Czy PiS faktycznie zostawiło kwitnącą gospodarkę?

Czy PiS faktycznie zostawiło kwitnącą gospodarkę?

Prof. Jan Winiecki, ekonomista
Niczego nie zostawiło, bo gospodarka płynęła na fali globalnej koniunktury. Eksperci wyliczyli, że rozwijała się średnio w tempie 20% rocznie. Skąd się brało ożywienie? Były to m.in. owoce poprzednich lat, np. inwestycji zagranicznych, które podjęto dwa, trzy lata wcześniej na skutek wypracowania przez Polskę dobrej opinii. Źródłem ożywienia było również wypadnięcie z rynku najsłabszych podmiotów i umocnienie się średnich. Kiedy się połączy przyczyny międzynarodowe z przyczynami wewnętrznymi, otrzymamy odpowiedź. PiS nic nie zrobiło, tylko skorzystało z dobrej koniunktury, natomiast zostawia po sobie sytuację niekorzystną. Interwencjonistyczna polityka zagraniczna spowodowała zakłócenia. PiS powiększało też wydatki publiczne, poganiało wzrost, a wzrastający popyt krajowy wywołuje inflację. Przez cały przyszły rok będziemy mieli zadłużoną gospodarkę. Następcy będą z tymi kłopotami musieli się uporać, a wciąż będzie słychać echo zachowania się PiS wobec biznesu, przetargów odwołanych lub unieważnionych przez ministra Jasińskiego, a także pierwszej w historii po 1989 r. transakcji odkupienia sprywatyzowanego Banku Ochrony Środowiska przez państwo, które z naszych podatków nabyło trzy czwarte akcji. W przyszłości może się też odbić nam czkawką echo kampanii przeciwko oligarchom.

Prof. Marek Rocki, senator PO, były rektor SGH
Jeśli ktoś zostawił kwitnącą gospodarkę, to nie rząd PiS, ale premier Belka. Wskaźniki makroekonomiczne podawane obecnie przez Instytut Rozwoju Gospodarczego są niepokojące. To zapewne skutek różnych zawirowań, przeinwestowania nieruchomości w czasie ostatnich lat. Niektóre stabilne cykle makroekonomiczne się załamały. Np. wykresy wzrostu cen wykazywały czteroletnią powtarzalność, ale nawet ten cykl też się załamał.

Andrzej Malinowski, prezes Konfederacji Pracodawców Polskich
Zostawiło kwitnącą gospodarkę z ciemnymi chmurami na horyzoncie, gospodarkę bezbronną w warunkach dekoniunktury, bez odpowiednich reform. Nie zrobiło nic poza początkiem procesu obniżania klina podatkowego, ale bez skutków dla pracodawców, i przepisem dotyczącym telepracy. Premierowi Kaczyńskiemu przez gardło nie mogły przejść słowa przedsiębiorca-pracodawca, ale chętnie mówił o parszywych oligarchach. W gospodarce zastosował „manewr Syryjczyka”, który mówił, że najlepsza polityka to brak polityki.

Marek Goliszewski, prezes BCC
Wystawiamy byłemu rządowi negatywną ocenę za zaniechanie, bo chociaż wciąż mamy wzrost gospodarczy, ale w tych warunkach mógł uczynić znacznie więcej. Nie zreformował finansów publicznych, a bezrobocie spadło, bo młodzi i przedsiębiorczy wyjechali. Fachowców do pracy jest tak mało jak w PRL, przy mocnej złotówce przestaje się opłacać eksport. Ludzie dużo kupują, ale marnie zarabiają, więc ich dług rośnie. Każdy kij ma dwa końce.

Rafał Zagórny, b. wiceminister finansów
Poprzedni rząd miał ogromne szczęście, ponieważ koniunktura, która wciąż jeszcze ma miejsce, była jedną z najkorzystniejszych i najlepszych w okresie ostatnich kilkunastu lat. Był to najlepszy czas na przeprowadzenie reform, choć poszczególne branże, np. górnictwo, żadnymi reformami nie były zainteresowane. Jednak odpowiedzialny rząd właśnie wtedy podejmuje takie wyzwania, kiedy wpływy do budżetu przekraczają oczekiwania, a deficyt jest mniejszy niż przewidywany. Rząd tych reform nie przeprowadził i dwa lata zostały zmarnowane. Czy obecny rząd to zrobi? Mam nadzieję, że uczyni to szybko. Na własnej skórze odczuwam skutki zwlekania, bo w działalność biznesową zaangażowałem pieniądze mojej rodziny, a czuję, że okres koniunktury powolutku ma się ku końcowi i powstaje pytanie, czy te niekorzystne zjawiska zostaną zamortyzowane przez środki pomocowe, które Polska otrzymuje. Pieniądze będą napływać, pod warunkiem że je sensownie zagospodarujemy. Ale już nie będzie tak, że można nic nie robić i liczyć na ogólnoświatową koniunkturę. 6-, 7-procentowy wzrost mamy już za sobą, a gospodarczego samograja już nie będzie.

Prof. Leszek Zienkowski, ekonomista, NOBE, PAN
Takie przekonanie nie jest zgodne z realiami, choć nie można jednoznacznie ocenić spadku po PiS. Niewątpliwie wysokie tempo wzrostu nie było zasługą tamtego rządu, ale jest faktem, że to on doprowadził do tego, że perspektywy rozwoju są zagrożone. PiS zostawiło kukułcze jajo: rozbabrane sprawy służby zdrowia, niedokończony system emerytalny, przerosty w administracji i fatalne warunki prowadzenia działalności gospodarczej dla przedsiębiorstw. To wystarczy, by powiedzieć, że sytuacja jest co najmniej niejednoznaczna, a powrót na ścieżkę szybkiego wzrostu bardzo trudny. Wielkie zagrożenia znajdują też wyraz w budżecie na rok przyszły.

Robert Gwiazdowski, ekspert Centrum im. Adama Smitha
Gospodarka w Polsce kwitnie z powodów całkowicie niezależnych od poczynań rządu PiS, realizacji których PiS było nawet przeciwnikiem. Motorem polskiego eksportu jest sprywatyzowany przemysł samochodowy. Mamy dobrą sytuację w sektorze finansowym za sprawą sprywatyzowanych banków. Mali i średni przedsiębiorcy radzą sobie znacznie lepiej niż przed rokiem 2004 z dwóch powodów: po pierwsze, z powodu obniżenia za sprawą rządu Leszka Millera podatku PIT z 40% do 19% i niepodpisania w terminie przez prezydenta Kwaśniewskiego przegłosowanej, m.in. głosami PiS, ustawy o wprowadzeniu jeszcze jednej – 50-procentowej – stawki podatku PIT. Po drugie zaś, z powodu przystąpienia Polski do UE.
Gwoli sprawiedliwości trzeba też dodać, że PiS nie popsuło gospodarki, jak zarzucają to przeciwnicy. Być może dlatego, że nie zdążyło. Bo jak już zaczęło się gospodarką zajmować (pomysł wchłonięcia Lotosu przez Orlen na warunkach tego ostatniego, prywatyzacji stoczni czy konsolidacji energetyki), wróżyło to gospodarce jak najgorzej.

 

Wydanie: 49/2007

Kategorie: Pytanie Tygodnia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy