Cep na komunę bije gdzie popadnie

Cep na komunę bije gdzie popadnie

Pion prześladowczy Instytutu Pamięci Narodowej wszczął śledztwo w sprawie popełnienia zbrodni komunistycznej przez sędziego Andrzeja Kryżego. Są zbrodnie oraz zbrodnie komunistyczne. Jeśli się uwzględni reputację, jaką komunizm wyrobił sobie w Polsce i gdzie indziej, to naturalne będzie przekonanie, że zbrodnia komunistyczna różni się od zwykłej szczególnym okrucieństwem. Zwykły zbrodniarz zabija po prostu, a komunistyczny chyba przedtem ofiarę torturuje, łamie jej ręce i nogi i co tam jeszcze może przyjść do chorej komunistycznej wyobraźni.
Według ustaleń Instytutu Pamięci Narodowej jedną z ofiar zbrodni sędziego Kryżego był Bronisław Komorowski. Coś tu się jednak nie zgadza. Bronisław Komorowski żyje. Są na to liczne dowody. Ostatnio widuje się go, jak przewodniczy posiedzeniom Sejmu. Porusza się na własnych nogach. Przytoczę jeszcze jeden dowód na utrzymanie się Komorowskiego przy życiu: on przebaczył sędziemu. Zrobił to tak, jak Polakowi katolikowi przystało, to znaczy „po jezuicku”, czyli obłudnie. To dodatkowo wzmacnia tezę, że on żyje, bo człowiek nieżywy nie zdobywa się na takie cienkości w myśleniu jak przebaczenie, aż do prawa bycia wiceministrem wyłącznie. Jeśli więc sędzia Kryże popełnił zbrodnię, to była to zbrodnia bardzo niedoskonała. Zabili go i uciekł.
Zbrodnią komunistyczną było (nieskuteczne zresztą) skazanie obwinionego na dwa miesiące aresztu. Można zagłębić się w dzieje sądownictwa całego świata i nie znajdzie się przykładu, żeby wyrok dwu miesięcy aresztu był uznawany za zbrodnię. Okazuje się, że w stosunku do ustroju komunistycznego (tak zwanego) stosuje tak wyśrubowane wymagania, jak do żadnego innego nigdy nie stosowano.
Sędzia wyrokuje na podstawie ustaw, a w przypadkach wątpliwych odwołuje się do własnego sumienia. Sędzia Kryże pokierował się sumieniem i złagodził wyrok niższej instancji. Nie zadowala to jednak mściwych solidaruchów. Przy milczącej zgodzie całego stanu prawniczego i opinii publicznej wyrobili sobie wstecz działający immunitet. Akurat za to można ich podziwiać – tak obałamucić sądownictwo nie każda partia, nawet zwycięska, potrafi.
Szykanowanie sędziów za to, że kiedyś sądzili zgodnie z prawem, ma dalekosiężne skutki. Sądownictwo karne jest jednym z najważniejszych środków obrony koniecznej społeczeństwa. Nie ma potrzeby rozwodzić się, co społeczeństwo traci, gdy wyroki wydaje się zgodnie z wolą tych, co wygrali rywalizację czy walkę o panowanie. W obecnej sytuacji można się zastanawiać też, co zyskuje. Czy sędziowie rzeczywiście powinni orzekać w oparciu o ustawy zawierające tak bzdurne i przewrotne zarazem kategorie jak „zbrodnia komunistyczna”?
Dowiaduję się, że o zbrodnię komunistyczną posądzony jest m.in. generał Kiszczak. Ci, co oglądali go, jak urządza Okrągły Stół, mówili, że ściągnie on na siebie i innych nie lada kłopoty. Pomińmy przedawnione błędy. Była to era Gorbaczowa, a to wiele tłumaczy. Jaki czyn z długiego życia tego generała Instytut Pamięci Narodowej wyróżnił jako zbrodnię? Chodzi o wyrzucenie z wojska pewnego bodajże porucznika mocno nadużywającego alkoholu, według jednej wersji, albo przykładnie religijnego według innej, IPN-owskiej. Bywa, że oficerów wyrzuca się z wojska, i bywa, że niesprawiedliwie. Ale jakiego ogólnego w społeczeństwie zgłupienia trzeba, aby taki czyn, nawet nieuzasadniony, zakwalifikować jako nieprzedawnialną zbrodnię i się nie ośmieszyć. W tym przypadku odezwał się wpływ księży. Ów oficer podobno ochrzcił dziecko w kościele, co w ateistycznym Pakcie Warszawskim było źle widziane, ale przez polskich wojskowych prawie powszechnie praktykowane. IPN wybrał sobie ten przypadek jako dowód na to, że w PRL religia katolicka była surowo prześladowana. Ów oficer okazuje się męczennikiem za wiarę, współczesną pochodnią Nerona. Wpisuje się to w martyrologiczną strategię propagandową episkopatu.
Błędy, nieprawości, krzywdy wyrządzane przez państwo występują wszędzie; dzięki wolności myśli, dzięki swobodnej debacie publicznej, jednym słowem dzięki demokracji są one usuwane, naprawiane. Jednak nie zawsze. Społeczeństwo może być tak zbałamucone, tak pozbawione światłej warstwy przywódczej, że pojęcia w rodzaju \”zbrodni komunistycznej\” nikogo nie zastanawiają, żeby tylko tyle wymagać. Sojusz Lewicy Demokratycznej (będący przystawką dla trzech partyjek kanapowych) miał okazję postawić ten temat przed całym krajem, ale możliwości, jakie dawała kampania wyborcza, zużył na emitowanie infantylnej paplaniny, z której nikt nie pamięta ani słowa. Sto konkretów z pominięciem najważniejszych problemów.

Wydanie: 48/2007

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy