Wiedza, która szkodzi

Wiedza, która szkodzi

Nie wiadomo, cieszyć się czy smucić. Zdzisław Raczyński wydał kolejną książkę, szpiegowski thriller zatytułowany „Janczarzy Kremla”. Akcja rozpoczyna się w Moskwie, pod koniec lat 70., w gronie polskich studentów. To już trzecia jego powieść. Pierwsza, „Harib”, także jest szpiegowskim thrillerem, z akcją rozgrywającą się w Libii. W drugiej, „Maku na powiekach”, autor wraca do liceum we wschodniej Polsce i jego tajemnic… Stop! To w końcu rubryka o polityce zagranicznej czy o literaturze?

O polityce zagranicznej, jak najbardziej. Otóż Zdzisław Raczyński to człowiek spraw zagranicznych. Studia zaczął na Uniwersytecie Warszawskim, na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych. Stamtąd przeniósł się do Moskwy, gdzie ukończył MGIMO, specjalizując się w Afryce Północnej. Potem pracował w Polskiej Agencji Prasowej, w redakcji zagranicznej. W latach 1990-1997 był korespondentem PAP w Moskwie – świadkiem upadku ZSRR, puczu Janajewa, rozstrzelania parlamentu, narodzin ekipy Jelcyna…

Po powrocie do Warszawy w latach 1997-2001 był doradcą szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego, czyli Marka Siwca. W BBN odpowiadał za sprawy obszaru poradzieckiego. W maju 2001 r. przeszedł do MSZ, gdzie objął stanowisko dyrektora Departamentu Europy Wschodniej. I tą komórką, która różne miała nazwy i w różnych strukturach funkcjonowała, wiele lat kierował.

W centrali pełnił również funkcję dyrektora w Departamencie Strategii i Planowania Polityki Zagranicznej, był też dwukrotnym ambasadorem. W latach 2004-2007 w Tunezji, a w latach 2009-2014 w Armenii.

Chodzi zatem po warszawskich ulicach specjalista od spraw rosyjskich (dziś to najbardziej pożądana umiejętność), Kaukazu (znów jest tam gorąco) oraz Afryki Północnej (gaz, ropa…), mający unikatową wiedzę, bynajmniej nie emeryt, autor kilkuset publikacji, ale nasze MSZ go nie chce. Bo i po co? Po co jakakolwiek wiedza i kontakty, skoro wystarczy mleć na okrągło banały…

To zresztą fenomen i Dudy, i Morawieckiego, i Raua, że pojmują dyplomację jako okrzyki, zupełnie nie rozumiejąc, że jest ona narzędziem do realizowania spraw bardziej skomplikowanych.

Cóż, taki los Raczyńskiego. Poza tym pracował w ekipie Kwaśniewskiego. No i jest absolwentem MGIMO, zna Moskwę, a to w oczach szefów MSZ bardzo podejrzane. Oni wszystkich, którzy kiedykolwiek studiowali w Rosji, już z MSZ wyrzucili. Ostatnie wypowiedzenia wręczali na dniach. Ewidentnie myślą kategoriami lat 50., czasów stalinowskich, kiedy wszystkich, którzy mieli kontakty z Zachodem, klasyfikowano jako ludzi do rozpracowania i zamknięcia.

Patrząc z tej perspektywy na kolejne książki Raczyńskiego, zasadne więc wydaje się pytanie: czy to dobrze, że je pisze i wydaje, czy źle? Dla czytelników, którzy dostają powieści osadzone w realiach, świetnie napisane, mające znakomite recenzje – to dobrze. A dla Polski?

Wydanie: 40/2022

Kategorie: Aktualne, Kronika Dobrej Zmiany

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy