Co tam wina Rywina…

Co tam wina Rywina…

Rywingate – w tej aferze Adam Michnik z myśliwego przedzierzgnął się w zwierzynę. A poza tym każdy chce upolować coś dla siebie

Sprawa Rywina, który przyszedł do Michnika po łapówkę, żyje już własnym życiem. Mimo że od publikacji „Gazety Wyborczej” pojawiło się niewiele nowych faktów, obrosła ona setkami stron interpretacji.
Każdy w tej sprawie gra już swoje. Czyli co?

Nowe okruchy

Zacznijmy najpierw od nowych okruchów, które przeniknęły do opinii publicznej. Po pierwsze, jest niemal pewne, że rozmowa nagrana przez Adama Michnika obejmuje tylko część wizyty, którą Lew Rywin złożył w redakcji „Gazety”. Obaj panowie najpierw się przywitali, potem wyszli na taras, gdzie długo rozmawiali (nie wiadomo o czym), i dopiero potem wrócili do gabinetu – tam, gdzie pracował sprzęt nagrywający.
Po drugie, zadziwiający jest mało parlamentarny język obu rozmówców. No i mało wyraźny. Czyżby raczyli się alkoholem?
Po trzecie, w materiale „Gazety” Lew Rywin przedstawiany jest jako osoba mało znana szefom Agory i „Gazety Wyborczej”, wręcz obca. Tymczasem tak chyba nie jest. Jeden z naszych rozmówców przypomniał, że parę lat temu Rywin zrobił Agorze sporą przysługę. Otóż zaangażowana była ona kapitałowo w Canal+. Ale ponieważ stacja funkcjonowała tak sobie, Agora postanowiła wycofać zainwestowane pieniądze. I wtedy bardzo pomógł jej Lew Rywin, który w Canal+ był najpierw szefem zarządu, a potem prezesem rady nadzorczej. To dzięki niemu – twierdzi nasz rozmówca – Agora mogła wycofać się z przedsięwzięcia nie tylko bez szwanku, ale nawet z finansową korzyścią.
Może więc wcześniejsza współpraca zachęciła Rywina do składania tak kompromitujących propozycji?

Zaskoczony Adam Michnik

Na razie najśmieszniejsza w całej sprawie jest postawa Adama Michnika, którego w ubiegłym tygodniu mogliśmy obejrzeć i wysłuchać w dwóch telewizyjnych programach – „Kropka nad i” i „Gość Jedynki”. W obu redaktor „Gazety Wyborczej” pouczał rozmawiających z nim dziennikarzy, jakie pytania powinni mu zadawać, a jakich nie, czym się powinni interesować, a czym nie i jakie wątki w sprawie są istotne.
– Dlaczego nie interesujecie się „grupą rządzącą”, w imieniu której Rywin składał swoją propozycję? – pytał Michnik. – Dlaczego nie dociekacie, kto to jest?
Pytanie słuszne, tylko że jeśli wierzyć „GW”, odpowiedź na nie próbowało znaleźć przez pół roku wielu jej dziennikarzy. Jeżeli im się nie udało, czy można sądzić, że uda się komu innemu?
Jednocześnie bardzo się złościł, gdy dziennikarze pytali go o sprawy oczywiste: dlaczego „Gazeta” pół roku trzymała sprawę w tajemnicy, i jaki jest związek publikacji z kończącymi się pracami nad nowelizacją ustawy o radiofonii i telewizji? Ustawy, przeciwko której spółka Agora – ustami swojej prezes – obiecała wytoczyć wszystkie możliwe działa. I, okazało się, skutecznie, gdyż po publikacji artykułu „Ustawa za łapówkę” prace nad nowelizacją zostały wstrzymane.
Wygląda więc na to, że sprawa Rywina wymknęła się redaktorowi „Gazety Wyborczej” z rąk. Że rozwija się ona w innym kierunku, niż sądził.
Ale czy był aż tak naiwny, że nie przewidział, w którą stronę może się potoczyć?

Komisja śledcza

W tym samym czasie, kiedy Adam Michnik występował w telewizji, posłowie pracowali nad powołaniem komisji śledczej mającej wyjaśnić całą sprawę. Czy wyjaśni? Na razie patrząc jak politycy wzięli się do roboty, można powiedzieć jedno: być może wyjaśni, być może nie, to dla nich kwestia drugorzędna. Bo ważniejsze jest załatwienie przy tej okazji własnych spraw.
A będzie ku temu okazja. Komisja będzie pracowała jawnie, w świetle kamer, przy zainteresowaniu milionów Polaków – można więc liczyć na efektowne popisy.
Będzie też mogła zapraszać na przesłuchania de facto według własnego uznania. Wizja możliwości upokarzającego przesłuchiwania Adama Michnika, innych znanych dziennikarzy, którzy już ogłosili, że znali sprawę w sierpniu i wrześniu, możliwość zadawania kłopotliwych pytań premierowi czy też prezesowi telewizji – to wszystko rozpalało w ubiegłym tygodniu wyobraźnię posłów. W Sejmie jeszcze nie wybrano składu komisji, a już zaczęły krążyć listy tych, których będzie można przesłuchać. A także spekulacje, kto i co może na tym wydarzeniu „ugrać”.
Jako pierwsze swoje karty pokazało PSL. Które ustami Eugeniusza Kłopotka i Zbigniewa Kuźmiuka zażądało po wiceministrze w MSZ i Ministerstwie Kultury. No i wpływu na nowelizację ustawy o radiofonii i telewizji. To nie koniec apetytów ludowców – w ubiegłym tygodniu rozpoczęli grę, która uczyniłaby ich w komisji języczkiem u wagi. Dzięki temu to oni mogliby faktycznie decydować o przebiegu prac komisji.
Przy okazji PSL-owcy nie ukrywali jeszcze jednego: wcale nie zmartwiłoby ich, gdyby efektem działań komisji było osłabienie premiera i SLD. A może nawet kryzys rządowy.
Co ucieszyłoby PSL, zmartwiłoby SLD – dla Sojuszu komisja będzie o tyle kłopotliwa, że atakowany będzie na niej premier. Za niedopełnienie obowiązków. Ale na tyle obiecująca, że można będzie pokazać rolę rozmaitych lobbystów podczas prac nad ustawą o radiofonii i telewizji, poczynając od związanego z Platformą Obywatelską Andrzeja Zarębskiego, którego nazwisko wymienił Rywin w gronie swych inspiratorów.
Z kolei Liga Polskich Rodzin szykuje się na Adama Michnika. I to tak, żeby ksiądz Rydzyk miał co puszczać w swojej rozgłośni. Oraz na to, by pokazać, że kosmopolita Rywin, Michnik i Miller to jedna sitwa robiąca swoje interesy ponad narodem.
Na Michnika szykuje się też Andrzej Lepper, który już teraz chce mówić o imperium i interesach Agory, no i związkach szefa „Gazety” z prezydentem Kwaśniewskim.
Dla PiS i Platformy komisja jest z kolei okazją do atakowania premiera Millera za to, że nie powiadomił prokuratury o próbie przekupstwa. SLD lekceważy prawo, państwo jest zgniłe, skorumpowane, ten kryzys się pogłębia – to lejtmotyw wystąpień przedstawicieli prawicy, którzy po tej tyradzie skromnie dodają: lekarstwem na tę chorobę jesteśmy my.
Przy tym większość klubów jest zainteresowana, by przesłuchania trwały jak najdłużej, by komisja pracowała miesiącami, z jak największym rozgłosem.
Jeszcze przed świętami wydawało się, że nadchodzące pół roku będzie w parlamencie nudną orką nad ustawami europejskimi. To były złudne przekonania. Zaczyna nam się pełen wrażeń i teatralnych przedstawień sezon polityczny.

Wydanie: 3/2003

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy