Kilka depresyjnych książek na lato

Kilka depresyjnych książek na lato

Ile wspaniałych, smutnych, depresyjnych książek na lato! Wyszły jakby specjalnie na czerwcowo-lipcową chandrę. Wiadomo przecież, że czarny lejek zasysa niektórych właśnie wtedy, kiedy wakacje ich wyrwą z dobrze znanych, wygodnych monotonii. Nigdy nie rozumiałam, dlaczego rutyna ma czarny PR, dlaczego jest niemedialna. Tylko ona trzyma we względnej równowadze co bardziej neurotyczne jednostki (czyli NAS WSZYSTKICH, umęczonych szukaniem ulubionego serka w dyskontach, zgubionych w multipleksach, ogłupiałych na parkingach itd.). I teraz siłą chce się nas wrzucać na słońce, na plażę, do samolotów. Skąd ta opresja słonecznej Dominikany? Skąd presja biesiadowania z goframi? Dla tych, którzy kontestują trend, przygotowałam listę depresyjnych nowości na lato. Tak, tak. Przyjemność, żeby miała walor ekscesu, musi być perwersyjna.

Proponuję zacząć od zbioru esejów „Gramatyka bieli” Dariusza Czai. Książka tego znakomitego antropologa kultury opowiada o doświadczeniach granicznych, takich, które zmieniają nas strukturalnie. Zwykle to bardzo silne przeżycie, trauma, choroba, śmierć bliskiej osoby albo coś, co gruntownie przewartościowuje nasze życie. Czaja zaznacza, że granica nadaje formę chaosowi naszego doświadczenia (czy nie jest to argument przeciw wakacjom?). W końcu granica „obrysowuje miejsce, w którym można spokojnie zamieszkać”. Pierwszy esej to analiza filmu Valeria Zurliniego „Pustynia Tatarów” – autorskiego, bezkompromisowego kina, w którym akcja jest sprawą drugorzędną. Istnieje forteca, w której toczy się monotonne życie wojskowych. I istnieje granica. To ona determinuje życie mieszkańców fortecy. To stamtąd ma nadejść nieprzyjaciel. To ona elektryzuje i zajmuje żołnierzy. Staje się treścią i sensem jednocześnie. Jedynym horyzontem. Kim jest wróg, który ma stamtąd nadejść? Czaja ma swoją ponurą hipotezę: „Pustynia Tatarów” opowiada o ubywaniu, a wrogiem, który ma nadejść zza granicy, jest śmierć, ustawiona w filmie w samym centrum życia.

Jak już obejrzą Państwo „Pustynię” i przeczytają esej Czai (niewesoły, lecz zmyślny i niepozbawiony literackiego wdzięku), może zachce się Państwu poezji. Upał to żadna wymówka. Zawsze skłonni ustawić się w kontrze, ekscentryczni i ambitni, z pewnością zrezygnujemy z lodów stracciatella na rzecz nowego kapitalnego tomu wierszy Jaworskiego. Krzysztof Jaworski – najwybitniejszy polski poeta – odnawia znajomość z czytelnikami błyskotliwą, gorzką i ponurą, choć pełną humoru (czarnego) książką z wierszami „Ceremonia”. A ponieważ – jak mówi Jan Gondowicz, kiedy zaczyna obficie cytować – literaturę trzeba czytać, i ja pozwolę sobie zacytować. Na przykład wiersz „Amerykańskie miasta”: „Chciałem wam o nich opowiedzieć, / bo nigdy ich nie widziałem. / Są ponoć piękne. / Jak piękna może być tylko ziemia”. Albo ten, krótki, ale znaczący, „Plemiona”: „Słońce wschodziło i zachodziło. Odczuwaliśmy starość”. Na koniec „Miękki werniks”: „Zdrowie i urodę / zabieramy naszym / kobietom, / oddając im w zamian / siebie, / rzecz w istocie / bezużyteczną”. Ot, cały Jaworski – niewesołe z niego towarzystwo. Chociaż trzeba wiedzieć, że ten smutnawy uśmieszek (podwójny) skrywa ciepło i miłość do świata. Na pewno.

Jeśli jeszcze jest Państwu wesoło i nadal macie ochotę na figle, proponuję poczytać „Kociarza”. To zbiór opowiadań Kristen Roupenian, młodej kobiety, która jest autorką najpopularniejszego wiralowego tekstu literackiego XXI w. Tytułowy tekst (w oryginale „Cat person”) pojawił się rok temu na stronie „New Yorkera” jako opowiadanie numeru i dał początek zbiorowi, który niedawno ukazał się w polskim przekładzie Magdaleny Sommer. Co sprawiło, że właśnie ta opowieść tak zelektryzowała ludzi na całym świecie, że dyskutowano o niej i na forach internetowych, i na uniwersytetach? Bohaterką „Kociarza” jest dziewczyna, która pracuje w barze w niewielkim ambitnym kinie. Jednym z jej klientów jest starszy od niej mężczyzna. Proponuje randkę, wymieniają się numerami telefonów, umawiają się. Warstwa obyczajowa tekstu jest uniwersalna i osadzona w kulturze tak dobrze jak piosenki o lecie. Ale Roupenian raportuje nam stan umysłu i myśli głównej bohaterki. Zmienność nastrojów, lęk, potem znów namiętność, zaraz po niej obrzydzenie. Dziwna, niespójna i wewnętrznie sprzeczna mieszanina, jaka czasem wprawia nas w konsternację, kiedy się do kogoś zbliżamy. Roupenian pisze prosto i plastycznie, a absurd i czarny humor zaskakująco trafnie oddają to, co rozpoznajemy jako jakieś uogólnione, legendarne „nasze życie”. Jej tajną bronią jest szczerość i precyzja. A także śmiałe przekraczanie granic (hello, mister Czaja), przed którymi inni pisarze czasem zatrzymują się bojaźliwie. Kiedy Roupenian obwieściła, że wydaje zbiór opowiadań – największe anglosaskie wydawnictwa konkurowały ze sobą i licytowały ofertami. Zapanowała prawdziwa histeria. Jeśli ktoś oczekiwał spójnego tomu – będzie rozczarowany. To raczej książka dla czytelników, którzy lubią zabawę konwencjami, zmiany formuły, eksplorowanie różnych literatur. Teksty takie jak „Kociarz” czy jeszcze bardziej absurdalny, mroczny „Niedobry chłopiec” sąsiadują tu z opowiadaniem stylizowanym na dziwaczną legendę („Lustro, wiadro i stara kość”). Jednak „Kociarza” po prostu trzeba znać, choćby po to, żeby samemu sprawdzić, co takiego w globalnej literaturze wzbudza kontrowersje i skłania do dyskusji najtęższe umysły naszych czasów.

Jeśli po tych lekturach słońce nadal nie wydaje się Państwu czarne, jeśli nadal nie patrzycie na wakacje spode łba – poczytajcie sobie nowe wiersze Marcina Świetlickiego. Ile smutnych wierszy! Pewnie Jaworski chodził sobie ze Świetlickim po Plantach, jedli czarne ciasteczka i słuchali Joy Division. Nową książkę „Ale o co ci chodzi” rozpoczyna pogodny tekst „Spode łba”, który ma taką oto puentę: „Należało je / kąpać, przepraszać za świat. / Te wiersze wracają. / Spode łba patrzą”.

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy