Chcesz wejść do miasta? Zapłać!

Chcesz wejść do miasta? Zapłać!

Żeby wjechać do centrum Polignano a Mare w okresie świątecznym, trzeba zapłacić 5 euro. Wielu Włochów jest oburzonych

Korespondencja z Apulii

Każda okazja jest dobra, aby wspomóc lokalny budżet. Z takiego założenia wyszedł Domenico Vitto, burmistrz Polignano a Mare, włoskiego miasteczka na wybrzeżu Adriatyku. Z jego inicjatywy, w porozumieniu z komendą główną policji w Bari, stolicy prowincji, w bramach wjazdowych do centrum zamontowano liczniki, aby regulować i monitorować dostęp do zabytkowej części miasta. – Na starym mieście nie może zatrzymać się jednocześnie więcej niż 2,5-2,7 tys. osób, ponieważ trzeba zapewnić funkcjonowanie wszystkich dróg ewakuacji. W przeciwnym razie wystarczy petarda, by stało się coś równie tragicznego jak półtora roku temu w Turynie – wyjaśniał burmistrz, nawiązując do tragedii wywołanej odpaleniem petardy w tłumie kibiców. Panika doprowadziła wówczas do ciężkich obrażeń ok. 1,5 tys. osób.

Nie można zarabiać na wszystkim

Kontrowersyjna decyzja w sprawie opłat zapadła przy okazji przekształcenia Polignano a Mare w tymczasową wioskę bożonarodzeniową z okazałymi iluminacjami, z najwyższą w całej Apulii, 18-metrową choinką, otwartym lodowiskiem, a także świątecznym jarmarkiem. Za wstęp do miasta trzeba zapłacić 5 euro. Do 7 grudnia – jedynie w sobotę i w niedzielę, a do 6 stycznia już codziennie, w godz. 15-22. – Polignano a Mare żyje intensywnie latem, ale w miesiącach zimowych, mimo atrakcyjności miasta, życie tu bardzo zwalnia. Akcja „Wspaniałe Boże Narodzenie” to okazja do ponownego pobudzenia ruchu turystycznego – tłumaczył Domenico Vitto.

Idea od początku spotkała się z krytyką okolicznych mieszkańców, a także turystów. Grupy protestujących na forach internetowych postanowiły zbojkotować całe przedsięwzięcie. – Polignano a Mare nie jest Wenecją, a przede wszystkim miasta są bezpłatne i nie można w żaden sposób ich sprzedawać – grzmiał Dino Borri, słynny urbanista i profesor inżynierii na politechnice w Bari. – Ustanowienie opłaty za wejście do historycznej części miasta jest poważnym błędem. Najpierw próbujemy zachęcić do odwiedzenia naszej perły, a następnie zapraszamy, ale z gotówką. Coś jest nie tak. Ludzie nie są naiwni. Nie możesz zarabiać na wszystkim – wtórował mu Cesare Veronico, lokalny polityk.

Głosy krytyki wywołała również mało sprawna organizacja poboru opłat. Wiele osób narzeka na kolejki i wydłużony czas samego zakupu karty wstępu. Niezadowoleni są sklepikarze, którzy przewidują mniejszą liczbę turystów. „Nawet o tym nie rozmawiajmy. My, którzy jedziemy do Polignano, przynosimy pieniądze lokalnym kupcom. Restauracje, bary i inne przedsięwzięcia komercyjne żyją głównie z turystyki. Myślę więc, że ten sektor powinien płacić podatek. W miasteczku Salerno nie płacisz, żeby zobaczyć iluminacje”, pisał na lokalnym forum internetowym oburzony turysta. „Artykuł 16 włoskiej konstytucji mówi, że każdy obywatel może się poruszać swobodnie w jakiejkolwiek części terytorium kraju, z wyjątkiem ograniczeń wynikających z przepisów prawa ogólnego i ze względu na zagrożenie zdrowia lub bezpieczeństwa”, dodawał kolejny.

Powrót do średniowiecza?

W cenie 5 euro nie zawiera się wyłącznie opłata za wejście do miasta. Każdy nabywca dostaje także napój, popcorn, pączka i watę cukrową lub pieczone kasztany. Ten zabieg nie odniósł jednak oczekiwanych skutków. Domenico Vitto nieustannie musi się bronić przed oskarżeniami o komercjalizację przestrzeni miejskiej. – Niektórzy mówią o powrocie do średniowiecza, inni krytykują nawet wykorzystanie postaci Mikołaja, co niby czyni nas parkiem rozrywki. Intencją „Wspaniałego Bożego Narodzenia” jest przyprowadzanie ludzi tam, gdzie w ostatnich latach nie było nikogo. Aby choć odwiedzili pizzerię, która w piątki ma zapełnionych 200 miejsc, a przez miniony rok była ciągle zamknięta. Na początku naszą kartę kupiło prawie tysiąc osób i wspólnie z nimi już dzielimy magię Bożego Narodzenia. Zapraszam do czerpania z wydarzenia tego, czym realnie jest, a chodzi o możliwość bycia razem i cieszenia się z rozwoju naszego miasta nawet zimą – tłumaczył zawile Vitto.

To niejedyne problemy burmistrza. Włoski Fundusz Ochrony Środowiska podniósł alarm, że spodziewane ulewne deszcze mogą uszkodzić instalacje świetlne, co zagrozi odwiedzającym. Ponadto ruch konsumencki zainterweniował w sprawie samej karty. – Uważamy, że odpowiednie informacje na temat prawidłowego sposobu korzystania z GCard są niezbędne, aby konsument mógł podjąć świadomą decyzję. GCard to nie tylko zwykły bilet wstępu, ale także bezgotówkowy instrument płatniczy podlegający odpowiednim regulacjom – wyjaśniał Bruno Maizzi z Włoskiej Partii Socjalistycznej.

Mimo wielu wątpliwości burmistrz Polignano a Mare już odnotował pierwsze wymierne sukcesy. Według jego relacji w pierwszy weekend po wprowadzeniu opłat miasteczko odwiedziło prawie 30 tys. osób. Zwycięstwo lokalnego budżetu może jednak okazać się wizerunkową porażką całych Włoch – kiedy inni włodarze miast spróbują wziąć przykład z działań burmistrza. Już teraz rozważa to pobliskie Alberobello.

W odwiedzinach u Domenica Modugna

Polignano a Mare znajduje się 30 km od Bari. Wystarczy ledwie 2,5 euro i kilkanaście minut jazdy pociągiem, aby tam dotrzeć. Samo miasteczko najprawdopodobniej leży w miejscu starożytnego greckiego miasta Neapolis. Najpiękniejszym i najpopularniejszym miejscem jest plaża Cala San Giovanni, wciśnięta w ściany wąwozu kończącego się na brzegu Adriatyku. Na jej wschodniej części wznoszą się miejskie zabudowania, jakby zrośnięte w jeden organizm kamiennych rzeźb. Sąsiedni most Lama Monachile ma niemal 2 tys. lat. Został wybudowany za czasów rzymskiego cesarza Trajana. Niedaleko znajduje się obowiązkowy punkt każdej zbiorowej wycieczki – pomnik najsłynniejszego obywatela Polignano, Domenica Modugna, autora hitu „Volare”. Sama starówka to czar dawnej Italii, z małymi sklepikami, obrazami świętych na każdym rogu, tajemniczymi zaułkami i plątaniną uliczek, wśród których wiele prowadzi do tarasów widokowych. Najbardziej znany kieruje do restauracji Grotta Palazzese, mieszczącej się właśnie w grocie, tuż nad falami rozbijającymi się o skały. Sercem miasta jest natomiast Piazza Aldo Moro – towarzyskie centrum spotkań mieszkańców. To tu poza sezonem można obcować z prawdziwymi, niekomercyjnymi Włochami. Tymi, którzy nie oczekują zapłaty za wjazd do miasta.

Fot. Paweł Drąg

Wydanie: 50/2018

Kategorie: Obserwacje

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy