Dlaczego policja nie może nas bronić?

Dlaczego policja nie może nas bronić?

BEZ UPRZEDZEŃ 

W dyskusji na temat przestępczości powtarza się do znudzenia banał, że nie sama surowość kar, lecz ich nieuchronność działa odstraszająco na potencjalnych i rzeczywistych przestępców. Przeciwnicy surowości przesuwają winę za wzrost przestępczości na policję, która rzeczywiście nie może pochwalić się dużą wykrywalnością. Prasa pisze o niektórych przyczynach niesprawności policji, trzeba jednak porozmawiać z samymi policjantami, żeby zrozumieć rzeczywistą sytuację, która jest zdumiewająca. Pomińmy na razie słabości policji, a zastanówmy się nad tym, co się dzieje, gdy ona jest skuteczna. W powiecie zamojskim policja zatrzymała kobietę, która dokonała 11 kradzieży z włamaniem. Sąd nie widział jednak powodu, aby złodziejkę zatrzymać w areszcie. Puścił ją wolno i trud policyjny poszedł na marne, przynajmniej częściowo. Ale również sąd może stracić motywację do orzeczeń skazujących, gdy widzi, że 60 młodocianych przestępców, znowu z powiatu zamojskiego, chodzi wolno, ponieważ domy poprawcze nie mogą ich przyjąć. Z dwojga złego lepiej jest, gdy przestępca nie został wykryty niż wykryty i bezkarny. O ile w dużych miastach problemem głównym jest wykrywalność, to na wsi i w małych miasteczkach, gdzie notoryczni przestępcy są wszystkim znani, powszechnie niejako wykryci, problemem jest zgorszenie z powodu ich bezkarności.
Prawnicy mówią, że to media wzniecają w społeczeństwie nadmierny strach przed przestępczością. Może w tym być trochę prawdy, jeśli chodzi o wielkie miasta. Mieszkańcy Warszawy czy Krakowa nie mają tyle szans zetknięcia się z przestępczością, co ludzie zamieszkujący tak zwane tereny wiejskie. Tu zachodzi proces niebywałej anomii, bezprawie nie jest wiadomością wyczytaną w gazecie, lecz faktem oglądanym własnymi oczami przez zdumioną i coraz bardziej zastraszoną społeczność lokalną. Oglądana z tej perspektywy Polska wydaje się krajem bezprawia, państwem bez sądów i z policją powołaną głównie do szukania dzieci, które oddaliły się od matek. Istnieje jednak sposób na odkrycie polskiego surowego prawa, sprawnej policji i sądów skorych do skazywania na więzienie. Jaki to jest sposób? Prosty, choć przykry. Spróbujcie się bronić, gdy napadnie was jakiś opryszek, który najprawdopodobniej będzie niepełnoletni. Rozbijcie mu łeb, do czego, nawiasem mówiąc, macie prawo, a policja natychmiast to wykryje, prokurator nieuchronnie was oskarży, sąd surowo skaże za przekroczenie obrony koniecznej, a media, tak bardzo zatroskane wzrostem przestępczości, na dodatek was zniesławią. Nie jest więc tak źle z wykrywalnością, z nieuchronnością kar ani z surowością prawa, jak głoszą krytycy polskiego rzekomo zbyt liberalnego wymiaru sprawiedliwości.
Obrona konieczna jest w Polsce uważana za wkroczenie jednostki w kompetencje państwowego wymiaru sprawiedliwości, naruszenie monopolu. Dlatego ona bardziej mobilizuje władzę do działania niż przestępstwa przeciw obywatelom.
To, że władza zaczęła wreszcie z pewnym powodzeniem działać przeciw gangom i “mafiom”, tym się tłumaczy, że przestępczość zorganizowana stanowi swego rodzaju konkurencję dla rządu. Zachodzi przeciwieństwo między obroną konieczną a zorganizowanym gangsterstwem, ale nie z punktu widzenia władzy, która uległa anomii i straciła z pola widzenia ideę sprawiedliwości.
Nie wiem, jak należy zreorganizować policję, nie wiem, czy prawo karne należy zaostrzyć, czy zostawić takim, jakim jest i zupełną zagadką jest dla mnie sposób myślenia stanu sędziowskiego. Jednego jestem pewny: należy umocnić prawo do obrony koniecznej, zarówno prawo jednostek, jak i małych społeczności – osiedlowych, wiejskich, miasteczkowych. Dla tych społeczności walka z przestępczością zorganizowaną nie stanowi problemu tak żywotnego jak przestępczość mniejszego kalibru, lecz dokuczliwa, bo naruszająca ich spokój, wkraczająca do ich mieszkań i zagród. Udostępnienie broni palnej tym, którzy czują się zagrożeni w swoich domach i chcą się bronić, uważam za rzecz oczywiście słuszną.
Działania policji są ograniczone nieżyciowymi przepisami i nie można się dziwić, że podchodzi ona do złoczyńców z głową pełną obaw, zastrzeżeń i przewidywań co do konsekwencji służbowych w razie przekroczenia uprawnień.
W bezpośrednim starciu przestępcy są uprzywilejowani, co stwarza niekiedy sytuacje surrealistyczne: policjanci zamiast czynnie reagować, starają się udobruchać awanturników, przybierają ton kumplowski i zamiast zakuć ich w kajdanki, “dobrze im radzą”, iż należy się uspokoić. Są szczęśliwi, jeśli uda im się wybrnąć z sytuacji bez szturchańców i popychania. Nie uwierzyłbym, gdybym nie był świadkiem takiej sceny.
Nieodżałowany Andrzej Szczypiorski napisał w związku z rozruchami w Słupsku, że nie zdziwiłby się, gdyby po zmasowanym ataku mediów na policjanta, który spowodował nieumyślnie śmiertelny wypadek (bo tak należy określić śmierć pobitego chłopca), policja w całym kraju nie wyszła poza lokale komend i komisariatów. Skazanie słupskiego policjanta na osiem lat więzienia było nie tylko rażąco niesprawiedliwe, ale fatalnie zaciążyło na zawodowym morale policjantów. Gdy idą w ruch twarde przedmioty, wypadku śmiertelnego nigdy wykluczyć się nie da. Jeśli udział w takim wypadku może być tak bezmyślnie surowo karany, to policjantom nie pozostaje nic innego, jak dawać dobre rady i ofiarnie poszukiwać dzieci nie dopilnowanych przez matki.

Wydanie: 22/2001

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy