Daremny pokłon Saddama

Daremny pokłon Saddama

W zamian za pokój Bagdad był gotów niemal na wszystko

„Wygląda na to, że Saddam Husajn uczynił wszystko, co możliwe, aby znaleźć dyplomatyczną alternatywę dla nadchodzącej wojny, zaś rząd USA zrobił wszystko, co konieczne, aby temu zapobiec”, pisze brytyjski dziennik „The Guardian”.
Z doniesień prasowych jednoznacznie wynika, że na krótko przed amerykańskim atakiem na Irak, do którego doszło 20 marca, Bagdad podejmował rozpaczliwe wysiłki, aby uniknąć wojny. Saddam Husajn, zagrożony utratą władzy i życia, gotów był na upokarzające ustępstwa. Waszyngton odrzucił jednak te oferty, ponieważ prezydent Bush i jego doradcy mieli jasno wytyczony cel – „zmianę reżimu” w Iraku i wojskową okupację tego kraju. Kiedy w Zatoce Perskiej zaczęły się koncentrować wielkie siły wojskowe Stanów Zjednoczonych i ich sojuszników, funkcjonariuszy irackiego reżimu ogarnęła trwoga. Saddam Husajn poprzez różne kanały usiłował rozpocząć negocjacje. Irak sondował możliwości

dyplomatycznego rozwiązania sporu

za pośrednictwem agentów syryjskich służb specjalnych oraz rosyjskich, francuskich i niemieckich dyplomatów. W grudniu 2002 r. wysłannik szefa irackiego wywiadu, generała Tahira Habbusza al-Tikriti, dotarł do byłego dyrektora wydziału antyterrorystycznego CIA, Vincenta Cannistrara, mającego znakomite kontakty w Waszyngtonie. Emisariusz z Bagdadu obiecał, że Saddam udowodni, iż nie miał nic wspólnego z zamachami z 11 września, zaś kilka tysięcy amerykańskich żołnierzy zostanie wpuszczonych do Iraku, aby szukać broni masowego rażenia. Jeśli zaś Waszyngtonowi chodzi o „zmianę reżimu”, w Iraku w ciągu dwóch lat będą przeprowadzone demokratyczne wybory. Cannistraro twierdzi, że ta poważna oferta dobicia targu została odrzucona przez prezydenta i wiceprezydenta USA.
W lutym władze irackie postanowiły dotrzeć do najbardziej wojowniczych waszyngtońskich jastrzębi. Jako pośrednika wybrały libańskiego biznesmena z amerykańskim paszportem, Imada el-Hage, dobrze znanego w Pentagonie. Ten spotkał się w swym bejruckim biurze z Hassanem al-Obeidi, szefem wydziału zagranicznego irackiego wywiadu. Jak pisze dziennik „New York Times”, Obeidi był najwyraźniej śmiertelnie przerażony. Na początku rozmowy zasłabł i trzeba było wzywać doktora. W końcu pozbierał się i niemal błagał, aby Amerykanie powiedzieli, o co im chodzi – jeśli o ropę, otrzymają uprzywilejowany

dostęp do irackich pól naftowych.

Bagdad nie ma wprawdzie broni masowej zagłady, ale Waszyngton może przysłać 2 tys. funkcjonariuszy FBI, aby szukali w Iraku, czego tylko chcą. Tydzień później Hage poleciał do Bagdadu, gdzie spotkał się z Tahirem Habbuszem. Ten gotów był natychmiast lecieć na negocjacje do Londynu. Obiecał, że Irak wyda Stanom Zjednoczonym Abdula Rahmana Jasina, domniemanego terrorystę, oskarżanego przez Amerykanów o udział w zamachu na World Trade Center w 1993 r. Za ujęcie go Stany Zjednoczone wyznaczyły nagrodę w wysokości 25 mln dol. Habbusz mówił, że libański biznesmen może od razu zabrać Rahmana Jasina do Bejrutu. Hage odrzekł, że może tylko przekazać Amerykanom wiadomość, iż poszukiwany terrorysta jest „dostępny”. 19 lutego libański łącznik wysłał trzystronicowy raport do znajomego w Pentagonie, Mike’a Maloofa, analityka w biurze podsekretarza obrony, Douglasa Feitha. Według raportu, Irakijczycy zrozumieli, że nie mogą już

dłużej oszukiwać Amerykanów.

Generał Habbusz i wicepremier Tarik Aziz są gotowi do negocjacji. Bagdad obiecuje Stanom Zjednoczonym pierwszeństwo w kontraktach naftowych i pełne poparcie dla planu pokojowego Stanów Zjednoczonych na Bliskim Wschodzie. USA mogą też wysłać swych agentów i żołnierzy, aby nadzorowali rozbrojenie Iraku.
Powyższa oferta wydała się amerykańskim politykom na tyle poważna, że zezwolili na spotkanie libańskiego biznesmena z niezwykle wpływowym doradcą w Pentagonie i gorącym zwolennikiem wojny z Irakiem, Richardem Perle’em. Doszło do niego 7 marca w londyńskim hotelu Marlborough. Imad el-Hage podkreślał, że Irakijczycy chcą pertraktować z wysokimi urzędnikami administracji Busha. Perle twierdzi, że przekazał tę propozycję funkcjonariuszom CIA, ci jednak nie byli zainteresowani prowadzeniem rozmów. Odpowiedź CIA dla władz irackich była prosta: „Zobaczymy się z wami w Bagdadzie”. Ale niemal do ostatniej chwili Obeidi kontaktował się z biurem libańskiego biznesmena, usiłując nawiązać negocjacje. Nawet gdy zaczęła się wojna, iracki reżim szukał możliwości kompromisu. Na początku kwietnia Habbusz pragnął się spotkać w Ramadi pod Bagdadem z Robertem Baerem, byłym funkcjonariuszem CIA, autorem wydanej także w Polsce książki o amerykańskich służbach specjalnych na Bliskim Wschodzie. W zamian za rozejm obiecywał przeprowadzenie w Iraku

wolnych wyborów pod nadzorem USA

i Francji. Ale do spotkania nie doszło. 9 kwietnia budynek, w którym wywiad iracki proponował prowadzenie rozmów, został zniszczony sześcioma sterowanymi satelitarnie bombami zrzuconymi przez amerykańskie samoloty.
Richard Perle i inni waszyngtońscy urzędnicy twierdzą obecnie, że iracka oferta była pułapką. Saddam Husajn chciał tylko zyskać na czasie. Gdyby rzeczywiście pragnął porozumienia, dlaczego szukał go tak dziwnymi kanałami? Ale eksperci od spraw Bliskiego Wschodu twierdzą, że przywódcy arabscy bardzo często stawiają na zakulisowe kontakty. „The Guardian” pisze, że gdyby iracki dyktator rzeczywiście próbował oszukiwać, zostałby natychmiast ukarany przez amerykańską machinę wojenną. Stany Zjednoczone nie pragnęły jednak rozwiązania dyplomatycznego – twierdzi londyńska gazeta.

 

Wydanie: 48/2003

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy