego mimo kompletnej kompromitacji Donald Tusk przygarnął do PO, a na dodatek dał mu jeszcze pierwsze miejsce na liście do Parlamentu Europejskiego. Czy z Jackiem Kurskim, który był już wszędzie, a teraz mizdrzy się znowu do PiS. Albo z Januszem Palikotem, który wprowadził do polityki taki brak klasy, że po jego happeningowych wygłupach
Nie ma samorządności bez lewicy
Dla wielu wybory samorządowe to tylko jednodniowa przerwa w narzekaniu na lokalną władzę. Narzekaniu, które ma też swoje całkiem konkretne powody. Choć w ocenie ostatniego 25-lecia dominował ton wychwalania wszelkich możliwych sukcesów samorządów, bywały to często oceny bardziej życzeniowe niż realne. A przecież są miejsca w Polsce, gdzie samorządność ma się tak dobrze, że mieszkańcy nie muszą się zastanawiać, na kogo głosować. Wybór jest tam oczywisty, bo kandydaci mają za sobą realny dorobek. Tyle że takich miejsc, szczęśliwych
Wybory co roku
A gdyby tak wybory samorządowe były co roku? Wcale nie żartuję. Jeśli tyle można zrobić w ciągu paru miesięcy na finał kadencji, to warto wykorzystać ten ogromny, choć uśpiony potencjał naszych rad. Oraz wójtów, burmistrzów i prezydentów, których teraz lepiej poznajemy. Ciągle przecież widzimy ich, jak taśmowo coś otwierają, odsłaniają albo oddają do użytku. Od lata jestem nieustannie zadziwiany. Nawet nie podejrzewałem, że za drzwiami tylu urzędów kryją się nie ospali i rozleniwieni urzędnicy, ale czające się do skoku tygrysy pomysłowości.
A słowo bumerangiem wróciło
Jakiż malutki jest kroczek od pozycji drugiej osoby w państwie, ważnego marszałka i uznanej persony do osoby poniewieranej przez media i opozycję, odzieranej z godności i kierowanej na badania do wiadomego specjalisty. Przypadek Radosława Sikorskiego dużo mówi o polskiej prawicy. I nie są to dla tej formacji pochlebne opinie. Opozycja wykorzystuje zamieszanie, jakie wywołał marszałek Sikorski, opowiadając amerykańskiemu portalowi Politico.com o kulisach spotkania Tuska z Putinem przed sześciu laty. I domaga się, by polityk, którego nie cierpi, zniknął wreszcie z życia publicznego. Argumenty ma mocne,






