Data niezapowiedzianej dymisji

Data niezapowiedzianej dymisji

Wreszcie wiadomo, kiedy Jacek Kurski wyleci z telewizji albo stanie się jeszcze coś gorszego dla jego bliskich. Będzie to 10 czerwca, kiedy przed publicznością amfiteatru opolskiego wystąpi Kayah. Przysiągł bowiem prezes: „Po moim trupie”, kiedy mu doniesiono o takim planie w programie festiwalowym.

Kayah została zaproszona przez Marylę Rodowicz do udziału w jej koncercie jubileuszowym. Cóż może stanąć na przeszkodzie, by na scenie doszło do spotkania dwóch gigantek polskiej piosenki? Właściwie nic, poza zdegenerowanym wyobrażeniem partyjnego kacyka, zainstalowanego w niewłaściwym gabinecie.

Czy dojdzie do występu Kayah w Opolu i opóźniającego się ciągle zniknięcia Kurskiego? Nie ma pewności, bo ze strachu prezes kupił już kwiaty Maryli Rodowicz, dał się z nią sfotografować na ściance i oświadczył, że selekcja to plotki, bo telewizja nic nie ma do listy gości zapraszanych do programu przez osobę, którą TVP sama zaprosiła. Wypadałoby, żeby Kayah też dostała bukiet, a może nawet ona przede wszystkim. Nie dostała chyba tylko dlatego, że jest od Kurskiego o głowę wyższa i ich wspólne zdjęcie mogłoby osłabić przekonanie Polek i Polaków o wielkości prezesa. Niepotrzebnie więc Kasia Nosowska chodziła po mieście i rozpuszczała pogłoski, że na znak protestu i solidarności też nie wystąpi. Niepotrzebnie fatygował się prezydent Opola, pisząc do Kurskiego, że miasto jest współorganizatorem festiwalu, a Kayah jest wielka i dla opolan ważna.

A skoro już dementujemy plotki, warto rozprawić się przy okazji z oszczerstwem, jakoby prezes chciał sczyścić piosenkarkę, bo popiera (ona, nie Kurski) ruch czarnych parasolek, a raz przemówiła na wiecu przeciwko dzieleniu Polaków. Nic podobnego. Selekcjoner kadr partyjnych w telewizji publicznej i kontroler kadr występujących na antenie tej telewizji jest jak prezydent RP – otwarty na cały naród i w głowie ma wyłącznie misję swojego zakładu pracy oraz zasady etyki.

Oczywiście prezes nie ma nic wspólnego z samowolą niektórych gorliwych pracowników TVPiS. Można mu jedynie zarzucić pewien egoizm pedagogiczny. Mianowicie nie świeci załodze własnym przykładem, bo tak głęboko ukrył w sobie imperatyw moralny.

Pewien redaktor „Studia Polska” w TVP Info zaprosił do debaty o samorządności przedstawiciela Związku Miast Polskich. Wybór związku padł na prezydenta Sopotu Jacka Karnowskiego. Redaktor się wystraszył, bo słyszał, że prezes, tzn. telewizja, w której pracuje, nie lubi prezydenta Sopotu. Chłopina chce jeszcze popracować w firmie, więc wysłał do rzeczniczki Związku Miast Polskich prośbę o zmianę nominowanego uczestnika debaty, bo Karnowski kiedyś się wyraził o reżimowej telewizji. Związek zdania nie zmienił. Prezydent Sopotu przyjechał na debatę, ale do studia go nie wpuszczono.

Mniej doświadczony samorządowiec pewnie by się oflagował w tym momencie i na tym by się skończyła cała historia. Karnowski tymczasem przypomniał sobie słynnego młynarza z Sanssouci, znanego z tego, że powiedział swojemu cesarzowi, który chciał mu odebrać młyn, że są jeszcze sędziowie w Berlinie, i postanowił udać się po sprawiedliwość do swojej stolicy. Napisał skargę do Rady Etyki Mediów.

Już sam fakt, że ktoś w Polsce wie o istnieniu Rady Etyki Mediów, musi zadziwić najstarszego górala. Ktoś, kto uwierzył, że są jeszcze sędziowie, że REM działa, ma adres, czyta skargi i wydaje coś znaczące orzeczenia, powinien liczyć na nagrodę „Pressa” w tym roku. Zgłaszam kandydaturę prezydenta Sopotu do wyróżnienia za archeologiczny wkład w ożywienie demokracji w Polsce i próbę przywrócenia wiary w wolne media jako fundament demokratycznej rzeczywistości. Bo mnie już się wydawało, że od dnia wyborów prezydenckich we Francji REM to będzie jedynie La République en marche!, ruch, który wyniósł Macrona na najwyższy urząd.

Eh voilà, Jacek Karnowski dostał odpowiedź, że „Studio Polska” w oczywisty sposób naruszyło zasady Karty Etyki Mediów. Telewizja może zapraszać do studia kogo chce, ale kiedy zaprasza przedstawiciela jakiegoś związku do przedstawienia jego stanowiska w przedmiocie debaty, musi respektować wybór personalny tego związku lub organizacji. Podstawowe prawa słuchaczy i widzów są nadrzędne wobec interesów redakcji i interesików autorów audycji.

Co prezydent Sopotu zrobi z orzeczeniem REM, to jego sprawa, ale dobrze wiedzieć, że „są jeszcze sędziowie” nie tylko w Berlinie i samowolka łatwo nie przechodzi. Jednak może być gorzej, bo TVP zacieśnia właśnie współpracę z telewizją chińską, a o ich sędziach da się powiedzieć tylko tyle dobrego, że są daleko. Dlatego trzeba liczyć na to, że Kayah zaśpiewa w Opolu, a Kurski dotrzyma słowa.

Wydanie: 21/2017

Kategorie: SZOŁKEJS

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy