Jerzy Domański
Moda na obywatela
Miło dożyć czasów, gdy piękne słowo obywatel nie tylko trafia do powszechnego obiegu, lecz także staje się obiektem pożądania i oznaką prestiżu. Szyldem, pod którym warto iść do wyborów. Świetną nazwą dla partii, komitetów wyborczych i inicjatyw lokalnych. Nie wiem, ile jest w tym pędzie utożsamiania się ze starą tradycją demokracji uczestniczącej, w której obywatel nie tylko wybiera, ale również bierze aktywny udział w podejmowaniu decyzji, a ile sprytu specjalistów od opakowywania polityki najskuteczniejszymi metodami z pogranicza promocji, reklamy i marketingu. Dla tych,
GMO włazi przez szparę
Zamiast chytrej zagrywki, która miała być za, a nawet przeciw GMO (genetycznie modyfikowane organizmy), rząd i parlament rzuciły na biurko prezydenta Komorowskiego coś, co przypomina gorący kartofel. I nawet jeśli nie jest to bulwa zmodyfikowana przez genetyków według amerykańskich receptur, ale pyszny, polski ziemniak, to i tak nie wiadomo, co z nim zrobić. A wszystko przez to, że wbrew własnemu stanowisku z 2008 r., kiedy to premier Tusk oświadczył, że rząd dąży do tego, by Polska była krajem wolnym od GMO, w ostatnich tygodniach urzędowania przyjęto ustawę
Pamiętał, skąd przyszedł
Gdy z zapyziałego, chłopskiego domu, przy którym w małym, brudnym stawie wiejskie dzieci kąpały się razem z krowami, trafia się na szczyty władzy, to człowiek, który przechodzi taką drogę, musi budzić emocje. Po wojnie takie życiorysy jak droga Andrzeja Leppera do wysokich stanowisk były dość typowe. Młodzi i ambitni ze wsi drogą awansu społecznego pięli się do góry. Napędzała ich chęć wyrwania się z biedy i zakosztowania uroków wielkiego świata. Obraz z dzieciństwa, w którym na pierwszym planie była
Pisanie na Berdyczów
Napisałem 200 pism w sprawie decyzji, które są niezbędne w wojskach lotniczych, by mogły normalnie funkcjonować – zdążył powiedzieć gen. Czaban, zanim został zdymisjonowany przez nowego szefa resortu obrony. Takich generałów i oficerów było z pewnością wielu. Gdyby ich propozycje, interwencje, a często i rozpaczliwe lamenty zebrać w jedno miejsce, to byłaby z tego spora biblioteka. Tylko że wojskowi to nie literaci i pisali, bo chcieli konkretnych decyzji. A te były w rękach zwierzchników sprawujących cywilną kontrolę nad armią. Czyli polityków. Skłóconych, podzielonych
Międzynarodówka draństwa
Koniec brytyjskiego tabloidu „News of the World” był taki sam jak jego szemrany żywot. Modelowy przykład bezczelności, cynizmu i pazerności ubranej w szaty wolnej prasy. Jedna z pereł w koronie australijskiego magnata medialnego Ruperta Murdocha. Multimiliardera, którego bali się nawet bardzo ważni politycy. Nie bez powodu. Bo człowiek, który trzyma w ręku potężne gazety i stacje telewizyjne, miał również realny wpływ na wyniki wyborów. I to nie na Karaibach, ale nawet w Wielkiej Brytanii. Jego faworyci, czyli kandydaci
A gdyby nie Komorowski
Mądry polityk bierze pod uwagę różne scenariusze. Przede wszystkim takie, które zakładają porażkę. Bo kiedy wygra wybory, to armia ludzi krzyknie: wygraliśmy! Ale gdy przegra, to przekona się, że porażka jest sierotą. Minął rok od wyborów prezydenckich i można by się przewrotnie zastanowić, co by było, gdyby wówczas w drugiej turze wygrał Jarosław Kaczyński. Nie za dużo mu przecież do tego zabrakło. Jaki scenariusz byłby realizowany? Gdzie byśmy teraz byli? Jako kraj i jako społeczeństwo? Każdy sam musi sobie
Maturalne płacze i cuda
Prawie każdy z mocno już dorosłych ludzi miał w swoim życiu koszmarny sen. Stawał powtórnie przed maturalną komisją egzaminacyjną. I zapomniał języka w gębie. Taka wizja może przyprawić o ból głowy największych twardzieli. Coś jest na rzeczy, bo rzadko spotykam ludzi, którzy mimo znaczących osiągnięć zawodowych chcieliby jeszcze raz się sprawdzić na maturze. I pewnie w poczuciu własnych lęków i stresów związanych z tymi egzaminami tak życzliwie kibicujemy kolejnym rocznikom maturzystów. Z życzliwością tak dużą, że za gorsze wyniki
Bez histerii. To tylko kryzys
Zacznę od tego, że w sprawach Unii Europejskiej, mimo krótkiego czasu, wiele się u nas od 1 maja 2004 r. zmieniło. Choćby to, że powiedzonko wymyślone przez jednego z liderów ważnych partii politycznych i z lubością przez niego powtarzane, by skutecznie doić brukselkę, przechodzi do historii. Nieszybko i nie od razu, ale nie jest już w dobrym tonie takie podejście do instytucji, której jesteśmy coraz ważniejszym członkiem. Daleko nam jeszcze do tego, by parafrazując Johna Kennedy’ego, ogłosić: „Nie pytaj, co Unia Europejska może zrobić dla
Tusk na rozdrożu
Niejeden raz z zażenowaniem patrzyłem na rechocących bez sensu polityków. Poczucie humoru w tej grupie zawodowej jest niestety bardzo marne. Ale to, jak na raport Ryszarda Kalisza o okolicznościach śmierci Barbary Blidy zareagowali Jarosław Kaczyński i Zbigniew Ziobro, urąga najniższym standardom zachowań wymaganych od każdego w obliczu śmierci. A gdy do tego PiS-owskiego rechotu dołączyli publicyści bardziej wierni tej partii niż faktom, pozostaje zapytać: z czego się śmiejecie? Czego czarni bohaterowie raportu tak bardzo się boją, że ogarnęła
Jerzy Domański – Komentarz
Niejeden raz z zażenowaniem patrzyłem na rechocących bez sensu polityków. Poczucie humoru w tej grupie zawodowej jest niestety bardzo marne. Ale to, jak na raport Ryszarda Kalisza o okolicznościach śmierci Barbary Blidy zareagowali Jarosław Kaczyński i Zbigniew Ziobro, urąga






