Kultura
Arystokrata kina
19 stycznia 2008 r. Jerzy Kawalerowicz skończyłby 86 lat. Nie dożył tej daty. Wielka szkoda. Chciałoby się, aby Wielcy Artyści żyli wiecznie. Odejście twórcy „Matki Joanny od Aniołów” ma wymiar symbolu – to kolejne już pożegnanie z epoką wielkich reżyserów, którzy z kina czynili prawdziwą Sztukę, dla których kino było sposobem życia, sposobem myślenia i sensem aktywności. Jerzy Kawalerowicz życie miał barwne, bogate w najrozmaitsze doświadczenia, niezwykle aktywne i pracowite. Był postacią nietuzinkową.
Przed końcem
Tadeusz Różewicz przed końcem dom pracy twórczej idę alejką mrówki już pracują kopczyki piasku w każdym otworek wejście do podziemnego świata mrówki są maleńkie nie wiem czy to mrówki faraona? żeby je zobaczyć muszę się pochylić co widzę – niektóre mają skrzydełka – to „samce” okupują ten przywilej śmiercią po wypełnieniu obowiązku umierają panie z wysokich obcasów chciałyby nas też tak urządzić nakarmić dodać skrzydełek a
Tenor z pędzlem
W XXI wieku przygotowanie śpiewaka musi być stuprocentowe, bo wystarczy drobna niezręczność i już wypada się z obiegu Wiesław Ochman – Legenda głosi, że jako czteroletnie pacholę śpiewał pan publicznie „Chryzantemy złociste stoją na fortepianie”, wywołując potoki łez zebranych kobiet. Czy wie pan, dlaczego płakały? – To nie legenda, tylko prawda. Śpiewałem bardzo zdecydowanie, czystym głosem, a jednocześnie nie fałszowałem. Fałszowanie zaczęło się później. A powód łez? To były lata okupacji. Panie, które przychodziły
Z Szekspirem sam na sam
Monodramy we Wrocławiu i Toruniu Tego jeszcze nie było – aktorzy samotnicy, którzy spotykają się z widzami „bez trzymanki”, czyli bez partnerów lub wyrafinowanego wspomagania inscenizacji, tym razem przemówili ze sceny tekstami Szekspira. Jest to oczywiście rodzaj obrazoburstwa i pychy, jeśli ktoś sam mierzy się z takimi arcydziełami jak „Król Lear”, „Hamlet” czy „Ryszard III”. A jednak… Pomysł, który w tym roku zaproponował Wiesław Geras, niestrudzony organizator wrocławskich (i toruńskich) spotkań jednego aktora (tym razem oznaczonych
Palenie Chochoła
Szewcy u bram Rozmaitości Na koniec Maria Maj, grająca Chochoła, podpala noszoną przez siebie kukłę. Chocholi totem wcale nie wygląda jak Chochoł znany z „Wesela” czy obrazków Wyspiańskiego, bardziej to strach na wróble albo po prostu koszula na wieszaku, z doczepioną kulą przypominającą głowę bez ust, oczu i uszu. Kukła płonie majestatycznie i w ciszy. Aktorka stoi w odrętwieniu (także ze względów bezpieczeństwa), publiczność czeka na dalszy ciąg. Ale dalszego ciągu nie ma. Ukłony i oklaski… Co to właściwie znaczy? Wiadomo, jaką treść








