Chusteczka z instrukcją obsługi

Chusteczka z instrukcją obsługi

Jeżeli jesteś „obrzydliwy”, nie siadaj do oglądania meczu w telewizji z talerzem na kolanach. Nie dojesz, a jeszcze może ci się cofnąć. Widzom o podwyższonym poziomie wrażliwości zaleca się spożywanie napojów wprost ze szklanych opakowań albo z puszek, bez rozlewania do kufli.

Po prostu tak się zrobiło niebezpiecznie.

Unikaj zwłaszcza meczów reprezentacji Niemiec. Nie, żeby oni akurat jakoś specjalnie pluli w jedzenie telewidzom w Polsce, ale z powodu ich trenera. Ten często się nudzi na ławce, bo jego mannschaft zwykle wygrywa. Z nudów pakuje najmniejszy paluszek lewej ręki głęboko, raz do lewej, raz do prawej dziurki swojego piłkarskiego nosa i lubi czasem popróbować wykopaliska.

Niemcy świetnie grają, ale plują jak wszyscy inni piłkarze na świecie – obrzydliwie. Ich liga nie różni się pod tym względem od polskiej, a polska od hiszpańskiej. Tak było zawsze, tyle że teraz w telewizji wszystko widać wyraźniej. Każdy pryszcz i każdą krostkę oraz, niestety, cały proces przygotowania tchawicy i jamy gębowej do soczystego splunięcia. Oczywiście styl to człowiek. Ronaldo pluje inaczej i Pazdan inaczej. Po swojemu plują sędziowie. Własną metodykę wydalania śliny mają trenerzy. Efekt wszelako jest taki sam.

Zwykle w pierwszej połówce popluwa się z premedytacją i zawadiacko, żeby speszyć, czasem zdeprymować przeciwnika lub ironicznie skomentować zagrywkę. To taka boiskowa mutacja gombrowiczowskiego pojedynku na miny. W drugiej części meczu pluje się już tylko ze zmęczenia i złości. Pociski śliny są ciężkie, pikują prosto w trawę, nie mają czasu na fantazyjne parabole lotu.

Już nie słychać trenerów, którzy apelują do chłopaków, żeby gryźli trawę. Rezygnują z tej frazy także sprawozdawcy, opisując zaciętą walkę na boiskach. Wszyscy widzą, że niemiłosiernie opluta murawa pozbawiła wszelkiego sensu bardzo smaczną niegdyś metaforę.

Do opisanego zakażenia trawy w naszych warunkach klimatycznych dochodzi jeszcze jeden dodatkowy rodzaj polucji. Chodzi o smarki z nosów piłkarzy, najczęściej usuwane za pomocą silnego strumienia powietrza prosto z płuc, regulowanego przemiennym zamykaniem dziurek palcem wskazującym raz lewej, raz prawej ręki. Oszczędziłem selekcjonera reprezentacji Niemiec, więc nie ujawnię także, który z bramkarzy Legii robi to najbardziej widowiskowo i najdonośniej.

Mamy do czynienia ze zjawiskiem, które od dawna domaga się badań sanitarnych i naukowych. Oczyma wyobraźni widzę, jak kibice na całym świecie ustawiają się po książkę z fundamentalnym opisem korelacji między umiejętnościami piłkarskimi zawodnika a przyjętą przez niego techniką spluwania w czasie meczu z uwzględnieniem liniowych współrzędnych czasu, zmiennych statystycznych, poziomu wykształcenia i pozycji gracza na boisku, wydajności gruczołów ślinowych i stopnia przywiązania do barw klubowych. Centralę FIFA zapewne stać na opłacenie interdyscyplinarnego zespołu badaczy, który się podejmie zadania i przedstawi rekomendacje, które nie będą demolować apetytu kibica na piłkę w telewizji.

Podczas meczu o Tarczę Wspólnoty mieliśmy w tym roku, chyba pierwszy raz w transmisji telewizyjnej, cooling break, zaplanowane przez sędziego, odgwizdane i zaznaczone na ekranie dwie przerwy na odświeżenie gardeł. Jeśli się znalazł sposób na duchotę w czasie meczu, dlaczego nie spróbować czegoś na to nieszczęsne plucie.

Na jeszcze jedną przerwę, tym razem spitting break, chyba nie ma szans. Samo ustawienie dwóch większych spluwaczek nie byłoby wielkim problemem. Regulamin korzystania z urządzenia jest prosty. Starsi ludzie pamiętają, że obowiązkowym spluwaczkom w miejscach publicznych w Polsce jeszcze do niedawna towarzyszyły napisy, że nie wolno pluć na podłogę. W każdym przedziale każdego wagonu były takie napisy obok ostrzeżenia o zakazie przewożenia materiałów żrących, cuchnących i wybuchowych.

A może dać każdemu chusteczkę z instrukcją obsługi w kilku językach?!

Wydanie: 34/2017

Kategorie: SZOŁKEJS

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy