Żeby Telewizja Katowice znaczyła tyle, co kiedyś

Żeby Telewizja Katowice znaczyła tyle, co kiedyś

Prasa interesuje się odznaczeniami państwowymi niechętnie, a jeżeli już, to głównie ze względu na osobę zawieszająco-dekorującą, czyli kiedy czuje, że musi obsłużyć dwór. Andrzej Duda nie pojechał do Katowic, żeby wręczyć pracownikom telewizji krzyże nadane im przez prezydenta RP Andrzeja Dudę z okazji 60-lecia miejscowej stacji. Uroczystość odbyła się w upalny dzień, na dodatek w piątek. Prezydenta usprawiedliwia brak dostępu Katowic do morza; do najbliższej wody stąd daleko, bo trzeba pojechać aż do Goczałkowic.
Pierwszy raz mieszkańcy Śląska zobaczyli własną telewizję 3 grudnia 1957 r., w wigilię Barbórki. W grudniu zeszłego roku upłynęła lepsza kalendarzowo okazja dla prezydenta, żeby uświetnić jubileusz, ale widocznie w Wiśle był już dobry śnieg i głowa państwa była bez reszty wypełniona sprzętem narciarskim. Poza tym chyba centrala z Nowogrodzkiej nie dostarczyła jeszcze oficjalnej historiografii objaśniającej, kto naprawdę wynalazł telewizję w Polsce i dlaczego PiS ma największe zasługi w powołaniu Telewizji Katowice 60 lat temu. Prezydent wiedział tylko, że nie może wypowiedzieć nazwiska Ziętek, ale dopiero kilka miesięcy później nabierze dzisiejszej wprawy i ze zwinnością piskorza ominie Edwarda Gierka, przypominając osoby zasłużone dla odbudowy Zamku Królewskiego w Warszawie.

Kto się starał i szukał dojść w kancelarii, żeby prezydenta przekonać do wizyty w Katowicach, musiał zapomnieć, że Andrzej Duda we wszelkich wyborach kieruje się własnym, niepodległym gustem. Kiedy nie wiadomo, czy powinien podejść parę kroków i wstąpić na uniwersytet, czyli do sąsiada na Krakowskim Przedmieściu, świętującego 200-lecie jednej z najważniejszych dla Polski uczelni, czy dać się zaprosić na jubel brukowej gazetki z Dodą na estradzie, wybierze młodszą Dodę.

Nieobecnego prezydenta zastąpił wiceminister kultury. Uroczystość odbywała się w nowym budynku Wydziału Radia i Telewizji Uniwersytetu Śląskiego. Wszystko, co o niej wiem, zawdzięczam informacji PAP autorstwa red. Marka Błońskiego. Agencyjne sprawozdania z uroczystości wręczania odznaczeń państwowych nie są na liście moich ulubionych lektur, bo rzadko wychodzą poza protokół, kto wręczał i za co, kto przybył, kto dostał i kto przemówił w imieniu. W tym doniesieniu też jest niewiele więcej, a żadnego śladu uroczystości nie znalazłem na stronach ani Kancelarii Prezydenta RP, ani wymienionego wydziału Uniwersytetu Śląskiego, ani TVP Katowice. Świetnie zakonspirowane obchody!

Z konieczności wszystkiego trzeba się domyślać z komunikatu agencyjnego. Otóż najwyższe odznaczenie „odebrał”, mówiąc językiem PAP, Mieczysław Chudzik. Mietek jest starszy od telewizji katowickiej dokładnie o 18 lat i całe życie w niej pracował, zarabiając na własną legendę, żywą w całej telewizji i branży filmowej w Polsce. Dostał Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski i podczas uroczystości apelował, jak się domyślam do wiceministra, bo prezydenta nie było, Kurskiego z telewizji też chyba nie, bo PAP by to odnotowała, apelował zatem o – to muszę zacytować za depeszą – „pieniądze na rozwój katowickiego oddziału TVP, by znaczył tyle, co kiedyś”.

Telewizja Polska rozporządza dzisiaj fortuną, jakiej nie miała nigdy w historii. Wbrew wszelkim zasadom obowiązującym w Europejskiej Unii Nadawców (EBU) korzysta z trzech źródeł zasilania: abonamentu, dotacji rządowej i emisji reklam. Jest obrzydliwie bogata i bezbrzeżnie rozpustna. Nie brakuje jej pieniędzy na cyniczne kłamstwa, dlaczego żałuje pieniędzy na doinwestowanie oddziałów regionalnych?

Trzeba mieć wiele lat doświadczenia zawodowego i życiowego, by w tak celnym i krótkim zdaniu, jakie wypowiedział Mieczysław Chudzik, zmieścić podsumowanie TVPiS. Co na to odpowiedział wiceminister Paweł Lewandowski? Odpowiedział, że ma nadzieję. Lewandowski jest przy nadziei nie pierwszy raz. Deklarował już wielokrotnie, że ma gotowe projekty centralnego urządzenia na nowo radia, prasy i telewizji w Polsce. Czeka tylko na akceptację polityczną.

Gdyby PiS rządziło od zawsze, Katowice nigdy nie miałyby swojej stacji telewizyjnej, a Mietek Chudzik prowadziłby fotoshop przy Bytkowskiej, o ile tego repatrianta ze wschodu wpuszczono by do Polski w roku 1957.

Wydanie: 26/2018

Kategorie: SZOŁKEJS

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy