Z domu dziecka na Karaiby

Z domu dziecka na Karaiby

Najlepsi wychowankowie domów dziecka popłyną z kpt. Krzysztofem Baranowskim

– Kto nie skoczy, odpada – oznajmia instruktor. – Nie weźmie już udziału w dalszych eliminacjach.
Od próby odwagi, skoku z trzymetrowej trampoliny do wody, zaczęły się eliminacje wśród prawie 50 wychowanków domów dziecka z całej Polski do rejsu żaglowcem „Fryderyk Chopin” na Atlantyk, od Martyniki na Karaibach przez Azory, kanał La Manche, Amsterdam do Szczecina. Skoczyli wszyscy, choć nierzadko z drżeniem łydek i duszą na ramieniu. Kolejna próba także nie okazała się łatwa, bo trzeba było przepłynąć 50 m dowolnym stylem, ale w ograniczonym czasie. Komu czynność ta zajęła ponad 90 sekund, dostawał zero punktów, ale każdy miał jeszcze szansę na punkty w ostatniej próbie na wytrzymałość. Był to bieg na trasie 1 km w zmiennym, coraz szybszym tempie. Kiedy wszyscy byli wypoczęci biegli w narzuconym rytmie wolnym truchtem, ale im bardziej się męczyli, tempo rosło i pod koniec dystansu przechodziło w sprint. Tylko dwie osoby ukończyły cały trasę i uzyskały maksymalną liczbę punktów, Daniel Pokorski z Warszawy oraz Aneta Zgrzebna z Rodzinnego Domu Dziecka w Myszkowie.
Daniel trenował piłkę nożną w Legii, otrzymał też stypendium pozwalające na opłacenie czesnego w Społecznym Liceum Ogólnokształcącym przy ul. Bednarskiej. Aneta uwielbia lekkoatletykę, rzucała nawet oszczepem. – Mam silne ręce – przyznaje – ale nie wiedziałam, że uzyskam także najlepszy wynik w wyścigu pływackim, bo pływać nauczyłam się sama.
Zmaganiom kandydatów na żeglarzy przyglądali się w napięciu ich opiekunowie z domów dziecka, którzy zastępują rodziców. Nieletni przyjechali do stolicy w towarzystwie osoby dorosłej. Anetę przywiozła sąsiadka, bo mama nie mogła opuścić reszty dzieci. Marcie Oleksy z Tarnowa towarzyszyła jej wychowawczyni i opiekun prawny, Marta Drabik. Daniel Kuziemkowski z Domu Dziecka w Kartuzach przyjechał z zakonnicą, swoją wychowawczynią, s. Alicją Karczmarczyk. Wojciech Pietranis z Zambrowa przyjechał sam, bo ukończył już 18 lat.
Prawie dla każdego udział w zmaganiach o miejsce w rejsie był niezwykłym wyróżnieniem i życiową szansą. W Szkole pod Żaglami biorą udział wyłącznie uczniowie pierwszych klas liceum ogólnokształcącego, a wśród wychowanków domów dziecka stosunkowo niewielu chce i może się uczyć. W życiu zmagają się z tyloma przeciwnościami, przeżywają dramaty, są skazani na siebie i na pomoc państwa. Marzenia mają jednak takie same jak wszyscy młodzi ludzie.
Aneta myślała wiele o pięknych krajobrazach obcych krajów i przygodzie towarzyszącej dalekiej podróży. Daniel Pokorski rozmyślał o miejscach pamiętających wielkie wydarzenia historyczne, w wyobraźni przemierzył już wiele gór i lądów. Marta na pierwszym miejscu stawia lot samolotem z Paryża na Martynikę. – Samolotu boję się mniej niż płynięcia żaglowcem – wyznaje, ale zaraz dodaje, że starczy jej odwagi na podjęcie każdej próby, bo to jedyna szansa w życiu. Daniel Kuziemkowski marzy po prostu o pływaniu statkiem, o rejsie i nowych ludziach, których pozna. Wojtek realnie mierzy swoje szanse i przyznaje, że nie przyjechał po zwycięstwo, tylko dla przeżycia czegoś ciekawego podczas eliminacji w Warszawie. – Jako dziecko przeszedłem ciężkie zapalenie uszu, przez trzy lata co kilka miesięcy trafiałem do szpitala, nie mogłem chodzić na basen, uczyć się pływać – mówi o swoich obawach.
Szkoła pod Żaglami, której pomysłodawcą i twórcą był kpt. Krzysztof Baranowski, znalazła w Zrzeszeniu Prawników Polskich sponsorów na opłacenie kosztów rejsu dla 15 wychowanków domów dziecka (ponad 8 tys. zł na osobę). W poprzednich latach uczestnicy rejsu, a właściwie ich rodzice, sami musieli pokrywać koszty podróży, tym razem jednak obrano szlachetniejszy cel – dano szansę sierotom społecznym. Inicjatywę objęła patronatem min. Krystyna Łybacka, pomoc w zorganizowaniu eliminacji zapewniła AWF w Warszawie zaś stroną formalną zajęła się Europejska Wyższa Szkoła Prawa i Administracji, która jest armatorem żaglowca s/y „Fryderyk Chopin”.
– Choć wszyscy z was nie będą mogli teraz popłynąć – powiedział do młodzieży kpt. Baranowski – nie powinniście się załamywać. Szansa jest zawsze. Może się np. okazać, że znajdziemy sponsorów na większą liczbę uczestników albo że ktoś w ostatniej chwili zrezygnuje i będziemy poszukiwali zastępstwa. Pamiętajcie jednak, że jeśli ktoś czegoś bardzo chce, znajdzie zwykle sposób, aby dopiąć swego. Nie zawsze też siła i sprawność są najważniejsze, ale sama chęć i upór.

Wydanie: 2/2003

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy