Tomasz Jastrun

Powrót na stronę główną
Tomasz Jastrun

Najazd

I znowu mieliśmy powstanie warszawskie jak się patrzy, z każdym rokiem ono nam potężnieje, jakbyśmy jakimś cudem nie oddalali się od niego, ale zbliżali do tej pięknej katastrofy. Po brzegach rocznicy, z graniem trąb i łoskotem werbli, obwożeni są dogorywający starcy, ostatni żywi uczestnicy powstania. Tu wzmożenie patriotyczne PiS się udaje. Bo niepisowcy, nawet wrogowie PiS, by nie oddać mu powstania, też się wzmagają. Obie strony więc wzmagają się patriotycznie. A łyse pały z karkami świętują najgłośniej. Choć przecież

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Tomasz Jastrun

Dziejowa misja prezesa

Nie doceniłem Kaczyńskiego, myśląc, że jest przede wszystkim cynikiem – jest wyrafinowaną mieszanką cynizmu i ideologii, a to najgorsze z możliwych połączeń. W prezesie poczęła narastać misja kulturowa i cywilizacyjna. Chce dokonać wielkiego dzieła. To obrona całej cywilizacji śródziemnomorskiej. Dla dobra tak wielkiej sprawy każda podłość jest usprawiedliwiona, szlachetny cel uświęca środki. Wraca rola Rzeczypospolitej jako przedmurza chrześcijaństwa. Prezes mówił na antenie radiowej Jedynki, że „nowa idea europejska niszczy tradycyjne wartości. To droga

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Tomasz Jastrun

Jak dopieścić lud?

U przyjaciół, 100 km od Warszawy. Wynajęli na tydzień domek. Wioska blisko małego Iłowa, w pobliżu Bzura wpływa do Wisły. Domek niezwykły, z XVIII w., kryty strzechą, biały z niebieskimi okiennicami, wnętrza urządzone w dawnym stylu. To pozostałość po holenderskim osadnictwie, od wieków w Polsce osiedlali się Holendrzy, niestety nie było ich wielu. Polska z dużym wkładem holenderskim ogromnie by zyskała. Byli ludźmi wolnymi, lokowano ich na specjalnych prawach, zawsze na podmokłych terenach, bo posiedli umiejętność ich osuszania.

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Tomasz Jastrun

Melancholia

W poniedziałek po wyborach obudziłem się w depresji. I chociaż w kupie raźniej, wcale nie pocieszyło mnie, że miliony rodaków są w tym samym stanie. Tąpnięcie cywilizacyjne zagwarantował nam mieszkaniec wsi, z podstawowym wykształceniem, emeryt z rejonów, które były kiedyś carskim zaborem, z reguły pożeracz telewizji rządowej i słuchacz disco polo. Moje dzieci załamane, bardzo przeżywały chwilę ogłaszania wyników. Z powodu naszego przejęcia, a też dlatego, że miały obiecanego McDonalda, jeśli Trzaskowski wygra. Jestem w wieku, kiedy kurczy

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Tomasz Jastrun

Gorycz porażki i nędza zwycięstwa

Odnajduję starą znajomą, rozmawiamy po raz pierwszy od kilkunastu lat. Serdecznie, jakby te lata nas nie dzieliły. Jej córka, śliczna nastolatka, która przez chwilę była mi bliska, ma już lat 50. Pamiętam tylko tę dawną, nie widzieliśmy się od tamtego czasu. Obcięła wtedy dla mnie w nagłym odruchu kosmyk złotych włosów, noszę go ze sobą w pamięci. Mieszka daleko, wyjechała z Polski. Patrzę na jej obecną fotografię serdecznie, ale jestem wstrząśnięty. Wszyscy jesteśmy wsysani przez otchłań czasu. Jeśli nie ogląda się

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Tomasz Jastrun

Mordobicie, a nie szachy

Płyniemy kajakami Czarną Hańczą, ładnie i pusto, bo to jeszcze nie sezon. Ostrzegano nas, by przez pomyłkę nie popłynąć na Białoruś, i moje dzieci zaczęły się bardzo bać tej Białorusi. Po 12 km nagły hałas zasugerował, że dopływamy do wodospadu. Franio zdążył zrobić mi awanturę, że wiodę go na śmierć. Ale to tylko śluza. Nie ostrzeżono nas, że po drodze będą dwie. Początek Kanału Augustowskiego. Budowany w latach 20. XIX w., czyli w epoce Królestwa Polskiego, pracami kierował gen. Ignacy Prądzyński, potem przywódca powstania listopadowego. Kanał

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Tomasz Jastrun

I po wyborach

Z małego wzgórza widok na jezioro, pomost i białą łódkę. Pusto i cicho. Są jeszcze takie miejsca. W tym drewnianym domku co chwila odkrywam nowe, niezwykłe szczegóły, każdy element przemyślany, zwykle ręcznie robiony przez dawnego właściciela. To było małżeństwo malarzy. I ten domek jest dziełem sztuki. Oni nie żyją już od wielu lat. Trudno o coś bardziej smutnego niż piękne rzeczy zostawione przez zmarłych, które zapominają swoich właścicieli, w obcych rękach blakną i też umierają. Zdumiewające

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Tomasz Jastrun

Na progu

Czytam przedostatni tom dzienników Sándora Máraiego. Ma 69 lat, a już czuje się stary. Stary nie na żarty. A jak jest ze mną? Też mam 69 lat. Czuję się chyba mniej stary niż Márai. Ale jestem na progu, chyba już po drugiej jego stronie. Mój ojciec miał niewiele ponad 30 lat, gdy pisał z ubolewaniem „w moim wieku”. W XIX w. już 50-latek uchodził za starego człowieka. Rozumiem Máraiego, gdy pisze: „W starości jest jakiś

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Tomasz Jastrun

Uczeń Spinozy

Ukazała się moja książka, najgrubsza z dotychczasowych, zatytułowana „Mimo wszystko” – 800 stron. Mam żal do takich książek, patrzę na nie jak na ładne kobiety, które się zaniedbały i roztyły. Tu patrzę tak jakby na siebie. To zbiór felietonów drukowanych w tygodniku „Newsweek” w latach 2007-2012. Zdałem się na redaktorkę i do nich nie zajrzałem, gdy książka była szykowana do druku. Czułem coś w rodzaju niechęci do tych tekstów, lęk, że przez ten czas się zepsuły. Teraz z obawą zaglądam do środka. I niespodziewanie wciąga

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Tomasz Jastrun

Niepodanie ręki

Jurek Pilch nie żyje. To było jakieś wyjście z pułapki postępującego parkinsona, który go dręczył i upokarzał. Nikt mnie nie wykpił jak on w felietonie przed laty, to było chamskie, tak myślałem. Nie byłem tu oryginalny, ci, z których kpiłem w swoich felietonach, myśleli o mnie: „Co za bydlę!”. Najbardziej mnie chyba wkurzyło, że w finale napisał, że nie potrafię pisać. Przecież to nonsens, prawda? Spotkaliśmy się potem, po raz pierwszy w życiu, w szatni – graliśmy w piłkę nożną z redakcją „Polityki”. „Gniewamy się?”, zapytał z obawą. Wahałem się:

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.