Dobrze się kłamie w bezkarnym towarzystwie

Dobrze się kłamie w bezkarnym towarzystwie

Pojawił się znak, niestety niewidoczny na naszym niebie, który pokazuje, że połowa świata medialnego jest już w sieci. Otóż w skali światowej zrównały się wydatki na reklamę w telewizji i w internecie. Polska jest w tej konkurencji kilka lat za peletonem. Równowaga przyjdzie albo my do niej dojdziemy w roku 2020.

Nie będę postulował, aby odezwał się z tej okazji dzwon Zygmunt, bo internet to nie jest samo dobro i pieniądze z reklamy nie tylko go odżywiają, ale też psują. Firmy reklamowe nie oglądają się za pojedynczymi egzemplarzami człowieka, poszukają mas, wybierają tłumy, najliczniejsze gromady ludzi tubniętych i zguglowanych. Pogoń za klientem uruchamia różne instynkty nadawców, właścicieli stron i serwisów. W sieci odbywa się wielkie polowanie, rzadko uczciwe. Coraz więcej tu sideł, wnyków, kłusownictwa i obław.

Całkiem poważni migranci z realu dziczeją w wirtualu i z powodu pieniędzy dostają małpiego rozumu. Nawet architekt najpoważniejszej strony zrobi tu z siebie małego piromana i znienacka odpali ci z hukiem jakieś okienko ofertowe. Inny pomysłowy Dobromir niewidzialną ręką sam włączy ci wideo na przeglądanej stronie albo nagle zasłoni płachtą reklamową cały ekran, żebyś mógł sprawdzić, czy używasz wtedy imienia Pana Boga nadaremno, czy po ludzku bluźnisz.

Ale uwaga, to się zaraz może skończyć dzięki pewnemu bankowi amerykańskiemu. Jest to tak doniosłe wydarzenie, że sprawcę trzeba wymienić z nazwy. JPMorgan Chase wykonał doświadczenie i zamiast jak dotychczas reklamować się na 400 tys. stron internetowych miesięcznie, postanowił, że zrobi to zaledwie na 5 tys. Z porównania wyszło, że taki sam był procent obudzonej aktywności odbiorców.

Mądry Amerykanin po szkodzie i JPMorgan już więcej nie wyda pieniędzy, aby się rozpierać na setkach tysięcy stron. Wybierze agencję reklamową, która da gwarancję rozumnej dystrybucji, a nie będzie tylko programować swoje urządzenia ze sztuczną inteligencją, aby lokowały reklamowane produkty tam, skąd dochodzą najliczniejsze odgłosy kliknięć. Sama pewnie przygotuje listę adresów internetowych, bo dla szanujących się firm wreszcie zaczyna być ważne towarzystwo w sieci.

Zapewne też amerykański holding finansowy poprosi jakiś dom mediowy o kontrolę albo sam w nią zainwestuje, żeby w przyszłości nie narazić się na obciach. Powierzanie, jak dzieje się dotąd, tej roboty najinteligentniejszym nawet filtrom nikogo nie satysfakcjonuje. Będzie potrzebny żywy człowiek. Trudno sobie wyobrazić, jak liczna musiałaby powstać armia kontrolerów, bo szacunki są takie, że w ciągu każdej minuty samemu YouTube’owi przybywa pięć godzin nowego kontentu. Jest to tempo przerastające dynamiką sadzenie drzew bez opamiętania przez ministra Szyszkę. Trudniej w takiej sytuacji przychodzą człowiekowi do głowy jakieś rozwiązania niż myśli o kosmicznej czarnej dziurze, która nas i tak wciągnie.

Przed osiągnięciem równowagi w wydatkach na reklamę w telewizji i w internecie polscy reklamodawcy mogliby już teraz zacząć ćwiczyć ostrożność w dobieraniu towarzystwa dla swoich marek w telewizji. Wam też, podobnie jak światowym brandom, potrzebny jest namysł, czy się kalkuluje obecność w programie, który np. pluje jadem, słabo przecież tolerowanym w branży, która na tym samym ekranie zaoferuje zaraz coś smaczniejszego. Czy opłaca się wam sąsiedztwo z majsterkowiczem, który zaraz po waszej ofercie będzie testować bombę termobaryczną? Czy w zgodzie z naszą wspólną projekcją świętości Jana Pawła II jest montowanie ex post jego postaci do teledysku obrzydzającego widzom Unię Europejską?

Powiem za Fredrą: nie uchodzi.

W odniesieniu do ostatniego wybryku „Wiadomości” TVP 1 dopowiem, że to było świństwo dziennikarskie. Dwunastą rocznicę śmierci Jana Pawła II TVPiS uczciła w programie informacyjnym mieszanką fragmentów papieskich homilii z materiałami zdjęciowymi z zamachów terrorystycznych i z parady równości. Byłem przy narodzinach „Zasad etyki dziennikarskiej w Telewizji Polskiej” na początku lat 90. poprzedniego wieku i teraz widzę, że zasady nie zapobiegły zdziczeniu obyczajów dziennikarskich.

Polska chyba nie usłyszała w tej sprawie głosu kard. Stanisława Dziwisza. Pozostaje zatem apelowanie o rozsądek do reklamodawców. Czytam na Wirtualnej Polsce, że zrobił się ruch w izbach domów mediowych po decyzji JPMorgan i czekam na podobne tąpnięcie w kraju. Jeśli nie chcecie zacząć od „Wiadomości”, bo dobrze się kłamie w bezkarnym towarzystwie, zacznijcie od pierwszego lepszego stadionu, który wystawia wasze oferty w plugawym towarzystwie dźwiękowym.

Wydanie: 16/2017

Kategorie: SZOŁKEJS
Tagi: internet, reklamy

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy