Tajemnica ambasadora

Tajemnica ambasadora

Jeżeli ktoś chciałby dowodu, że nowa ustawa o służbie zagranicznej ma na celu wyczyszczenie MSZ nie z dyplomatów zaczynających karierę jeszcze w czasach PRL, ale z młodszych stażem, z naboru Geremka, otrzymuje go na tacy. Tym dowodem jest Jarosław Łasiński, którego sejmowa Komisja Spraw Zagranicznych zaakceptowała jako kandydata na ambasadora w Norwegii stosunkiem głosów 15:10. Czyli było ciężko.

A skąd wziął się ten bój?

Otóż stąd, że Jarosław Łasiński, kandydat ministra Waszczykowskiego na ambasadorskie stanowisko, zaczynał pracę w MSZ w roku 1987, czyli za czasów Polski Ludowej. Co więc się stało, że zamiast pakować kartony i szykować się do odejścia, został wywyższony i jedzie do Oslo?

Tym bardziej to zaskakujące, że Łasiński nie jest anonimem w MSZ. PiS dobrze go zna. W roku 2006, gdy premierem był Jarosław Kaczyński, Łasiński pełnił funkcję konsula generalnego w Chicago. I właśnie wtedy, we wrześniu, w USA składali wizytę premier Kaczyński i szefowa MSZ Anna Fotyga. Zażyczyli sobie, by na czas ich pobytu w Chicago Łasiński wyjechał do Warszawy. Tak też się stało. Nawiasem mówiąc, była to w tamtych czasach częsta praktyka. I Lech, i Jarosław przed zagranicznymi wizytami dokładnie sprawdzali, kto jest przedstawicielem RP na danej placówce, i – gdy nie spodobał im się czyjś życiorys – życzyli sobie nieobecności tej osoby.

Jak to więc się stało, że w roku 2006 Łasiński parzył PiS, a teraz już nie?

Politycy PO tłumaczą to tym, że był on jednym ze współautorów nowej ustawy o służbie zagranicznej. Czyli zasłużył się i teraz w nagrodę jedzie do Oslo. Oto sojusz starej, obleśnej PRL z równie paskudnym PiS, żeby pozbyć się z MSZ fachowców i patriotów z czasów PO – suflują platformersi. A jeden z ich liderów, Andrzej Halicki, dramatycznie pytał Łasińskiego w Sejmie, w jakich służbach specjalnych pracował, czy PRL-owskich, czy rosyjskich. Pytanie było oczywiście bez sensu, bo nawet jakby pracował, to przecież trudno sobie wyobrazić, żeby słysząc Halickiego, nagle się przyznał. Chodziło więc raczej o to, żeby Łasińskiego opluć, niż żeby czegoś się dowiedzieć.

Uff… Owszem, krąży po MSZ plotka, że nowa ustawa ma kilka pięter. Że, po pierwsze, pozwoli PiS wywalić z alei Szucha wszystkich platformersów. Po drugie, że przy okazji jedna służba chce załatwić drugą, więc nie ma co się podniecać, służby w MSZ zawsze były, są i będą… A po trzecie, to wielkiego żalu nie ma, bo ci, co będą w najbliższym czasie wyrzucani, też swego czasu wyrzucali, i to brutalnie. Za Mellera odwoływano ambasadorów z placówek w trybie natychmiastowym, co więcej – głośno opowiadając, że ze względu na współpracę ze służbami PRL. Tych upokarzanych nikt nigdy potem nie przeprosił.

Dożyliśmy takich czasów, że raz jedna władza, a raz druga wycierają sobie gęby PRL, kłócą się, kto jej bardziej nie lubi, a jak przyjdzie co do czego, jak trzeba napisać ustawę albo załatwić w świecie jakąś sprawę, to się łaszą. Tfu…

Wydanie: 14/2017

Kategorie: Kronika Dobrej Zmiany

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy