Cierpienia komendanta z powodu deficytu wzmianek

Cierpienia komendanta z powodu deficytu wzmianek

Z żandarmerią nie ma żartów. Kiedy na dodatek jest to Żandarmeria Wojskowa, trzeba się poważnie liczyć z wysłaniem w kamasze. Chyba że zwraca się do ciebie Komenda Główna ŻW. To zupełnie inna para kaloszy. Niedostatecznie uprzejma kapralska prośba w rodzaju: „Milcz, jak do mnie mówisz!”, będzie w tym przypadku zawsze owinięta w zalotnie pachnącą onucę.

A co wtedy? Wtedy należy dwa razy dziennie, na czczo i po kolacji, zawijać i na nowo odwijać flanelę, przez siedem dni czytać każde zdanie, bo nie wiadomo, w którym zawiniątku jest niespodzianka, ukryta jak migdał w pączku na Trzech Króli. Jeżeli i to nie pomoże, trzeba oddać tekst filologom z Uniwersytetu Wrocławskiego, którzy przekładają za darmo z instancyjnego na polski i wyspecjalizowali się w zawilcach.

Zlekceważyła to Edyta Żemła z Onetu, która jesienią zeszłego roku opisała historię molestowania i mobbingu pewnej pani kapral na służbie w żandarmerii. Pani redaktor dostała pod choinkę korespondencję z Komendy Głównej i, niestety, rozpakowała ją przed innymi prezentami, nie czekając na pierwszą gwiazdkę i kolędowy nastrój. Teraz już na żadną gwiazdkę nie będzie mogła liczyć, bo pokazała urzędowe pismo na swoim koncie i jeszcze napisała, co myśli o wezwaniu do zamknięcia buzi. Poinformowała też, jak zamierzają się zachować ona i jej dwaj koledzy z redakcji, którzy interesują się przypadkami molestowania i mobbingu w żandarmerii.

Mój komputer, jak tylko może, odwodzi mnie od tego tematu, podkreślając na czerwono mobbing i bez pytania zamieniając go w lobbing (o, nawet w tym momencie, kiedy go upominam), na co ja z kolei nie mogę się zgodzić, ale nie jestem pewien, co z tym ostatecznie, czyli w druku, zrobi jego technokolega w PRZEGLĄDZIE, też przecież sztucznie inteligentny. Na wszelki wypadek będę w dalszym ciągu tekstu używać skrótu m&m na określenie obu tych pozaregulaminowych czynności.

Powracając do prezentu żandarmerii dla Edyty Żemły, wyrażam szczery żal, że dziennikarka nie dała sobie więcej czasu, żeby już nie tylko w symbolice czasu przedświątecznego, czyli w adwencie, ale nawet w samej literze nieodświętnej z pozoru korespondencji doszukać się zapowiedzi dobrej nowiny. A ta zapowiedź przecież tam jest, podobnie jak kilka innych stwierdzeń Komendy Głównej zachęcających do uprawiania dziennikarstwa śledczego i dopingujących autorów.

Czymże innym niż podziękowaniem dla publicystów Onetu jest nic nieznaczący na oko urzędowy nagłówek: „Dotyczy”. Kiedy w dobrej wierze przeczytamy, co nadawca napisał z udawaną obojętnością, że tekst „dotyczy wezwania do zaprzestania naruszeń”, musimy to potraktować jako informację i zapowiedź zmiany. O nic innego redakcji nie chodziło, jak tylko o to, żeby ktoś wreszcie wezwał do zaprzestania naruszeń, to znaczy m&m w żandarmerii.

Czyż nie jest zakamuflowaną pochwałą dziennikarstwa interwencyjnego zawarta w piśmie figura dedukcyjna Komendy Głównej, że „żadne z dotychczas prowadzonych czynności kontrolnych nie wykazały opisywanych nieprawidłowości, co uprawdopodabnia ich nieprawdziwość”?! Wystarczy poprawić gramatykę tego zdania, by w rewanżu pochwalić komendę za bezprzykładną samokrytykę. Ten sam szlachetny zamiar skomplementowania Żemły i spółki został ukryty w liście pod pozorem zarzutu o ujawnianie „licznych nieprawdziwych treści na temat rzekomych nieprawidłowości”.

Pani Edyto, proszę przeczytać to jeszcze raz i ocenić, czy słusznie Pani się uniosła gniewem. Czy ktoś w życiu pochwalił Panią za warsztat dziennikarski tak dyskretnie, a jednocześnie kwieciście, jak robi to żandarmeria?! Ale żeby nie uderzyła Pani sodówka, proszę się przejąć opinią o powtarzających się publikacjach, „wzbogacanych o niewielkie wzmianki aktualizujące”. Tę uwagę warsztatową komenda wykłada otwartym tekstem i oczywiście ma rację. Wzmianki aktualizujące stanowczo powinny być większe.

Wydanie: 2/2018

Kategorie: SZOŁKEJS

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy