Zgryźliwe uwagi

Zgryźliwe uwagi

Czytałem w tygodniku „NIE” (idę za modą), że zamiast starego podziału na lewicę i prawicę możemy mieć partię Kulczyka, partię Prokomu i podobne. Ostrożnie z żartami. Właśnie doleciała mnie z radia wiadomość, że prezydent stanął po stronie Agory, przeciw Stowarzyszeniu „Ordynacka”… Ponieważ prezydent jest instytucją czysto polityczną, konflikt, w którym zajął stanowisko (przynajmniej tak głosi czwarta władza), też musi być polityczny. Wnioskując dalej według logiki czwartej władzy, należałoby się spodziewać, że w przyszłych wyborach prezydent powie nam, dlaczego należy głosować na stronnictwo Agory, a nie na stronnictwo byłych studentów. Może jest tak, jak mówi radio, a może zupełnie inaczej, mamy taki klimat, że wszystko można powiedzieć, wszystko wydaje się jednakowo prawdopodobne i jednakowo nieprawdopodobne, skorumpowani politycy jednej partii piętnują korupcję w drugiej, a notoryczni blagierzy „szukają prawdy”.
Niedawny czas, kiedy wszystko, co żyło, a także wiele rzeczy martwych, podlegało podziałowi na postkomunizm i antykomunizm, już może się wydawać cudownie zdarzonym okresem moralnej czystości. W rzeczywistości był to czas korupcji jeszcze większej niż obecna. Wtedy to za marne korzyści materialne i polityczne przehandlowano wiele polskich zakładów przemysłowych i banków. Mało który „rywin” z zagranicy odchodził z pustymi rękami.
Wskutek przyzwyczajenia wyniesionego z „Solidarności” niektórzy źródeł korupcji poszukują oczywiście w PRL-u. Od czasu upadku PRL-u już czternaście roczników opuściło uniwersytety z dyplomami magistrów. I za nimi ma się ciągnąć duch gospodarki niedoboru? Czy wady nabyte przez ludzi w warunkach gospodarki niedoboru mogą się rozplenić przy pełnych półkach i przewadze podaży nad popytem? Czy samo to rozumowanie nie jest objawem szczególnej korupcji – politycznej korupcji myślenia?
Najbardziej demoralizujący był okres, w którym podziały polityczne („komuna” i „antykomuna”) przeważały nad wszystkimi innymi podziałami i prawie zupełnie wyeliminowały kryteria etyczne. Autorytety moralne zdyskredytowały się, ponieważ zawsze występowały w interesie jednej strony politycznej, nie muszę mówić której. Zresztą nadal tak postępują. Kilkanaście co najmniej lat przewagi podziału politycznego nad podziałami moralnymi nie mogło dać innego skutku niż ten, nad którym dziś autorytety obłudnie załamują ręce. Obsadzanie stanowisk swoimi ludźmi było zwycięstwem słusznej sprawy; dopiero gdy zaczęli robić to konkurenci, zresztą w mniejszym zakresie, stało się dowodem zepsucia.

*

Pisałem nieraz, że w nowych warunkach stary, wiekowy podział na lewicę i prawicę nie ma wielkiego znaczenia. Najgwałtowniejsze konflikty nie według tego podziału będą się rozgrywały. Wieczna i nieusuwalna jest tylko wrogość między bogatymi i biednymi, ludem i oligarchią. Tą wrogością żywią się partie.
Oligarchia ma pieniądze, ale biedni dla równowagi mają więcej głosów, dlatego także partie programowo i snobistycznie oligarchiczne jak Platforma Obywatelska i Unia Wolności starają się schlebiać biednym i przyciągać ich raz na cztery lata na swoją stronę.
Sojusz Lewicy Demokratycznej jest partią, z którą biedni złączyli swoje nadzieje i właśnie zastanawiają się, czy się nie pomylili. Liderzy Sojuszu zostali zauroczeni przez partie oligarchiczne, a ponadto zasmakowali w stylu życia nowobogackich. Weszli w kręgi wrogie ich partii i nie wyciągnęli z tego żadnych politycznych korzyści. Wyborcy zaczynają podejrzewać, że nie są już liderom do szczęścia potrzebni, że 20-15 procent głosów nie będzie dla nich wielką sztuką utrzymać, a to wystarczy, aby czołówka mogła pozostawać na oświetlonej scenie i koegzystować pokojowo z resztą oligarchii. Tak mówią wyborcy bardzo zgorzkniali, jeszcze nie wszyscy.
Niemoc ideowa, jaką zarzuca się SLD i jaka męczy jego członków, jest skutkiem braku głębszego zainteresowania rzeczywistością. Uderzająca jest łatwowierność w przyjmowaniu poglądów na teraźniejszość i przeszłość głoszonych przez przeciwników. Mówiąc o rzeczywistości, nie myślę o aktualnościach dnia czy wycinku czasowym, w jakim działa polityk demokratyczny. Dla partii, dla ruchu społecznego rzeczywistością jest epoka historyczna, teraźniejszość rozciągnięta wstecz aż do swoich źródeł, przeszłość nadal powodująca skutki. Żadna idea, żadna ideologia nie powstała inaczej niż przez wmyślanie się w rzeczywistość. Przywódcy SLD, a za nimi już chyba większość członków sztucznie skracają historię swojej formacji i ten okaleczony kikut starają się sztukować a to niepodległościowym socjalizmem, a to „solidarnościowymi wartościami”. Nie ma w tym ani prawdy, ani szczerości, ani realizmu. Zanim zacznie się na serio mówić o ideowości, cokolwiek by to hasło znaczyło, trzeba najpierw wyrobić sobie własną podmiotowość.

Wydanie: 14/2003

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy