Felietony
Ksywa „Wpojona zasada”
Przebój sezonu tym razem to niewątpliwie historia poznańska, ale ja nie chcę w tej kwestii mnożyć opinii, bo od spraw moralnych w naszym uroczym grajdołku mamy tyle wybitnych autorytetów, że już samo zabranie głosu z mojej strony mogłoby zostać odebrane jako niestosowny żart. Rozbawiła mnie tylko, a może nawet lepiej zabrzmi, zaskoczyła i zastanowiła pani poseł Anna Sobecka z Ligi Polskich Rodzin. Otóż ten wybitny przedstawiciel naszego parlamentaryzmu powiada o całym tym zdarzeniu tak: „Celem artykułu
Świat na ostrzu brzytwy
Pogróżek prezydenta Busha, kierowanych pod adresem tak zwanej osi zła, czyli Iraku, Iranu i północnej Korei, na początku nikt nie chciał – poza Ameryką – traktować poważnie. Jeden z amerykańskich publicystów napisał, że owszem, Europejczycy godzą się na czarną listę prezydenta Busha, ale wprowadzają trochę inne nazwy zamiast wspomnianych państw, bo mniemają, że niedobra trójca to sekretarz obrony, Donald Rumsfeld, doradczyni prezydenta, Condoleezza Rice, oraz wiceprezydent Richard Cheney. Bush jednak powraca do tej swojej „osi”
Pamiętniki Ronikiera
Bez uprzedzeń Wydane po raz pierwszy „Pamiętniki” Adama Ronikiera dają okazję do zastanowienia się nad strategią obronną społeczeństwa obywatelskiego w warunkach zniewolenia dokonywanego najokrutniejszymi środkami. Warto też skupić uwagę na osobie autora „Pamiętników”. Gdyby trzeba było wskazać osobę, która podczas wojny zrobiła dla Polaków najwięcej dobrego, moim nominatem byłby Adam Ronikier. Pewną rolę odegrał już podczas pierwszej wojny światowej. Należał do stronnictwa tak zwanych aktywistów, zwolenników orientacji proniemieckiej. Z ramienia Rady
Podręcznik
Kuchnia polska Uczymy się demokracji parlamentarnej. Żeby się jednak czegokolwiek nauczyć i żeby wiedza ta miała jakąkolwiek wartość obiektywną, trzeba mieć do tego jeden uznawany powszechnie podręcznik. Opowiadano mi kiedyś o pomysłowym Polaku, który zaplątawszy się w czasie wojny do Sudanu, bodaj utrzymywał się z uczenia miejscowej ludności języka angielskiego. Kiedy jednak któryś z jego pojętnych uczniów znalazł się na Wyspach Brytyjskich, okazało się, że mówi on nie po angielsku, lecz po polsku, ponieważ podręczniki z których się uczył, różniły
Nie sponsor, ale i nie jałmużnik
Już za niecałe dwa lata Unia Europejska może mieć 25 członków i 450 milionów mieszkańców. To jest wersja optymistyczna. Według niej, Polska ma do odegrania w przyszłej Unii jedną z ważniejszych ról. Prace nad tym, najważniejszym od dziesięcioleci, projektem politycznym i gospodarczym są już bardzo zaawansowane, a przyjęte terminy, choć uznawane za trudne, ciągle realne. Finałem żmudnych prac legislacyjnych i organizacyjnych oraz wieloletnich negocjacji będą korki szampana strzelające 1 stycznia 2004 roku w wielu stolicach Europy.
Z wiatrem czy przeciw wiatrowi?
Media i okolice Unia Europejska, jak ZChN w znanej piosence, zbliża się. A jeszcze szybciej zbliża się termin referendum. Nie prezydent, nie rząd, nie Sejm i Senat ani nawet nie Episkopat, ale sami Polacy bezpośrednio zdecydują, czy zaakceptować Polskę w Unii. W istocie będzie to pytanie, czy nasz kraj ma dołączyć do czołówki gospodarczej świata, czy też ma wlec się w jego ogonie. Zachodnioeuropejczycy dobrze wiedzą, że Unia powstawała na dwóch płaszczyznach: jako projekt polityczny nowej, pokojowej i przyjaznej Europy oraz jako projekt
Perpetuum mobile
Przeboje sezonu Hitem tygodnia była wiadomość, że Komenda Stołeczna Policji, czyli najważniejsza Komenda w Kraju pobierała niezgodnie z prawem pieniądze za zużyte paliwo od załóg patrolowych. Gdy policjanci przekraczali limit kilometrów, resztę trasy musieli opłacać z własnej kieszeni. – Naliczano nam kary za przekroczenie limitu – mówi jeden z funkcjonariuszy – ale za litr paliwa musieliśmy płacić po cenach rynkowych, podczas gdy wydział transportu benzynę kupował po cenach hurtowych. Odzyskane w cenie detalicznej pieniądze komenda
Orły, sokoły
Wszystkich zainteresowanych jakby zamurowało, kiedy Mieczysław Rakowski zapytał publicznie elitę polityczną i intelektualną „Solidarności”, dlaczego tak drastycznie zmieniła poglądy, wyrzekając się poprawionego socjalizmu na rzecz kapitalizmu, liberalizmu, wyzysku po prawdzie. Geremkowi, Kuroniowi, Mazowieckiemu i Michnikowi mowę odjęło. Odezwała się tylko Anna Tatarkiewicz, która – o ile mi się zdaje – poglądów nie zmieniła i wywołała do tablicy Karola Modzelewskiego, także wiernego swoim przekonaniom. Rzeczywiście, bohaterscy i niezłomni obrońcy robotników po prostu ich zdradzili. Jakoś
Straszne, ale prawdziwe
Zapiski polityczne Zanim zacząłem pisać ten felieton, otworzyłem list nadesłany na adres Sejmu RP ze Szczecina przez panią Barbarę z ul. Wyzwolenia. Nie podaję nazwiska, gdyż nie zostałem do tego upoważniony. Oto fragmenty listu: „…u Niemców mamy opinię złodziei, u Amerykanów – głupków i żydożerców, a teraz pokazujemy, że nawet we własnym kraju nie potrafimy rządzić. Czy po to tylu młodych ludzi poświęciło życie, by przez głupotę paru warchołów znów stać się łupem państw ościennych?”. „…byłam wychowywana w duchu dumy narodowej, a teraz
Przed katastrofą
Prawo i obyczaje Włodzimierz Iljicz Lenin określił w sposób lapidarny istotę totalitarnego państwa w słynnym zdaniu wypowiedzianym w okresie NEP-u: „My nie uznajemy niczego prywatnego w gospodarce, dla nas wszystko jest publicznoprawne”. Sentencja ta niczym nieszczęśliwa gwiazda towarzyszyła wszystkim „demokracjom ludowym” aż do upadku komunizmu w Europie Wschodniej. Wyższość unormowań publicznoprawnych nad prywatnoprawnymi była uznawana także w PRL-u. Dzisiaj odwrotnie, żyjemy w czasach kultu wszystkiego, co prywatne. Nasi reformatorzy wzięli się z gorliwością neofitów za prywatyzację nawet






