Celne trafienie w zgagi leczenie

Celne trafienie w zgagi leczenie

W poszukiwaniu wytchnienia politycznego w samej TVPiS włączam czasem TVP ABC, kanał dziecięcy. W sobotę rano, przed dziewiątą, zatrzymałem się ponad godzinę na tej antenie. Jeszcze nie dziecinnieję, ale przyznam, że uwiodła mnie i zadecydowała o wszystkim wdzięczna rymowanka: jak się ruszasz, pij kubusia. Nie popiłem, bo mam zakaz słodkiego, zacząłem natomiast liczyć tzw. przekazy handlowe, jak w piśmiennictwie prawniczym nazywa się reklamy.

Wyszło mi 28 na godzinę. Z taką liczbą wyświetleń spotów reklamowych w ciągu 60 minut kanał dziecięcy publicznej telewizji w Polsce może spokojnie konkurować z najobrzydliwszą komercją na świecie. W rachunku nie uwzględniłem sponsoringu, np. na program o Domisiach zapraszał producent leku na migrenę. Nie liczyłem także ogłoszeń nadawcy, którymi telewizja rozbija niestrawne bloki reklamowe na mniejsze kawałki. Nie robi tego w trosce o przewód pokarmowy małolata, ale ze strachu przed regulatorem, który mógłby się przyczepić, że w jednej bule reklamowej jest za dużo farszu, niezdrowych napojów i środków na zgagę, smartfonów i wkładek do butów, sprejów, kont bankowych za zero złotych i pożyczek fińskich, lodów, plastrów i biedronek oraz ikon mobilności. I to wszystko dla dzieci?!

Mogłem też się pomylić, na niekorzyść nadawcy, w kwalifikowaniu materiału antenowego. Na dziecięcy ekran wprowadzają reklamę trzy animowane, ładne stworki, powyginane w kroczące literki logo tej stacji. W odbiorze dorosłego widza raczej zapowiadają ciąg dalszy zabawy, niż ją przerywają, oddzielając od siebie poszczególne audycje. Kiedy Ustawa o radiofonii i telewizji mówi, że „reklamy i telesprzedaż powinny być łatwo odróżnialne od materiału redakcyjnego”, tu mamy do czynienia z klasycznym zamazaniem tej różnicy, mistrzowską mimikrą. Wrażenie to pogłębia sama narracja spotów, przewrotna, by nie powiedzieć oszukańcza dla odbiorcy. Niby chodzi w nich o produkt lub usługę dla osób dorosłych, w domyśle rodziców, ale przekaz jest budowany językiem bajki, opowieści dla dzieci.
Kiedy Ustawa o radiofonii i telewizji mówi (art. 16 b, ustęp 2) o zakazie nawoływania bezpośrednio małoletnich do nabywania produktów lub usług, w kanale dla nich słychać głównie takie nawoływanie. W ciągu jednej godziny emisyjnej programu rozlega się ono częściej, niż w ciągu całego dnia przypomina się dziecku, że ma umyć ręce.

Dzisiejsza psychologia uważa, że dzieci czteroletnie nie odróżniają treści reklamowych od dziennikarskich komunikatów radiowych i telewizyjnych. Nie znalazłem badań, które podobnemu testowi odróżniania poddałyby starszaków i widzów całkiem zaawansowanych wiekowo. Codzienne doświadczenie z rozmów o telewizji nakazuje powątpiewać, że im człowiek starszy, tym mądrzejszy. Na nikczemnym poziomie są kompetencje odbiorcze ogromnej części widowni telewizyjnej. Zapytaj znajomą osobę, w której stacji widziała program, o którym właśnie rozprawia, a usłyszysz: nie wiem, nie pamiętam. Widzowie najczęściej postrzegają cały przekaz telewizyjny jako jeden, zjednoczony ciek ofert programowych wszystkich stacji telewizyjnych. Płynie nim wszystko, jak Wisłą. Trzeba nosa i wprawnego oka, by dostrzec, czyje co jest w tym nurcie i kto spuszcza nieoczyszczone ścieki. Dzieci wychowane na TVP ABC będą w tym względzie jeszcze większymi analfabetami niż ich rodzice.

Czytałem jakiś czas temu o poważnym awansie szefowej tego kanału, pani dyrektor Justyny Karnowskiej, w strukturze pisowskiej spółki narodowej. Nie zauważyłem zdziwień w środowisku, bo to nazwisko prosto z rezerwuaru familii pierwowo sorta. Przyjrzawszy się bliżej osieroconej antenie, można zauważyć, że awans szefowej ma też uzasadnienie ekonomiczne. Ta antena handluje czasem ekranowym tak kompulsywnie, że jej misja nie tylko dzieciom zapiera dech w piersi. W zapamiętaniu wywindowała interes milusińskich tak wysoko, że nikt jej nie podskoczy, a już w najmniejszym stopniu Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji. To więcej niż publiczny obciach, bo w tłumie przekazów handlowych z godzinnego pasma TVP ABC każdy, powtarzam: KAŻDY, drwi sobie z przepisów Ustawy o radiofonii i telewizji albo lekceważy słynne porozumienie siedmiu nadawców w sprawie zawartości reklam w programach dla dzieci.

Prezes telewizji publicznej (stan na święto Bożego Ciała 2017 – komisarz PiS, Jacek Kurski), gdyby chciał, jednym machnięciem pióra uwolniłby polskie dzieci od reklamy w programie dla nich, tak jak prezydent RP uwolnił polskie sądy od Mariusza Kamińskiego. I wydawało się przez chwilę, że tak postąpi, bo troskliwy to mąż i ojciec, misją telewizji publicznej przepełniony w gębie.

Wydanie: 25/2017

Kategorie: SZOŁKEJS
Tagi: reklamy, TVP, TVP ABC

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy