Chrząszcz brzmi w trzcinie

Jestem mocno zdziwiony, że w dostępnej mi prasie krajowej nie znajduję ani jednego słowa o tym, co się dzieje u naszych sąsiadów, to znaczy w Niemczech i w Rosji – aczkolwiek dzieje się tam wiele ciekawych i niepokojących rzeczy. Nie trafiłem na nic istotnego nawet o Stanach Zjednoczonych. Chociaż nie jest moim obowiązkiem referowanie informacji politycznych, jednak o sytuacji w naszych państwach ościennych powinniśmy być na bieżąco informowani. W Niemczech trwają zmagania wewnątrz wielkiej koalicji, ponieważ państwo to dorobiło się przeszło 40 miliardów euro deficytu i trzeba teraz redukować go rozmaitymi bolesnymi sposobami, które się nikomu nie podobają. Trwają kłótnie o nowy podatek dla bogaczy zarabiających ponad 250 tysięcy euro rocznie, a także VAT podniesiony do 19%. Edmund Stoiber pojechał do Watykanu, gdzie chciał naskarżyć na panią Merkel, z którą się powaśnił, a przewodniczący SPD, Franz Müntefering, został nagle zdefenestrowany przez zarząd główny partii. Jednym słowem, Niemcy się tym bardziej trzęsą, że masowe rozruchy i podpalenia aut we Francji już i do nich się zaczynają przerzucać. Zniekształcone echo tej pożogi francuskiej znalazłem tylko w „Gazecie Wyborczej”.
W Rosji nasilają się sprzeczności między rządem a muzułmanami, zaś prezydent Bush przeżył sporo przykrości podczas wizyty w Ameryce Południowej. Do tego wszystkiego prasa amerykańska przypuściła zmasowany atak na wiceprezydenta Cheneya. Jest tylko jedno państwo, o którym głucho milczy cała prasa światowa, mianowicie Polska. Surowe okrzyki braci Kaczyńskich, wspomagane zapleczem potężniejącego Leppera, robią wrażenie wyłącznie na krajowym podwórku. Zagraniczne media zgodnie wróżą ich kadencji żywot gwałtowny i krótki. Osobiście doradziłbym im, ażeby maksymalnie zredukowali swoją aktywność, ponieważ tak skomplikowaną strukturę jak polska państwowość naiwnymi i doraźnymi manipulacjami daleko łatwiej jest popsuć, aniżeli naprawić. To tak, jakby próbować zreperować telewizor za pomocą walenia weń młotkiem. Ale przywykłem do tego, że moich rad i tak nikt nie posłucha.

9 listopada 2005 r.

Wydanie: 46/2005

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy