Kronika Dobrej Zmiany
Minister, co rozumowi się nie kłaniał
Są ludzie szczególnie pechowi, nad którymi ciąży jakaś klątwa. Takim pechowcem, anty-Midasem, jest Witold Waszczykowski. W początkach swojego ministrowania ogłosił, że Polska stawia w ramach Unii Europejskiej na szczególne relacje z Wielką Brytanią. Skończyło się Brexitem, Wielka Brytania może nie zginęła, ale w Unii jest już tylko jedną nogą. Później Waszczykowski miał różne akcje dyplomatyczne, a jedną z kategorii tych, które przechodzą do historii. Otóż bardzo się zaangażował w popieranie Jacka Saryusza-Wolskiego jako kandydata na stanowisko
Kadry ponad wszystko
Jak tu być ministrem spraw zagranicznych, kiedy wszyscy, w ministerstwie zwłaszcza, czekają na jego dymisję? I bardziej interesuje ich, kto będzie następcą Waszczykowskiego, niż to, czego minister od nich chce. Ba! Już nawet jest znane miejsce, gdzie minister W. się uda – to Nowy Jork, siedziba stałego przedstawicielstwa RP przy ONZ. Tam Waszczykowski ma być naszym ambasadorem. A na razie ma w MSZ posprzątać. Sprzątanie to oczywiście rewolucja kadrowa, która ma być przeprowadzona po przyjęciu ustawy
Waszczykowski nienawidzi i kocha
Tydzień temu pisaliśmy o napadzie mściwości Witolda Waszczykowskiego, który rozwalił Departament Bezpieczeństwa tylko dlatego, że jego były wicedyrektor Tomasz Chłoń dostał pracę w NATO. Dorzućmy więc jeszcze parę słów tytułem uzupełnienia. Chłoń stanął do konkursu na stanowisko wicedyrektora Biura Informacyjnego NATO w Moskwie. I ten konkurs wygrał. Gdy Waszczykowski się o tym dowiedział, zażądał od szefów Departamentu Bezpieczeństwa, by wysłali do centrali NATO oficjalny sprzeciw. Miał do nich pretensję, że nie wpłynęli na wynik konkursu i nie zablokowali Chłonia. To uznał za powód
Niebezpiecznie w Bezpieczeństwie
Kadrowe trzęsienie ziemi w MSZ jeszcze nie nadeszło, ale już się zaczęło. Bo owszem, nie ma jeszcze ustawy, która pozwoli wyrzucić każdego, ale wyrzucają. W sposób dziki i mało zrozumiały. Takie z MSZ dochodzą do nas odgłosy. Oto bowiem minister Waszczykowski ogłosił, że stracił zaufanie do kierownictwa Departamentu Polityki Bezpieczeństwa. I odwołał szefową departamentu Beatę Pęksę oraz jej dwóch zastępców. O co chodzi? Beata Pęksa sprawami bezpieczeństwa zajmuje się od początku lat 90., kontakty Polska-NATO to jej codzienna porcja tlenu.
Jak uciec spod szafotu?
Wszystkie opowieści o rekonstrukcji rządu mają jeden wspólny mianownik – Jarosław Kaczyński pozbędzie się przy tej okazji Witolda Waszczykowskiego. On sam też to czuje. Niedawne ataki, które przypuścił na Donalda Tuska, to przecież była forma obrony, pokazania Kaczyńskiemu, że Waszczykowski jest wierny, dyspozycyjny i wstydu nie ma. A wiadomo, w PiS jest tak jak na porządnym dworze – najważniejsze to podlizać się imperatorowi. A nie ma lepszego sposobu niż atakowanie Tuska lub Wałęsy. Waszczykowski wyskoczył więc przed szereg. Czy mu się
Tajemnica ambasadora
Jeżeli ktoś chciałby dowodu, że nowa ustawa o służbie zagranicznej ma na celu wyczyszczenie MSZ nie z dyplomatów zaczynających karierę jeszcze w czasach PRL, ale z młodszych stażem, z naboru Geremka, otrzymuje go na tacy. Tym dowodem jest Jarosław Łasiński, którego sejmowa Komisja Spraw Zagranicznych zaakceptowała jako kandydata na ambasadora w Norwegii stosunkiem głosów 15:10. Czyli było ciężko. A skąd wziął się ten bój? Otóż stąd, że Jarosław Łasiński, kandydat ministra Waszczykowskiego na ambasadorskie stanowisko, zaczynał pracę w MSZ
Kendo czyni mistrza
Pisaliśmy już o tym, jak wygląda klucz selekcji ambasadorów. Że do krajów z punktu widzenia PiS ważnych, takich jak Niemcy, Wielka Brytania czy USA, wysyłane są osoby zaufane, walczący pisowcy, dla których najważniejszym zadaniem będzie organizacja pokazu filmu „Smoleńsk”. A do krajów dalszego rzutu, leżących poza horyzontami prezesa PiS, delegowani są ludzie z tylnych szeregów, byle tylko nie kojarzyli się z zaciągiem Geremka. To powoduje, że wiceszefowie MSZ, przedstawiając sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych kandydatów na ambasadorów,
Człowiek od brudnej roboty
Nawet Solidarność w MSZ krytykuje rządową nowelizację Ustawy o służbie zagranicznej. Już o niej pisaliśmy, oficjalnie jest przedstawiana jako desowietyzacja ministerstwa, sposób na wyrzucenie z niego byłych współpracowników SB. W praktyce chodzi o coś innego – o wyczyszczenie resortu z „zaciągu Geremka”, z tych dyplomatów, którzy przyszli w latach 90. bądź późniejszych i kojarzeni są z byłym ministrem. Lub inaczej – nie są kojarzeni z PiS. Zamiar jest więc prosty – chodzi o to, żeby zmienić kadrowo polską dyplomację. W ciągu sześciu
Żona Wolfganga
Złapał Kozak Tatarzyna, a Tatarzyn za łeb trzyma. Czy ktoś się zastanawiał, dlaczego minister Waszczykowski nie odwołuje Andrzeja Przyłębskiego ze stanowiska ambasadora w Niemczech? Wszystko wydaje się przecież proste – w MSZ ruszył wielki kadrowy młyn, który będzie wyrzucał ludzi. Temu służy przygotowana ustawa o służbie zagranicznej, nazywana przez pisowców ustawą desowietyzującą MSZ. Pisaliśmy o niej niedawno. Zakłada ona wyrzucenie wszystkich, którzy mają w życiorysie epizod pracy w służbach specjalnych PRL albo współpracy z tymi służbami.
Czarna owca Wyszehradu
Hm… Trudno nazwać europejskim kraj, w którym obsesje jednej osoby stają się wytycznymi polityki zagranicznej. Jarosław Kaczyński ma obsesję na punkcie Donalda Tuska. Wielokrotnie został przez niego ograny, także w bezpośrednich, telewizyjnych debatach, więc teraz chce rewanżu. I jak się okazuje, ten rewanż to dziś cel numer jeden polskiej dyplomacji. Cel numer dwa jest innego rodzaju – jak opowiadali politycy PiS, Polska miała budować różne regionalne grupy, być ich







