Roman Kurkiewicz
Niedobór determinacji we krwi
Bezkrwawa, choć bezpardonowa, pozornie bezprzemocowa, choć niszczycielska rewolucja Jarosława Kaczyńskiego prze wartko ku sobie znanemu – lub nie – horyzontowi. Z rzadka, jeśli w ogóle, napotyka spowalniające ją przeszkody, siły, formacje, o pomysłach nie wspominając. W czasach, kiedy polityka się wyczerpała, ma fatalną prasę i jeszcze gorszą oglądalność, z zadziwieniem oglądamy, jak szeroko idzie ta zmiana, jak przeoruje dotychczasowe instytucje, miażdży nawyki, demontuje przyzwyczajenia, przedefiniowuje „oczywiste oczywistości”, biel nazywa czernią, a czerń wybiela.
Smogowy cokół
Ani stawianie pomników (smoleńskich, papieskich, kaczyńskich, katolickich, bitewnych), ani ich burzenie (gen. Świerczewskiego w Bieszczadach, kolejnych mauzoleów żołnierzy radzieckich, wycinka naturalnego lasu Puszczy Białowieskiej) nie rozwiązuje żadnego prawdziwego problemu w Polsce. Pochłania naszą uwagę, ogniskuje złość jednych albo schadenfreude drugich, tworzy wartość widmową do naszego niewidocznego życia. Lasy Państwowe, które są odpowiedzialne za nielegalną wycinkę drzew w Puszczy Białowieskiej, właśnie zajęły się rozbiórko-wyburzeniem pomnika „Waltera”. PiS, nie mając szans
Frasyniukiada a Kapela
Memizacja polskiego życia politycznego i przymus natychmiastowego reagowania na to, co się dzieje i co możemy zobaczyć, na takim czy innym portalu społecznościowym sprawia, że często doznajemy nadmiarowego i zbędnego pobudzenia, a w tej samej chwili umykają naszej uwadze rzeczy mniej spektakularne, ale faktycznie groźne i mogące mieć dalekosiężne konsekwencje. W zeszłym tygodniu mieliśmy akurat doskonałą ilustrację tego zjawiska. Oba przykłady dotyczą wymierzania sprawiedliwości przez instytucje państwa. Pierwsze wydarzenie przetoczyło się przez media wszelakiej proweniencji jak huragan
Pierwszy w historii naród samych świętych
Próbując racjonalnie zmierzyć się z działaniami, myśleniem i wizją funkcjonowania Polski rządzonej od ponad dwóch lat przez ekipę Prawa i Sprawiedliwości pod wodzą Jarosława Kaczyńskiego (dla przyjaciół – naczelnika), co i rusz walimy bezradną głową w mur nie do pokonania. Ostatnie dwa lata utwierdzają nas w głębokim, żywionym przez dużą część społeczeństwa już sporo wcześniej przekonaniu, że świat poza Polską nie istnieje. Można by oczywiście tu się zatrzymać przy doświadczeniach, a raczej ich kompletnym braku, samodzielnych i bezpośrednich kontaktów
Żądajmy wszystkiego
A może daliśmy sobie wmówić, może się przyzwyczailiśmy, że polityka jest skomplikowana, niezrozumiała, nieuczciwa i agresywna? Może udało się zachęcić miliony do pozostawania w domu, kiedy trzeba iść na wybory i wrzucić kartę z naszym ważnym głosem? Albo z bezradności i poczucia bezsensu – nieważnym? Polityczne stało się epitetem, zarzutem, pretensją. I wówczas do politykę biorą się osoby, które wybierają partykularyzm zamiast dobra wspólnego, lobbystyczny interes zamiast sposobów uniwersalnych, doraźność zamiast rozwiązań perspektywicznych.
Był, jest i będzie czerwony
Kiedy tylko ujawnia się bardziej mroczne oblicze polskiej prawicowej sceny politycznej, choćby w błazeńskich obrazkach świętujących polskich faszystów, którzy wznoszą toasty za Hitlera czy układają swastykę z czekoladowych wafelków, natychmiast z zadziwiającą prawidłowością następuje automatyczne przekierowanie uwagi na barwy czerwone i takież sztandary. Odbywa się rytualny spektakl rzekomych dwóch ekstremizmów: faszyzmu i komunizmu, pojawia się widmo równorzędnych totalitaryzmów. Polska prawica i polityczne centrum, przy powszechności fobii (a raczej wybranej strategii propagandowej) antykomunistyczno-antylewicowej,
Warszawa wolna od faszystów
Od kilku lat, gdy zbliża się 17 stycznia, wracam choć na chwilę, na mgnienie oka do fragmentów zapisków z tych dni 1945 r. korespondenta „Krasnoj Zwiezdy”, dziennika Armii Czerwonej, które prowadził wielki, genialny pisarz radziecki Wasilij Grossman. W nigdy nieopublikowanych (ale też nie „zaaresztowanych”) notatkach Grossman, który przeszedł cały radziecki szlak bojowy (Moskwa, Stalingrad, Kursk, Berlin), kilka stron zapisał wspomnieniami wejścia do Warszawy w 1945 r. Wisła nie była w całości skuta lodem, po krach doszedł od praskiej
Polityka bonmociarstwowa
Czasy zawsze są zarazem nowe i stare. Problemy wydają się znane albo odgrzewane, nawet wcześniej niewyobrażalne. Epizod polityczny, jak nam się wydawało, jakiego doświadczamy w ostatnich latach, w nadchodzących stanie się regułą, rutyną, codziennością, znużeniem. Nowe rządy krzepną, osadzają się na skałach władzy, nie widać, żeby im coś groziło. To o polskiej sytuacji politycznej. PiS rządzi; kuglarskie sztuczki rekonstrukcyjne nie mają żadnego większego znaczenia oprócz mydlenia oczu, które i tak albo są zamknięte, senne, albo odwrócone w inną
Zybertowicza Maszyna Bezpieczeństwa Narracyjnego
Ekstatyczną falę wyzłośliwień, internetowych przytyków, heheszków ze strony przeciwników „dobrej zmiany” wywołała niedawna wypowiedź (zapowiedź) prof. Andrzeja Zybertowicza. Obecny doradca prezydenta Andrzeja Dudy i szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego, a wcześniej prezydenta Lecha Kaczyńskiego, legendarny rozwibrowywacz służb specjalnych (jako doradca ds. bezpieczeństwa Jarosława Kaczyńskiego w 2007 r.), podzielił się myślą, że niezbędne dla ocalenia „dobrozmianowej” misji politycznej jest powstanie „Maszyny Bezpieczeństwa Narracyjnego Rzeczypospolitej Polskiej”. Taki mechanizm skoordynowania najróżniejszych wysiłków
To będzie taki piękny rok
Nie ma żadnych wątpliwości, że to będzie inny, lepszy, radośniejszy rok. Wszystkie znaki to wieszczą, argumenty się kumulują, nadzieje potężnieją – rok nie ma wyjścia. Jak kapitalizm w latach 90.: There is no alternative, legendarna TINA, nie ma żadnej alternatywy, ponurackie wieszczenia odchodzą do historii, podobnie jak odszedł do historii Fukuyamowski „koniec historii”. Historia będzie się pisać na nowo, co tam, my będziemy ją pisać na nowo. Zacznijmy od samej daty, która wszakże jest liczbą. 2017 to liczba pierwsza, czyli niepodzielna







