Felietony
Wojna z narodem – nie z dyktatorem
Z pisaniem tego felietonu należało zapewne zaczekać kilka dni, lecz muszę jutro wyjechać na posiedzenie Rady Europy, a tam nie mam ani czasu, ani dobrej maszyny do pisania. Czas, o którym mówię, byłby mi potrzebny na doczekanie się wyjaśnienia sytuacji wojennej w Iraku. Moje wystąpienie w Sejmie RP w tej sprawie zostało być może źle zrozumiane i w moim biurze poselskim zaczęły dzwonić telefony z pretensjami, iż popieram tę wojnę. Przeto wyjaśniam ponownie, że jako ktoś związany od lat z ideologią i strukturami organizacyjnymi Czerwonego
Negacje
Sojusz Lewicy Demokratycznej wyłaził ze skóry, żeby oderwać się od swoich rzeczywistych korzeni i bodajże już mu się to udało. Jego liderzy, a teraz zapewne i liczni członkowie uważają, że pół wieku istnienia powojennego państwa za fakt godny ubolewania. Ponieważ jest to pogląd anty-oczywisty, paradoksalny, wprost absurdalny, wolno przypuszczać, że został przyjęty w złej wierze, z obawy przed karą taką czy inną. Pogląd ten zostanie odrzucony, gdy przeciwnicy utracą zdolność karania. Ponieważ realny socjalizm był nudny, a w końcu
Oczko w pończosze
Obecne zamieszanie w życiu publicznym nie ogranicza się jedynie do jakiejś afery korupcyjnej ani też nie jest plajtą jakiejś koncepcji politycznej, lecz staje się kryzysem państwa. Rozpętana w grudniu ubiegłego roku afera medialna, rozpatrywana obecnie przez sejmową Komisję Śledczą, której działalność przedłuża się niczym wojna w Iraku, stała się jedynie detonatorem procesu dotyczącego nie tylko elity władzy, ale i samych dołów. Jeśli bowiem policja wyprowadza w kajdankach burmistrza Starachowic jako podejrzanego o udział w mafii samochodowo-narkotykowej,
Drink Saddama i geny Dyducha
Na saloonach – w Teksasie i u nas także, bo przyjaźń z kowbojami, jak się okazało, datuje się od czasów starożytnych – wciąż analizuje się, dlaczego Blitzkrieg, a więc wojna, która miała być błyskawiczna jak zupa Knorra, ś l i m a c z y się i ma szansę wejść do słynnej księgi rekordów jako najdłuższy Blitzkrieg w historii. Ślimak pokazał rogi, a żaden amerykański żołnierz nie wie, że po to, by ruszył do przodu, trzeba dać mu paliwa, czyli sera na pierogi. Operacja pustynna burza udała
Przed rzeźnią
Nie powiem, że obchodzili się ze mną źle, co to, to nie, po prostu dwóch dobrze zbudowanych facetów z brygady antyterrorystycznej wzięło mnie za ręce z obu stron i zapakowało szarówką do ciężarowego samochodu, w którym z powodu opuszczonych plandek panował półmrok. Obyło się też bez żadnego komentarza i bez jakiejkolwiek odpowiedzi na pytanie: „Co się stało? I dokąd jedziemy?!”. Kiedy oczy zaczęły się przyzwyczajać do ciemności, zobaczyłem, że nie jestem sam. Na ławkach przykręconych do burt siedziało już sporo osób, których w pierwszej chwili nie mogłem rozpoznać.
A problemy rosną i rosną
Zaczęła się wiosna i chciałoby się zacząć optymistycznie, na przekór temu co w polityce i gospodarce. Niestety, dziś realia są zbyt czarne. Od dawna nie było tak wielu powodów do frustracji. Wojna z Irakiem, która podzieliła państwa, narody, a nawet rodziny, nie będzie rozstrzygnięta w takim tempie i w taki sposób, jak myśleli Amerykanie. I sprawi jeszcze niejedną niespodziankę, w myśl zasady, że jeśli może być gorzej, to na pewno będzie. Na własnej skórze przekonujemy się, jak to działa w polskich realiach. I sami siebie
Żyć to znaczy zabijać
„Nowe horyzonty” to ukazująca się od paru lat nowa seria naukowa wydawnictwa Rebis. Bardzo dobra, bardzo naukowa, w miarę przystępna i całkowicie antymetafizyczna. To właśnie jest przykład nieustępliwego, niczym nieprzejednanego darwinizmu, który posiadł formułę wyjaśniającą cały świat. Trudno z nim wojować, bo co zgodne z ewolucją, to oczywiste, a co niezgodne – szkodliwe. Już parę razy pisałem, że to właściwie imponująco piękna i skuteczna, ale przecież pułapka. Mogę tylko czuć, że ta doktryna coś mi jednak odbiera, choćby wątpliwości i niepewność. Przeczytałem
Przegląd obrzydliwości
Zapiski polityczne 27 marca 2003 r. Dopiero wczoraj odnalazłem w „Przeglądzie” notatkę informującą o haniebnym zdarzeniu, którego sprawcą jest poznański szmatławiec „Wprost”. Napisano tam o mnie, że jestem „chorym człowiekiem, któremu przed posiedzeniem Sejmu wydaje się przepustkę ze szpitala psychiatrycznego i zdejmuje kaftan bezpieczeństwa”. Obrzydliwość tego ataku nie polega tylko na tym, że jest obraźliwy. Gorzej. Zawiera on naigrawanie się z pewnego faktu. Ja istotnie sporo przebywam w szpitalach, ale nie choroba psychiczna mnie męczy, lecz nowotwór. Prowadzę z nim od blisko dwóch
Zgryźliwe uwagi
Czytałem w tygodniku „NIE” (idę za modą), że zamiast starego podziału na lewicę i prawicę możemy mieć partię Kulczyka, partię Prokomu i podobne. Ostrożnie z żartami. Właśnie doleciała mnie z radia wiadomość, że prezydent stanął po stronie Agory, przeciw Stowarzyszeniu „Ordynacka”… Ponieważ prezydent jest instytucją czysto polityczną, konflikt, w którym zajął stanowisko (przynajmniej tak głosi czwarta władza), też musi być polityczny. Wnioskując dalej według logiki czwartej władzy, należałoby się spodziewać, że w przyszłych wyborach prezydent
Pałac
Wbrew tytułowi nie będzie tu ani o „dużym pałacu” ( prezydenckim) ani o „małym pałacu” (premierowskim). Nic z tych rzeczy. To prawda bowiem, że trwa właśnie w najlepsze dekompozycja państwa polskiego, rozkręcanie go na drobne śrubki, których zapewne przez długi czas nie będziemy potrafili złożyć do kupy, zwłaszcza że sporo z tych śrubek – a więc instytucji i osób – wychodzi z tego zabiegu upaćkanych, i to wcale nie oliwą, która mogłaby usprawnić ich działanie. To prawda także, że coraz trudniej sobie wyobrazić, jak tą zdezelowaną






