Czas krótkich posad

Czas krótkich posad

W dyplomacji, zgodnie z pisowskim zwyczajem, też nastał czas krótkich posad.

Właśnie do kraju zjeżdża odwołany przez Andrzeja Dudę ambasador Polski na Ukrainie Jan Piekło. Był jednym z pierwszych ambasadorów powołanych przez Prawo i Sprawiedliwość. Obejmował placówkę w nietypowej sytuacji, bo jego poprzednik, Marcin Wojciechowski, powołany jeszcze przez Bronisława Komorowskiego, został odwołany, zanim do Kijowa wyjechał. Jan Piekło miał więc być na Ukrainie twarzą pisowskiej ekipy. A teraz okazuje się, że PiS ta twarz nie pasowała. Ciekawe, kto będzie jego następcą…

Przedwcześnie zjechał również z placówki Jarosław Starzyk, ambasador przy Unii Europejskiej. Też z pierwszego pisowskiego naboru, też wyjechał w trybie alarmowym, bo jego poprzednik w podobnym trybie został odwołany przez ministra Waszczykowskiego. Starzyk był więc w Unii twarzą nowej władzy, ale długo nią pobyć nie zdążył, bo znaleziono w IPN dokumenty świadczące o jego związkach z wywiadem wojskowym w czasach PRL. I w ten elegancki sposób zatrzymano jego karierę.

Na jego miejsce do Brukseli pojechał Andrzej Sadoś, który na pewno nie zostanie odwołany, dopóki w tym kraju Jarosław Kaczyński ma coś do powiedzenia. A to dlatego, że w hallu ambasady Sadoś własnoręcznie odkręcał tabliczkę informującą, że tę ambasadę otwierał Donald Tusk. Żeby śladu nie było. Ma człowiek instynkt polityczny.

Natomiast trudno powiedzieć, jakim instynktem dysponuje Konrad Głębocki, który wiosną roku 2018 otrzymał nominację na ambasadora we Włoszech. Ten niedawny poseł PiS najpierw przeciągał wyjazd, a potem, gdy wreszcie przeniósł się do Rzymu, dosłownie po parunastu dniach złożył rezygnację. Tłumaczył, że czego innego się spodziewał i on już nie chce tam być.

Choć i tak, jeśli chodzi o długość przebywania na placówce, daleko mu np. do Jarosława Łasińskiego, który przeszedł wszystkie formalności, łącznie z głosowaniem w sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych, ale do Norwegii nie wyjechał. Zatrzymał go prezydent Andrzej Duda, który nie podpisał mu nominacji.

Łasiński nie był jedynym, którego Duda zatrzymywał. Przez wiele miesięcy zwlekał z podpisaniem nominacji Wojciecha Zajączkowskiego, wyznaczonego na ambasadora w Chinach. Ale ostatecznie go puścił.

A skoro jesteśmy poza Europą, warto wspomnieć jeszcze o dwóch przypadkach. Otóż przed terminem zjechał też do Warszawy Jarosław Domański, ambasador w Iranie. On z kolei na placówce był rok. Odwołano go, po tym jak na ulicy w Teheranie, na przejściu dla pieszych, został śmiertelnie potrącony polski attaché wojskowy. Sprawa smutna i tajemnicza. I pewnie tak już pozostanie.

Za to w sąsiednim Iraku, kraju mało bezpiecznym, na ambasadora władza wyznaczyła kobietę. Co wygląda dość dziwnie, bo przecież wciąż pamiętamy, że w roku 2007 dokonano tam zamachu na polskiego ambasadora, gen. Edwarda Pietrzyka. Sam generał był ciężko ranny, śmierć poniósł jeden z eskortujących go funkcjonariuszy BOR. Teraz podobno w Iraku spokojniej, poza tym Beata Pęksa urzęduje w ambasadzie Wielkiej Brytanii. I mamy pytanie – czego jej w nowym roku życzyć? Przeprowadzki do naszej ambasady czy raczej tego, żeby została w bezpiecznym miejscu?

Wydanie: 1/2019

Kategorie: Aktualne, Kronika Dobrej Zmiany

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy