Czy prezydent Kaczyński w sprawie Traktatu Lizbońskiego działa dla dobra Polski?

Czy prezydent Kaczyński w sprawie Traktatu Lizbońskiego działa dla dobra Polski?

Prof. Adam Koseski, rektor Akademii Humanistycznej w Pułtusku
Prezydent służy wewnętrznym potrzebom politycznym. Wcześniej uzgadniał wszystko telefonicznie z byłym premierem i te uzgodnienia traktowano jako olbrzymi sukces pary prezydencko-premierowskiej. Teraz działanie to służy umocnieniu partii, która zaczyna robić bokami. Mówienie o dobru Polski i powoływanie się na Rejtana jest dla nas ośmieszające. Nie o to chodziło, bo przecież mamy do czynienia z działaniem na szkodę traktatu lizbońskiego. Jeśli już szukać jakichś porównań historycznych, to sytuacja przypomina głosowanie przeciwko Konstytucji 3 maja. Wtedy też paru takich orłów się objawiło.

Aleksander Kwaśniewski, b. prezydent RP
Oceniam, że sukces prezydenta Kaczyńskiego w negocjowaniu traktatu rzeczywiście został osiągnięty dla dobra Polski. Teraz jednak komplikowanie ratyfikacji jest niezrozumiałe i błędne, bo tutaj działania prezydenta oznaczają awanturę, zagrożenia zaś, którymi się szermuje, są wydumane. Takie działania jedynie przyklejają mu etykietkę prezydenta jednej partii, co może utrudnić przyszłe starania o reelekcję.

Prof. Mirosław Dymarski, europeistyka, Uniwersytet Wrocławski
Cała sytuacja jest efektem braku doświadczenia i słabego rozeznania prezydenta w polityce zagranicznej. Kwestionowanie dokumentu świadczyć może o tym, że w negocjacjach popełniono błędy, które zostały zamaskowane, bo nie miało się odwagi o nich powiedzieć w obliczu przywódców europejskich lub też, że źle się zrozumiało istotę negocjacji. Teraz łączy się cele polityki narodowej i polityki partyjnej, wystąpienie prezydenta zaś trzeba ocenić dosyć krytycznie ze względu na jego formę. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby swoich racji bronił Jarosław Kaczyński – wtedy mógłby wyjaśnić, jak i czego broni, jakie niebezpieczeństwa dostrzega. Takiej konferencji jednak nie było, więc opinia publiczna jest zdezorientowana w sprawie polskiej racji stanu. Dopóki prezes Jarosław Kaczyński nie wyjaśni z dokumentami w ręku, na czym polegają krytykowane niuanse w traktacie, to wystąpienie prezydenta będzie się odbierać jako polityczne awanturnictwo. Wyjazd prezydenta do Lizbony, który był poprzedzony politycznymi negocjacjami, dziś prezentuje się opinii publicznej jako kompletnie niezrozumiały.

Aleksander Smolar, prezes Fundacji im. Batorego
W jego rozumieniu zapewne tak jest, ale chyba ma też świadomość taktycznego charakteru swego działania. Długofalowe interesy kraju wiąże z obecną sytuacją PiS. Intencją jego brata jest oczywiście podkopanie i osłabienie rządu za granicą. Chodzi więc wyraźnie o wewnętrzną politykę, z jednej strony osłabienie Platformy Obywatelskiej, a z drugiej o umocnienie PiS, które obawia się degrengolady w obliczu powstania na prawo od PiS formacji związanej ze środowiskiem Radia Maryja. Z pewnych przecieków wynika, że otoczenie ks. Rydzyka wyraziło już spore zaniepokojenie. Retoryka prezydenta ma na celu pokazanie, że PiS to prawdziwi obrońcy eurosceptyków i sił antyunijnych w naszym kraju. Trudno traktować poważnie rzekome zagrożenie ze strony PO w kwestii karty praw podstawowych, tak jak i straszenie obywateli homoseksualistami i Eriką Steinbach. To kompletnie wydumane, niegodne i niepoważne. Traktuje się nadal Niemcy, z którymi jesteśmy we wspólnocie europejskiej, jako państwo wrogie.

Prof. Kazimierz Łastawski, kierownik Zakładu Europeistyki, UMK, Toruń
Ubolewam, że pan prezydent wyżej stawia poparcie dla partyjnych celów Prawa i Sprawiedliwości aniżeli interes narodowy – rację stanu. Nieracjonalne jest eksponowanie wydumanych zagrożeń interesu narodowego i posługiwanie się partyjnymi interesami w zasadniczych problemach działalności Unii Europejskiej, w ramach której mamy dobre szanse rozwoju kraju. Dobro Polski to dla prezydenta kraju poszukiwanie i realizowanie zadań ponadpartyjnych, łagodzenie, a nie zaostrzanie sporów politycznych. Ostatnie działania pana prezydenta sprzeczne są z jego pozycją ustrojową.

Prof. Jan Tkaczyński, europeistyka, UJ
Postawione pytanie ukierunkowuje odpowiedź (niezależnie od jej potwierdzającego bądź przeczącego charakteru!) w niewłaściwą stronę. Kwestią bowiem do rozstrzygnięcia jest to, czy sam traktat reformujący wystarczająco chroni interesy Polski i jej wewnętrzny porządek prawny. Ponieważ na podstawie art. 91 ust. 2 obowiązującej polskiej konstytucji wiemy, że w przypadku kolizji prawa krajowego z prawem międzynarodowym pierwszeństwo ma właśnie to drugie, postawienie w polskiej ustawie ratyfikacyjnej znaków orientacyjnych, podług których będzie przeprowadzana interpretacja tegoż traktatu, jest więcej niż zasadne. Inaczej prowadziłoby to w przyszłości do nieustannego spierania się o kształt wykładni związków przyczynowo-skutkowych zapisów traktatowych i prawa krajowego.

Wydanie: 13/2008

Kategorie: Pytanie Tygodnia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy