Odkrywca

Odkrywca

Szansą Polski w XXI w. są miedź i srebro


Prof. Stanisław Speczik – geolog, profesor nauk o Ziemi. W latach 2001-2004 prezes zarządu Kombinatu Górniczo-Hutniczego Polska Miedź. Wiceminister w Ministerstwie Skarbu Państwa. Dyrektor generalny spółki Miedzi Copper Corp. W ostatniej dekadzie kierowana przez niego spółka prowadziła poszukiwania złóż rud miedzi na terenie województw lubuskiego, wielkopolskiego i dolnośląskiego. W ubiegłym roku ogłosiła, że udało się jej odkryć i rozpoznać trzy nowe bogate złoża miedzi.


Panie profesorze, 63 lata temu dr Jan Wyżykowski znalazł w odwiercie w Sieroszowicach rudę miedzi. Dało to początek odkryciu jednego z największych na świecie złóż tego metalu i powstaniu późniejszej strategicznej spółki skarbu państwa – Kombinatu Górniczo-Hutniczego Miedzi, dziś KGHM SA. W 2014 r. Miedzi Copper Corp., spółka, którą pan kieruje, po raz pierwszy natrafiła w okolicach Nowej Soli i Zielonej Góry na złoża, których wartość szacowana jest dziś na ponad 60 mld dol. Porównuje się je do tych, na których powstał KGHM. Jak czuje się pan w roli odkrywcy?
– Na pewno mam satysfakcję. Wierzyłem, że w Polsce są nieodkryte jeszcze duże złoża rudy miedzi i towarzyszących jej metali. Zakończenie sukcesem odwiertów przyjąłem z radością, lecz wielkiego zaskoczenia nie było. Jako geolog byłem pewien, że mamy szansę. Szczęście nam dopisało. Złoża te zostały udokumentowane, a ich dokumentacje zatwierdził ostatnio minister klimatu i środowiska, przez co odkrycie stało się faktem. Jak zwykle nie brakowało sceptyków przekonujących, że tam, gdzie szukamy, miedzi nie ma. Ale to normalne. Poza tym nawet największe odkrycie zawsze jest początkiem nowej drogi, a nie metą.

Co może ono oznaczać dla naszego kraju?
– Otwierają się nowe możliwości. Wydobycie i wykorzystanie węgla kamiennego i brunatnego w polskiej energetyce powoli dobiega końca. A to nadal jest istotny element polskiej gospodarki. Mam nadzieję, że wydobycie i przetwórstwo rud miedzi stanie się w przyszłości jednym z ważnych czynników rozwoju naszego kraju. Miedź to najstarszy znany człowiekowi metal. Wykonane z niej narzędzia, które archeolodzy znaleźli w Turcji, mają ponad 9 tys. lat. A w XXI w. bez miedzi nie sposób wyobrazić sobie najnowocześniejszych gałęzi przemysłu, z elektroniką, branżą kosmiczną, motoryzacyjną i energetyką na czele. Świat potrzebuje i będzie potrzebował jej coraz więcej. Firma, którą kieruję, w ostatnich 10 latach udokumentowała złoża większe niż te, które posiadają kraje produkujące więcej miedzi niż Polska. Odkryte przez nas złoże Nowa Sól jest największym w kraju. Złoża Mozów w województwie lubuskim oraz Sulmierzyce Północ w Wielkopolsce są porównywalne pod względem wielkości z chilijskim złożem Sierra Gorda. Udokumentowane przez nas zasoby to 21 mln ton miedzi i 160 tys. ton srebra. Stawia to Polskę na trzecim-czwartym miejscu w świecie. Dla kraju to ogromna szansa na szybszy rozwój.

W województwie lubuskim jest jeszcze jedno mniejsze złoże, w okolicach Żar, udokumentowane przez amerykańską spółkę Amarante, co oznacza, że ten mały region ma większe zasoby rud miedzi niż Kanada, Kazachstan, Kongo czy Zambia. I zajmuje pod tym względem 10. miejsce na świecie. To gigantyczne bogactwo, które, jeżeli zostanie tam uruchomione wydobycie, sprawi, że województwo szybko stanie się jednym z najbogatszych. Oczywiście jeśli mądrze wykorzystamy zdobyte przez lata doświadczenia w wydobyciu i przetwórstwie rud miedzi. Mam nadzieję, że tak się stanie.

Co nie będzie proste, zwłaszcza że złoża, o których pan mówi, znajdują się na dużych głębokościach, a to oznacza konieczność rozwiązania problemów technicznych i wyższy koszt wydobycia.
– Pamiętam polemikę prasową, która wywiązała się między mną a prezesem KGHM Herbertem Wirthem, dowodzącym, że eksploatacja w Polsce złóż poniżej 1350 m to moje fantasmagorie. Najgłębsze szyby polkowickiej kopalni Rudna sięgają 1244 m, lecz dziś na świecie działa ponad 30 kopalń, w których eksploatowane są pokłady rud miedzi i innych metali, leżące poniżej 2000 m. Znane są i stosowane technologie, które pozwalają maszynom i obsługującym je górnikom pracować na takich głębokościach. Są też wyzwania innego rodzaju. W Europie, z powodów ekologicznych, nikt dziś nie pozwoli na budowę takiego zbiornika odpadów poflotacyjnych jak Żelazny Most w okolicy Polkowic i Lubina, który ma powierzchnię 13,9 km kw. i jest w stanie przyjąć 1,1 mld m sześc. odpadów.

Nad złożem Nowa Sól w Lubuskiem 70% powierzchni zajmują lasy, płynie tam Odra i są piękne jeziora. Dlatego konieczne jest sięgnięcie po rozwiązania, które będą chroniły środowisko. Dysponujemy takimi technologiami. Urobek byłby przerabiany pod ziemią, a na powierzchnię trafiałby koncentrat, który mógłby być przerabiany przez huty KGHM cierpiące na niedobór własnego koncentratu. Odpady poprodukcyjne są w tych technologiach przerabiane na specjalną pastę, która wtłaczana jest w wyeksploatowane wyrobiska, co eliminowałoby występowanie tąpnięć. W kopalni stosowane są zdalnie sterowane maszyny o napędzie elektrycznym.

W głębokich kopalniach problemem są także wysokie temperatury.
– Tu z pomocą przychodzi nowoczesna technologia chłodzenia lodem, która pozwala na schładzanie podziemnych wyrobisk do akceptowalnych temperatur. Na świecie działają kopalnie, które w całości są klimatyzowane. Na przykład kopalnia Resolution Copper w Arizonie. Ma ona ponad 2000 m głębokości, a w najniższych chodnikach panuje temperatura ponad 60 st. C. Dzięki nowoczesnym urządzeniom udaje się ją obniżyć do 26 st. C. W kopalni Kidd Creek, która działa w kanadyjskiej prowincji Ontario, miedź i cynk wydobywa się z głębokości ponad 2930 m. Panują w niej jeszcze trudniejsze warunki, mimo to zakład działa bez zakłóceń.

Kanadyjczycy, którzy są właścicielami spółki Miedzi Copper Corp., dysponują projektami kopalń opracowanymi dla złóż odkrytych w Polsce. RPM Global, światowy lider w projektowaniu takich kopalń, szacuje koszty produkcji tony miedzi na zaledwie 3 tys. dol.

W tym roku cena tego metalu na giełdach światowych oscyluje w przedziale 8-10 tys. dol. za tonę, co wskazuje, że budowa kopalni i wydobycie rudy miedzi z nowych złóż w województwie lubuskim byłyby wysoce opłacalne. Pamiętajmy, że nawet największe skarby zakopane 2000 m pod ziemią są bez wartości. Dopiero wydobyte na powierzchnię stają się cenne.

Ile kosztuje budowa takiego nowoczesnego zakładu?
– Dziś pewnie 5 mld dol., czyli 19,8 mld zł według obecnego kursu. Obawiam się, że pozyskanie takiej kwoty mogłoby być wyzwaniem nawet dla KGHM, choć to wielka spółka. Spółka, którą kieruję, biorąc pod uwagę możliwości kanadyjskiego właściciela, nie miałaby problemów z pozyskaniem takiej kwoty. Gdybyśmy uzyskali koncesję na wydobycie, w ciągu kilku lat wybudowalibyśmy kopalnię. Powstałyby tysiące nowych miejsc pracy, a państwo zyskałoby liczone w setkach milionów złotych wpływy do budżetu. Proszę pamiętać, że nowo odkryte złoża są znacznie bogatsze niż te, które są eksploatowane np. w kopalni Lubin. Gdyby było inaczej, wydobycie miedzi z głębokości sięgających 2000 m nie miałoby sensu.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 48/2021, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.

Fot. Krzysztof Żuczkowski

Wydanie: 48/2021

Kategorie: Kraj, Wywiady

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy