Dlaczego Polacy są generalnie na NIE?

Dlaczego Polacy są generalnie na NIE?

Jerzy Urban, redaktor naczelny tygodnika „NIE” Polacy są generalnie na nie i dlatego założyłem pismo „NIE”. Bycie w opozycji nie jest wyłącznie cechą Polaków. Prywatnie, gdy się chce wyrazić niezadowolenie z bieżącej polityki, można sobie pokrytykować. Dzieje się tak nie tylko we współczesnej Polsce. Tak było w PRL i w każdym innym kraju. Nie oznacza to, że jesteśmy wyłącznie na nie, zwłaszcza gdy idzie o tok myślenia pozapolitycznego. Bywa, że ludzie mówią „tak”, dają znać, że podoba im się jakieś rozwiązanie polityczne, jakaś partia czy osoba. Takie uczucia najczęściej wyraża się publicznie, ale prywatnie raczej się nie mówi: o jaki fajny jest Olejniczak, Tusk czy Kaczyński. Mówi się raczej: jaka wredna jest komuna, prawica itd. W ten sposób funkcjonuje nasz mózg, że na tak mówimy głównie w sposób celowy. Eryk Mistewicz, specjalista od marketingu politycznego Polacy są najbardziej niezadowolonym narodem w Europie, bo przez ponad 50 lat z ich głów wyparto własną aktywność. Wszystko przerzucono na „onych”, czyli szeroko pojętą władzę. Teraz ta władza kuleje. Politycy polscy nie są przywódcami stada, a powinni tacy być i tryskać optymizmem, porażać charyzmą. Ludzie powinni chcieć za nimi podążać, bo przywódca nadaje kierunek i ton. Polacy już tyle razy byli oszukiwani przez polityków, obietnice były rzucane zupełnie bez pokrycia i później okazywały się tylko deklaracjami. Polacy są więc na nie, bo najpierw politycy starali się ich pozbawić inicjatywy, a potem nie stanęli na wysokości zadania. Dlatego mają dziś ogólnie wszystkiego dość, nawet warunków geograficznych i pogodowych. Czekają na kogoś, kto ich zarazi swoim optymizmem. Prof. Andrzej Szmajke, psycholog społeczny, Uniwersytet Wrocławski To prawda, bo jak pokazują wyniki badań, Polacy mają dosyć wyraźną tendencję do narzekania. Czy nasze narzekanie jest silniejsze od narzekania np. Francuzów? Może tak. Z jednej strony, są obiektywne fakty, które jakoś usprawiedliwiają narzekanie. Polacy padli ofiarą bardzo dużych oczekiwań w 1989 r., a potem musiało już nam towarzyszyć rozczarowanie. Z drugiej strony, jest parę przesłanek badawczych, które sugerują, że w odróżnieniu od Amerykanów bardziej zależy nam na opinii, że jesteśmy mądrzy niż sympatyczni. Ukształtowała się też prawidłowość, że za mądrych uważa się raczej ludzi krytycznych, a nie afirmujących. O kimś, kto jest zadowolony i szczęśliwy mówimy: śmieje się jak głupi do sera. A więc mądry to niezadowolony, zgorzkniały, smutny i krytyczny. Nawet przesadnie niezadowolony wygląda mądrzej od zadowolonego. Richard Mbewe, analityk, Warszawska Grupa Inwestycyjna SA Według danych OECD Polacy są najpracowitszym narodem w Europie. W świecie są na drugim miejscu po Koreańczykach, którzy spędzają w pracy średnio 2390 godzin rocznie. Niestety, nasza wydajność jest średnio o połowę niższa niż w innych krajach Unii. Pracowitość Polaków gryzie się z ich niezadowoleniem i pesymizmem, także największym w skali świata. Według dorocznego sondażu jednego z amerykańskich instytutów badawczych, jesteśmy najbardziej pesymistycznie nastawionym narodem. Podczas gdy jakieś 5 mln Polaków jest zadowolonych, około 33 mln to malkontenci. Te sprzeczności jakoś się tłumaczą. To, że Polakom nic się nie podoba, że wszystko widzą w czarnych barwach i są generalnie niezadowoleni, próbują jakoś nadrobić wielką pracowitością. Chcą w ten sposób wyjść na swoje. Niestety, owa pracowitość najsilniej przejawia się za granicą, a nie w kraju. Widziałem Polaków zapracowujących się w Anglii i w krajach skandynawskich. Polacy potrafią jechać na zbiór truskawek aż do Hiszpanii. A dlaczego nie u siebie? Bo tutaj są zawsze na „nie”. Małgorzata Niepokulczycka, szefowa Federacji Konsumentów Narzekanie to nasz wspólny język. Federacja jest specyficzną organizacją i tutaj ludzie przychodzą raczej ze skargami niż z pochwałami. Zadowolony z usługi lub towaru zdarza się raz na milion. Przeważnie ludzie są podminowani, niezadowoleni i sfrustrowani. Coraz częściej na nas wylewa się żale i frustracje, choć nie jesteśmy jedyną instytucją, gdzie się można wyładować. Nasze niezadowolenie to rodzaj atawistycznej wiary, że narzekając, odpędzimy zło. Stosujemy różne zaklęcia, bo jak ktoś kichnie, mówimy: „Na zdrowie”, a nie: „Idź do lekarza. Większość z nas uważa, że lepiej nie chwalić i nie mówić, że jest dobrze, bo się zauroczy. Tadusz Drozda, b. dyżurny satyryk kraju Jesteśmy narodem samobójców i dlatego nie ma takiej siły, by się nam podobało, to, co jest

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2005, 30/2005

Kategorie: Pytanie Tygodnia